12.02.2024, 22:11 ✶
Odsunęła się lekko, by Tristan mógł swobodnie pisać, bez niej uwieszonej na ramieniu. Spojrzała w dal, w rzeczną toń, która teraz była spokojna i cicha, lecz Merlin jej świadkiem, że widziała jak bardzo potrafiła nagle wezbrać i wylać, gdy pogoda temu sprzyjała. Teraz jednak, w ten piękny letni wieczór, było cicho i spokojnie. Woda niosła rozmowy, prowadzone na brzegu, lecz nie dało się dosłyszeć ich sensu. Nie wyłapywali nawet pojedynczych słów, tylko szum.
- Kocham cię - powiedziała w końcu, po dłuższej chwili namysłu. Próbowała zebrać myśli i ubrać je w słowa, ale szło jej to wyjątkowo ciężko. Odruchowo chciała sięgnąć po papierosa, ale powstrzymała się. Zamiast tego zaczęła bawić się paskiem torebki, którą położyła wcześniej na kolanach. - I wiem, że ty mnie też. Tylko...
Zawsze musiało być jakieś tylko, prawda? Brzmiało niezwykle poważnie, ale przecież Olivia go zapewniała, że chce spędzić z nim resztę życia, prawda? Skąd więc nagle wątpliwości, o ile to były wątpliwości?
- Chciałam wiedzieć jak poważnie o nas myślisz? - zapytała w końcu, uśmiechając się lekko. W torebce spoczywały listy, które niemal paliły jej uda. Niemal krzyczały, że powinna mu w końcu powiedzieć, wszystko pokazać. Ale nie, to nie była rozmowa na teraz, nie chciała przecież go wystraszyć - a na pewno nie w łódce, na wszystkich bogów, bo przecież nie o to chodziło. Najpierw chciała po prostu wybadać jak bardzo Tristan myślał o tym kim dla siebie są. Bo ona miała dosyć nieudanych, toksycznych związków. I czuła podskórnie, że są dla siebie przeznaczeni, ale potrzebowała to zobaczyć na papierze.
Płynęli dość wolno, ale gdy Ward rozglądał się dookoła, mógł dostrzec w oddali kawałek oświetlonej plaży. Z tym, że nie była opuszczona, tak jak mówiła Olivia - byli na niej ludzie. I chyba właśnie imprezowali? Olivia również to widziała. Te głosy i ten gwar - to nie byli ludzie na brzegu, tylko właśnie tam. Chyba nawet palili ognisko.
- Och świetnie, a więc musiałam źle usłyszeć. Dobra, zmienimy plan, przepłyniemy trochę i potem się przejdziemy, co ty na to? - zerknęła na Tristana ale widać było, że nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Sam, który dzielnie wiosłował z tyłu, za ich plecami, pokręcił głową, czego żadne z nich nie mogło dostrzec. Po drodze mieli jeszcze niewielką przystań. Och, jak ona nie lubiła gdy plany się zmieniały! Oczywiście gdy żadnego nie miała to kochała płynąć z prądem, ale gdy już coś planowała, to wolała trzymać się scenariusza.
- Kocham cię - powiedziała w końcu, po dłuższej chwili namysłu. Próbowała zebrać myśli i ubrać je w słowa, ale szło jej to wyjątkowo ciężko. Odruchowo chciała sięgnąć po papierosa, ale powstrzymała się. Zamiast tego zaczęła bawić się paskiem torebki, którą położyła wcześniej na kolanach. - I wiem, że ty mnie też. Tylko...
Zawsze musiało być jakieś tylko, prawda? Brzmiało niezwykle poważnie, ale przecież Olivia go zapewniała, że chce spędzić z nim resztę życia, prawda? Skąd więc nagle wątpliwości, o ile to były wątpliwości?
- Chciałam wiedzieć jak poważnie o nas myślisz? - zapytała w końcu, uśmiechając się lekko. W torebce spoczywały listy, które niemal paliły jej uda. Niemal krzyczały, że powinna mu w końcu powiedzieć, wszystko pokazać. Ale nie, to nie była rozmowa na teraz, nie chciała przecież go wystraszyć - a na pewno nie w łódce, na wszystkich bogów, bo przecież nie o to chodziło. Najpierw chciała po prostu wybadać jak bardzo Tristan myślał o tym kim dla siebie są. Bo ona miała dosyć nieudanych, toksycznych związków. I czuła podskórnie, że są dla siebie przeznaczeni, ale potrzebowała to zobaczyć na papierze.
Płynęli dość wolno, ale gdy Ward rozglądał się dookoła, mógł dostrzec w oddali kawałek oświetlonej plaży. Z tym, że nie była opuszczona, tak jak mówiła Olivia - byli na niej ludzie. I chyba właśnie imprezowali? Olivia również to widziała. Te głosy i ten gwar - to nie byli ludzie na brzegu, tylko właśnie tam. Chyba nawet palili ognisko.
- Och świetnie, a więc musiałam źle usłyszeć. Dobra, zmienimy plan, przepłyniemy trochę i potem się przejdziemy, co ty na to? - zerknęła na Tristana ale widać było, że nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Sam, który dzielnie wiosłował z tyłu, za ich plecami, pokręcił głową, czego żadne z nich nie mogło dostrzec. Po drodze mieli jeszcze niewielką przystań. Och, jak ona nie lubiła gdy plany się zmieniały! Oczywiście gdy żadnego nie miała to kochała płynąć z prądem, ale gdy już coś planowała, to wolała trzymać się scenariusza.