12.02.2024, 23:15 ✶
Choć nie znajdował się już w wodzie, to wciąż pływał w słodkim morzu nieświadomości, a wiadomo, że nieświadomość jest definicją szczęścia. Sam zainteresowany nie zgadzał się z tą maksymą, nie dało się ukryć, że dwie kluczowe dla jego życia informacje, zdecydowanie wpłynęłyby na jego poziom szczęśliwości (raczej na niekorzyść), czy też po prostu łatwości życia (zdecydowanie na niekorzyść).
To byłoby w sumie całkiem logiczne, zastanowić się nad dawnymi przyjaciółmi rodziców, których Samuel nie miał okazji nigdy poznać. Wiedział, że chodzili do Hogwartu, że tak jak on znali wcześniej jakichś ludzi. Ale przebywanie w gronie osób większym niż trzy było taką rzadkością w rodzinnym domu, że nie była to naturalna linia skojarzeń. Nawet w rozmowach nie pojawiał się nikt poza zwierzętami, lub kilkoma wyjątkowymi wyjątkami – klientami z Doliny, którym można było ufać bardziej niż nieznajomemu w lesie. Oni z wyboru, Samuel przez wychowanie. Kto wie, może w innych okolicznościach byłby duszą towarzystwa.
– Cóż... tak na oko, po godzinie stwierdziłem, że może Pan swojemu bliskiemu znajomemu zalecić lekcje pływania hmm? – jego drwiący uśmiech, przekrzywiona głowa i oczy ześlizgujące się po ministerialnym urzędniku niepierwszej młodości wskazywały jednoznacznie, kimże według niego był ten "bliski znajomy". – ...ach no i jeszcze po dnie sunął jeziorny kraken, ale on tu jest odkąd pamiętam, więc zdecydowanie nie zaliczyłbym go do gatunków inwazyjnych. Dla tego miejsca to raczej ludzie sunący po powierzchni łapią się pod to określenie. – pociągnął nosem, Bardzo Jednoznacznie Kpiąc. A może chciał zabrzmieć wiarygodnie, tylko był tak beznadziejnym kłamczuchem?
Szeroko rozczapierzoną dłoń położył na tyle głowy i kilkoma energicznymi ruchami wzburzył włosy, strzepując z nich piasek. Nic sobie nie robił z szeroko otwartych oczu Morpheusa, taka Białka czy Miłka mrugały sobie raz na minutę, z tego co się orientował, to węże wcale nie mrugały, więc dlaczego i jego rozmówca miał oddawać się takiej ludzkiej słabości?
– Możemy oczywiście się na nie umówić, choć sugerowałbym godziny wczesnoporanne. Tak czy inaczej, wstępny rekonesans nie wykazał niczego odbiegającego od normy panie Morhpeusie.– dodał, jakby uznał, że trzeba jednak powiedzieć nieco bardziej oficjalnie i przede wszystkim prawdziwie.
To byłoby w sumie całkiem logiczne, zastanowić się nad dawnymi przyjaciółmi rodziców, których Samuel nie miał okazji nigdy poznać. Wiedział, że chodzili do Hogwartu, że tak jak on znali wcześniej jakichś ludzi. Ale przebywanie w gronie osób większym niż trzy było taką rzadkością w rodzinnym domu, że nie była to naturalna linia skojarzeń. Nawet w rozmowach nie pojawiał się nikt poza zwierzętami, lub kilkoma wyjątkowymi wyjątkami – klientami z Doliny, którym można było ufać bardziej niż nieznajomemu w lesie. Oni z wyboru, Samuel przez wychowanie. Kto wie, może w innych okolicznościach byłby duszą towarzystwa.
– Cóż... tak na oko, po godzinie stwierdziłem, że może Pan swojemu bliskiemu znajomemu zalecić lekcje pływania hmm? – jego drwiący uśmiech, przekrzywiona głowa i oczy ześlizgujące się po ministerialnym urzędniku niepierwszej młodości wskazywały jednoznacznie, kimże według niego był ten "bliski znajomy". – ...ach no i jeszcze po dnie sunął jeziorny kraken, ale on tu jest odkąd pamiętam, więc zdecydowanie nie zaliczyłbym go do gatunków inwazyjnych. Dla tego miejsca to raczej ludzie sunący po powierzchni łapią się pod to określenie. – pociągnął nosem, Bardzo Jednoznacznie Kpiąc. A może chciał zabrzmieć wiarygodnie, tylko był tak beznadziejnym kłamczuchem?
Szeroko rozczapierzoną dłoń położył na tyle głowy i kilkoma energicznymi ruchami wzburzył włosy, strzepując z nich piasek. Nic sobie nie robił z szeroko otwartych oczu Morpheusa, taka Białka czy Miłka mrugały sobie raz na minutę, z tego co się orientował, to węże wcale nie mrugały, więc dlaczego i jego rozmówca miał oddawać się takiej ludzkiej słabości?
– Możemy oczywiście się na nie umówić, choć sugerowałbym godziny wczesnoporanne. Tak czy inaczej, wstępny rekonesans nie wykazał niczego odbiegającego od normy panie Morhpeusie.– dodał, jakby uznał, że trzeba jednak powiedzieć nieco bardziej oficjalnie i przede wszystkim prawdziwie.