29.11.2022, 13:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.11.2022, 13:15 przez Brenna Longbottom.)
Pytanie Patricka, jego ton, wyraz twarzy, jasno sugerowały jedno. On nie słyszał, nie widział i nie czuł tego samego, co ona. Brenna przypatrywała się więc mu przez chwilę z dziwną miną, nim się odezwała:
- Nie wiem. Może mamy szczęście i po prostu już do reszty mi odbiło?
Zabawna sprawa, najlepszym scenariuszem byłoby jej własne popadnięcie w szaleństwo. W Lecznicy Dusz mieli dobrych specjalistów, prawda?
Idąc w stronę salonu, już notowała sobie w myślach, że jeżeli nie znajdzie tropów w przeszłości, przyjdzie im grzebać w teraźniejszości. Sprawdzić tę firmę i zarobki Emily. Pogrzebać w tym, kto mógł być ojcem chłopca. Spróbować namierzyć nadawców kopert z pieniędzmi…
Okazało się jednak, że zobaczyła dokładnie to, co zobaczyć chciała. Albo właśnie to, czego zobaczyć bardzo nie chciała – zależy, z której strony na to spojrzeć.
Brenna widywała już takie sceny. Nurkowała w przeszłość, by tonąć w wizjach, w których ktoś umierał albo cierpiał. Śledziła wspomnienia martwych ludzi. Czasem sądziła, że do tego przywykła. A potem przychodził takie dzień, jak ten: gdy przekonywała się, że nie, do tego nie można przywyknąć. Kiedy obserwowała, jak zrozpaczona matka, charłaczka, ginie, bo próbuje odzyskać syna. Nie miała żadnych szans z trzema czarodziejami. Powinna była ich wypuścić, wezwać pomoc, bo wtedy ona by przeżyła, a oni mieli większe szanse znaleźć chłopca…
…ale nie mogła, nie potrafiła, bo to był jej syn.
Żywy.
Aurę Brenny zabarwiła desperacja. Może wspomnienie uczucia Emily, a może, co bardziej prawdopodobne: jej własna. Dotąd była właściwie pewna, że lokatorzy domu umarli, że nic nie mogą już zrobić. Teraz wiedziała, że chłopca wynoszono, mógł więc żyć…
– Przyszli porwać chłopca. Trzech, mężczyzna, kobieta, chyba drugi mężczyzna, nie widziałam twarzy, poznam jej głos – wyrzucała z siebie kolejne zdania w pośpiechu, połykając końcówki wyrazów, prawie nie robiąc przerwy na oddech i jak nie ona, mówiąc maksymalnie krótko. Jakby ścigała się z kimś, by przekazać wszystkie informacje i trochę tak było, bo chłopiec mógł żyć. – Prawdopodobnie nie śmierciożercy. Brak mrocznego znaku. Nie chcieli jej zabić. Jeden czarodziej tylko ją ogłuszył. Kobieta kazała zostawić. Trzeci… ten trzeci pewnie ją zabił, gdy wybiegła do ogrodu, bo chciała ich powstrzymać.
Omal nie poderwała się, by biec tam, gdzie zginęła Emily Hill, ale zmusiła do pozostania na miejscu. Jeżeli zostawiono by tam ciało, to ktoś z sąsiadów by je wypatrzył, powiadomił policję, a ten dom przewrócono by do góry nogami. Nie łudziła się, że zielone światło mogłoby oznaczać coś innego niż avadę.
– Myślę, że Emily się w coś wplątała albo to ojciec chłopca. Daj mi koperty, proszę. Muszę potem sprawdzić sypialnię dzieciaka. Poślesz wiadomość do ministerstwa? Patrick, ten chłopiec wciąż może żyć. Był albo martwy, albo nieprzytomny.
Brała pod uwagę, że go zabito, a ciała dziecka obdarzonego magią ktoś potrzebował do eksperymentów. I wybrał syna charłaczki, którego ministerstwo nie będzie szukać. Ale mógł być tylko nieprzytomny. Jeżeli chcieli go zabrać żywcem, jeśli to ojciec… Musieli wciągnąć w to więcej ludzi, bo mieli, do cholery, martwą kobietę i małego czarodzieja, porwanego bądź zabitego.
Wzięła kopertę, czy sama od Patricka. I nie czekając… spróbowała ponownie. Kto je, do cholery, napełnił pieniędzmi?
1koperta
2koperta
- Nie wiem. Może mamy szczęście i po prostu już do reszty mi odbiło?
Zabawna sprawa, najlepszym scenariuszem byłoby jej własne popadnięcie w szaleństwo. W Lecznicy Dusz mieli dobrych specjalistów, prawda?
Idąc w stronę salonu, już notowała sobie w myślach, że jeżeli nie znajdzie tropów w przeszłości, przyjdzie im grzebać w teraźniejszości. Sprawdzić tę firmę i zarobki Emily. Pogrzebać w tym, kto mógł być ojcem chłopca. Spróbować namierzyć nadawców kopert z pieniędzmi…
Okazało się jednak, że zobaczyła dokładnie to, co zobaczyć chciała. Albo właśnie to, czego zobaczyć bardzo nie chciała – zależy, z której strony na to spojrzeć.
Brenna widywała już takie sceny. Nurkowała w przeszłość, by tonąć w wizjach, w których ktoś umierał albo cierpiał. Śledziła wspomnienia martwych ludzi. Czasem sądziła, że do tego przywykła. A potem przychodził takie dzień, jak ten: gdy przekonywała się, że nie, do tego nie można przywyknąć. Kiedy obserwowała, jak zrozpaczona matka, charłaczka, ginie, bo próbuje odzyskać syna. Nie miała żadnych szans z trzema czarodziejami. Powinna była ich wypuścić, wezwać pomoc, bo wtedy ona by przeżyła, a oni mieli większe szanse znaleźć chłopca…
…ale nie mogła, nie potrafiła, bo to był jej syn.
Żywy.
Aurę Brenny zabarwiła desperacja. Może wspomnienie uczucia Emily, a może, co bardziej prawdopodobne: jej własna. Dotąd była właściwie pewna, że lokatorzy domu umarli, że nic nie mogą już zrobić. Teraz wiedziała, że chłopca wynoszono, mógł więc żyć…
– Przyszli porwać chłopca. Trzech, mężczyzna, kobieta, chyba drugi mężczyzna, nie widziałam twarzy, poznam jej głos – wyrzucała z siebie kolejne zdania w pośpiechu, połykając końcówki wyrazów, prawie nie robiąc przerwy na oddech i jak nie ona, mówiąc maksymalnie krótko. Jakby ścigała się z kimś, by przekazać wszystkie informacje i trochę tak było, bo chłopiec mógł żyć. – Prawdopodobnie nie śmierciożercy. Brak mrocznego znaku. Nie chcieli jej zabić. Jeden czarodziej tylko ją ogłuszył. Kobieta kazała zostawić. Trzeci… ten trzeci pewnie ją zabił, gdy wybiegła do ogrodu, bo chciała ich powstrzymać.
Omal nie poderwała się, by biec tam, gdzie zginęła Emily Hill, ale zmusiła do pozostania na miejscu. Jeżeli zostawiono by tam ciało, to ktoś z sąsiadów by je wypatrzył, powiadomił policję, a ten dom przewrócono by do góry nogami. Nie łudziła się, że zielone światło mogłoby oznaczać coś innego niż avadę.
– Myślę, że Emily się w coś wplątała albo to ojciec chłopca. Daj mi koperty, proszę. Muszę potem sprawdzić sypialnię dzieciaka. Poślesz wiadomość do ministerstwa? Patrick, ten chłopiec wciąż może żyć. Był albo martwy, albo nieprzytomny.
Brała pod uwagę, że go zabito, a ciała dziecka obdarzonego magią ktoś potrzebował do eksperymentów. I wybrał syna charłaczki, którego ministerstwo nie będzie szukać. Ale mógł być tylko nieprzytomny. Jeżeli chcieli go zabrać żywcem, jeśli to ojciec… Musieli wciągnąć w to więcej ludzi, bo mieli, do cholery, martwą kobietę i małego czarodzieja, porwanego bądź zabitego.
Wzięła kopertę, czy sama od Patricka. I nie czekając… spróbowała ponownie. Kto je, do cholery, napełnił pieniędzmi?
1koperta
Rzut Z 1d100 - 26
Akcja nieudana
Akcja nieudana
2koperta
Rzut Z 1d100 - 4
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.