13.02.2024, 00:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.02.2024, 01:45 przez Erik Longbottom.)
Co to tej małej ''wpadki'' na balu charytatywnym, to zarówno Nora, jak i Erik mieli już najgorsze za sobą. Longbottom miał przez dłuższy czas wyrzuty sumienia, że pozwolili na coś takiego, jednak robił co w swojej mocy, aby pokazać przyjaciółce, że tak naprawdę nic się nie stało. Biorąc pod uwagę, że festiwal z okazji Ostary odbył się zaledwie chwilę później i się na nim pojawili, to wstyd chyba minął blondynce dosyć szybko. Cholerne czekoladowe jaja, pomyślał nieoczekiwanie Erik, przypominając sobie, jak wyglądała ich wyprawa do lasu w ramach konkursu. To już był większe powód do wstydu niż zamiana w bobra.
— Do życia w kłamstwie nie potrzebujesz ślubu — zauważył cicho, pocierając palcem o krawędź swojego kieliszka. — Niektórzy ludzie mają to po prostu we krwi, a potem ciągną cię ze sobą w dół. — Uniósł wzrok na swych towarzyszy. — Sorry, dzikie myśli.
Alkohol dalej wywoływał szumy w jego głowie, jednak tu i ówdzie przez umysł Erika przelatywały pojedyncze obrazy. Takie, które od dawna trzymał zakopane, zamknięte w skrzyni i zablokowane kłódką na czterocyfrowy kod. Skrzywił się, gdy zorientował się, że te wspomnienia zdawały się próbować uchylić to szczelnie zamknięte wieko. Szuja. Westchnął ciężko, uśmiechając się błogo do Nory.
— Naprawdę, już mnie do grobu wysyłasz? Myślałem raczej, że zaoferujesz kartę stałego klienta do klubokawiarni. — Dał jej prztyczka w czoło z tego całego niezadowolenia. Prawie widział w jej oczach, jak trybiki w jej głowie zaczynają szybciej pracować, próbując zrozumieć co się stało.— Jestem też skłonny zaakceptować jakąś taką książeczkę do zbierania wpisów i naklejek. Taki... program lojalnościowy!
Uśmiechnął się jeszcze szerzej, gdy jego pomysł spotkał się z tak pozytywnym odbiorem. Myślał, że stchórzą i faktycznie skończy się po prostu na opróżnieniu kolejnej butelki, a tu proszę! Kilka obrotów butelki z brązowego szkła póxniej, a szyjka wskazała, że gra miała zacząć się od Nory. Erik sarknął rozbawiony, gdy Morfeusz postanowił wciągnąć w tę zabawę jeszcze Godryka. Pośrednio, bo pośrednio, ale jednak.
— A to nie jest twoje wyzwanie? Jak ci pomogę, to możesz nie zaliczyć — rzucił w odpowiedzi, uśmiechając się nieco złośliwie. Przewrócił teatralnie oczami, gdy dostrzegł zmianę w posturze panny Figg. — Dobra, niech będzie! Idę, idę, nie musisz się tak pieklić.
Obrócił się na stołku, a kuchnia zawirowała mu przed oczami. Wyciągając dłoń przed siebie, co by móc utrzymać wzrok na jednym punkcie i utrzymać równowagę. Coś tam jednak wyciągnął z tych wszystkich instruktaży, jakie wkładali im do głów te wszystkie szychy z Ministerstwa Magii. Zsunął się na podłogę i podszedł do Nory. Zamiast jednak, jak człowiek, zdjąć tytoń dziadka z szafki... Chwycił dziewczynę pod pachami i uniósł w powietrze, żeby sama sobie po niego sięgnęła. Nie było to dla niego jakieś duże wyzwanie; nie pierwszy ją podnosił, a jednak była znacznie mniejsza od niego.
— Odrzutowiec bojowy ''Nora Figg'' przygotowuje się do lądowania! — zakomunikował, pokonując całą trasę z kompleksu kuchennego aż do stołu i odstawiając dziewczynę prosto na jej stołek. — Idziecie łeb w łeb.
W sumie nawet się cieszył, że jak na razie na niego nie wypadło. Od dawna w nic takiego nie grał, toteż zdążył zapomnieć, jak kreatywni potrafią być jego współgracze. Kto wie, jak to wszystko się jeszcze potoczy?
— Do życia w kłamstwie nie potrzebujesz ślubu — zauważył cicho, pocierając palcem o krawędź swojego kieliszka. — Niektórzy ludzie mają to po prostu we krwi, a potem ciągną cię ze sobą w dół. — Uniósł wzrok na swych towarzyszy. — Sorry, dzikie myśli.
Alkohol dalej wywoływał szumy w jego głowie, jednak tu i ówdzie przez umysł Erika przelatywały pojedyncze obrazy. Takie, które od dawna trzymał zakopane, zamknięte w skrzyni i zablokowane kłódką na czterocyfrowy kod. Skrzywił się, gdy zorientował się, że te wspomnienia zdawały się próbować uchylić to szczelnie zamknięte wieko. Szuja. Westchnął ciężko, uśmiechając się błogo do Nory.
— Naprawdę, już mnie do grobu wysyłasz? Myślałem raczej, że zaoferujesz kartę stałego klienta do klubokawiarni. — Dał jej prztyczka w czoło z tego całego niezadowolenia. Prawie widział w jej oczach, jak trybiki w jej głowie zaczynają szybciej pracować, próbując zrozumieć co się stało.— Jestem też skłonny zaakceptować jakąś taką książeczkę do zbierania wpisów i naklejek. Taki... program lojalnościowy!
Uśmiechnął się jeszcze szerzej, gdy jego pomysł spotkał się z tak pozytywnym odbiorem. Myślał, że stchórzą i faktycznie skończy się po prostu na opróżnieniu kolejnej butelki, a tu proszę! Kilka obrotów butelki z brązowego szkła póxniej, a szyjka wskazała, że gra miała zacząć się od Nory. Erik sarknął rozbawiony, gdy Morfeusz postanowił wciągnąć w tę zabawę jeszcze Godryka. Pośrednio, bo pośrednio, ale jednak.
— A to nie jest twoje wyzwanie? Jak ci pomogę, to możesz nie zaliczyć — rzucił w odpowiedzi, uśmiechając się nieco złośliwie. Przewrócił teatralnie oczami, gdy dostrzegł zmianę w posturze panny Figg. — Dobra, niech będzie! Idę, idę, nie musisz się tak pieklić.
Obrócił się na stołku, a kuchnia zawirowała mu przed oczami. Wyciągając dłoń przed siebie, co by móc utrzymać wzrok na jednym punkcie i utrzymać równowagę. Coś tam jednak wyciągnął z tych wszystkich instruktaży, jakie wkładali im do głów te wszystkie szychy z Ministerstwa Magii. Zsunął się na podłogę i podszedł do Nory. Zamiast jednak, jak człowiek, zdjąć tytoń dziadka z szafki... Chwycił dziewczynę pod pachami i uniósł w powietrze, żeby sama sobie po niego sięgnęła. Nie było to dla niego jakieś duże wyzwanie; nie pierwszy ją podnosił, a jednak była znacznie mniejsza od niego.
— Odrzutowiec bojowy ''Nora Figg'' przygotowuje się do lądowania! — zakomunikował, pokonując całą trasę z kompleksu kuchennego aż do stołu i odstawiając dziewczynę prosto na jej stołek. — Idziecie łeb w łeb.
W sumie nawet się cieszył, że jak na razie na niego nie wypadło. Od dawna w nic takiego nie grał, toteż zdążył zapomnieć, jak kreatywni potrafią być jego współgracze. Kto wie, jak to wszystko się jeszcze potoczy?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞