13.02.2024, 00:51 ✶
Bulstrode skrzywił się na jej słowa, jakby nagle przed jego oczami pojawiły się obrazy, których już nigdy nie miał się pozbyć ze swojej głowy. Jak to przedstawiała W TEN SPOSÓB, to Flosie już wcale nie wydawała się aż taka ładna i miła. Może i miała w sobie jakąś głębię, ale kiedy tylko pomyślał że siedziała z jego babcią przy szkolnym stole, to już mu się wszystkiego odechciało. Nawet niespecjalnie skomentował to, że kojarzyła większość osób, o których on najpewniej nie miał bladego pojęcia, że w ogóle istnieją, bo był tą wampirzycą Flosie tak bardzo zaabsorbowany.
A w ogóle, to to nie był żaden konkurs, z tego co sobie przypominał. Tym bardziej, że gdyby mieli się teraz przerzucać na to, kto posiadał więcej przydatnych znajomych, to pewnie przegrałby jednak z kretesem, albo musiał się przynajmniej nieco napracować, jeśli chodzi o uzyskanie podobnych efektów do niej. Może i osoby z trzecim okiem siedziały u niego przy rodzinnym stole, ale już takie Staszki, Tośki czy inne Louvainy czy wszyscy głupio postanowili iść w jakieś mentalne fikołki, zamiast rozłożyć nieco te swoje umiejętności.
- Ja? - zapytał, unosząc lekko brew. - Powiedziałbym, że ja raczej próbuję je znajdować, a nie czekać aż się same nawiną - uśmiechnął się jeszcze na odchodnym.
Podobnie jak Brenna, kiedy już się położył, sen nie przyszedł do niego szybko. Nawet nie chodziło o same wampiry, a o fakt że byli tu odcięci, całkowicie bez możliwości jakiejkolwiek komunikacji ze światem zewnętrznym. Ciężkie krople uderzały mocno o szyby i może to ich rytm wreszcie sprawił, że oczy zamknęły mu się, a on sam odpłynął.
Obudził go jej ruch, kiedy wysunęła się spod jego ręki, zarzuconej bezwiednie przez sen. Było zimno i on też trząsł się, jakby wcale nie byli przykryci kocami, które jeszcze poprzedniego dnia zostawiły im Colette i Luna. Ale kiedy zaspane spojrzenie otrzeźwiało nieco i spojrzało na łóżko, nie było tam żadnych ciepłych koców, poduszek czy też czegokolwiek, co dało się przywołać w myślach z dnia poprzedniego. Miejsce gdzie spali, było raczej śmiechu warte i przez myśl przeszło mu, że mieli szczęście że nie wychłodzili się do jakiegoś niebezpiecznego stopnia, szczególnie kiedy przez dziurę w dachu kapały na nich krople minionego deszczu.
Podniósł się, w ślad za nią sięgając po różdżce i zbliżając się do drzwi, mając nadzieję że nic co tak skrzypiało okropnie, nie zawali się zaraz pod nimi. Na całe szczęście jednak, bezpiecznie dotarli na dół schodów, a tam wszystko nie wyglądało lepiej; posiadłość była opuszczona od dawien dawna. Tapeta odchodziła od ścian, a miejscami przegniłe deski wyglądały, jakby trzymały się na swoim miejscu jedynie przez wspomnienie dawnej świetności.
- Duchy? - zaryzykował, ale prawdę powiedziawszy, zaraz machnął ręką, oglądając się na Brennę. - Walić to. Zwijajmy się stąd, zanim zacznie znowu padać. Ministerstwo? - zapytał, a kiedy oboje zgodzili się, zniknęli wraz z trzaskiem teleportacji.
A w ogóle, to to nie był żaden konkurs, z tego co sobie przypominał. Tym bardziej, że gdyby mieli się teraz przerzucać na to, kto posiadał więcej przydatnych znajomych, to pewnie przegrałby jednak z kretesem, albo musiał się przynajmniej nieco napracować, jeśli chodzi o uzyskanie podobnych efektów do niej. Może i osoby z trzecim okiem siedziały u niego przy rodzinnym stole, ale już takie Staszki, Tośki czy inne Louvainy czy wszyscy głupio postanowili iść w jakieś mentalne fikołki, zamiast rozłożyć nieco te swoje umiejętności.
- Ja? - zapytał, unosząc lekko brew. - Powiedziałbym, że ja raczej próbuję je znajdować, a nie czekać aż się same nawiną - uśmiechnął się jeszcze na odchodnym.
Podobnie jak Brenna, kiedy już się położył, sen nie przyszedł do niego szybko. Nawet nie chodziło o same wampiry, a o fakt że byli tu odcięci, całkowicie bez możliwości jakiejkolwiek komunikacji ze światem zewnętrznym. Ciężkie krople uderzały mocno o szyby i może to ich rytm wreszcie sprawił, że oczy zamknęły mu się, a on sam odpłynął.
Obudził go jej ruch, kiedy wysunęła się spod jego ręki, zarzuconej bezwiednie przez sen. Było zimno i on też trząsł się, jakby wcale nie byli przykryci kocami, które jeszcze poprzedniego dnia zostawiły im Colette i Luna. Ale kiedy zaspane spojrzenie otrzeźwiało nieco i spojrzało na łóżko, nie było tam żadnych ciepłych koców, poduszek czy też czegokolwiek, co dało się przywołać w myślach z dnia poprzedniego. Miejsce gdzie spali, było raczej śmiechu warte i przez myśl przeszło mu, że mieli szczęście że nie wychłodzili się do jakiegoś niebezpiecznego stopnia, szczególnie kiedy przez dziurę w dachu kapały na nich krople minionego deszczu.
Podniósł się, w ślad za nią sięgając po różdżce i zbliżając się do drzwi, mając nadzieję że nic co tak skrzypiało okropnie, nie zawali się zaraz pod nimi. Na całe szczęście jednak, bezpiecznie dotarli na dół schodów, a tam wszystko nie wyglądało lepiej; posiadłość była opuszczona od dawien dawna. Tapeta odchodziła od ścian, a miejscami przegniłe deski wyglądały, jakby trzymały się na swoim miejscu jedynie przez wspomnienie dawnej świetności.
- Duchy? - zaryzykował, ale prawdę powiedziawszy, zaraz machnął ręką, oglądając się na Brennę. - Walić to. Zwijajmy się stąd, zanim zacznie znowu padać. Ministerstwo? - zapytał, a kiedy oboje zgodzili się, zniknęli wraz z trzaskiem teleportacji.
Koniec sesji