13.02.2024, 01:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2024, 13:07 przez Neil Enfer.)
to co się stało zdecydowanie przerosło jego najśmielsze oczekiwania, obawy i wszystko ogólnie. Może powinien się tego spodziewać, w końcu co mu po tym, że ćwiczy, jak dalej jest lekki i słaby?
Chwycony za fraki stawiał opór, oczywiście, że stawiał, jednak nie dawał on nic poza chaotycznym krokami i chwyceniem się ręki mężczyzny, żeby nie upaść. Wywleczony na zewnątrz, zabity w ciemnej alejce. Czy Morpheus go ocali i tym razem? Czy widzi co się dzieje w swoich wizjach?
Jęknął gdy uderzył plecami o ścianę, kolejny pomruk zaskoczenia, bólu i strachu rozległ się w uliczce, gdy poczuł, jak niemalże traci grunt pod nogami. Patrzył przerażony na mężczyznę, który znalazł się zdecydowanie zbyt blisko, pomimo tego, że jedna z dłoni wilkołaka ułożyła się na piersi obcego, bezskutecznie chcąc zachować dystans. Serce biło mu wariacko z samych złych powodów, a ich oddechy mieszały się ze sobą we wściekłości i strachu.
Banie się jest naturalną reakcją, a odważny nie jest ten, który się nie boi, a ten, który pomimo strachu robi co musi. Nie mógł się więc poddać.
-To ty się mnie uczepiłeś o nic. O co ci chodzi? Beczysz w środku baru i się dziwisz, że się ktoś patrzy.-zawarczał, próbując się wyszarpnąć z uścisku, odepchnąć go. Czuł jak pięści trzymające go za koszulę wbijają mu się w obojczyk, jak szwy koszuli nieprzyjemnie wżynają się w ciało. Chciał się uwolnić, tylko nie był pewien czy powinien to robić, jakaś jego część nie chciała się bardziej narażać.
Chwycony za fraki stawiał opór, oczywiście, że stawiał, jednak nie dawał on nic poza chaotycznym krokami i chwyceniem się ręki mężczyzny, żeby nie upaść. Wywleczony na zewnątrz, zabity w ciemnej alejce. Czy Morpheus go ocali i tym razem? Czy widzi co się dzieje w swoich wizjach?
Jęknął gdy uderzył plecami o ścianę, kolejny pomruk zaskoczenia, bólu i strachu rozległ się w uliczce, gdy poczuł, jak niemalże traci grunt pod nogami. Patrzył przerażony na mężczyznę, który znalazł się zdecydowanie zbyt blisko, pomimo tego, że jedna z dłoni wilkołaka ułożyła się na piersi obcego, bezskutecznie chcąc zachować dystans. Serce biło mu wariacko z samych złych powodów, a ich oddechy mieszały się ze sobą we wściekłości i strachu.
Banie się jest naturalną reakcją, a odważny nie jest ten, który się nie boi, a ten, który pomimo strachu robi co musi. Nie mógł się więc poddać.
-To ty się mnie uczepiłeś o nic. O co ci chodzi? Beczysz w środku baru i się dziwisz, że się ktoś patrzy.-zawarczał, próbując się wyszarpnąć z uścisku, odepchnąć go. Czuł jak pięści trzymające go za koszulę wbijają mu się w obojczyk, jak szwy koszuli nieprzyjemnie wżynają się w ciało. Chciał się uwolnić, tylko nie był pewien czy powinien to robić, jakaś jego część nie chciała się bardziej narażać.