13.02.2024, 01:32 ✶
Patrick przyglądał się Alannie, coraz bardziej wyczuwając, że działo się właśnie coś bardzo niedobrego. Był aurowidzem i niciowidzem, podobno całkiem uzdolnionym, ale jak zdołał się już przekonać – ona przez oklumencję – pozostawała odporna na jego talent. Steward z zasady nie ufał oklumentom, ale Carrow… Carrow nigdy nie wydawała mu się groźna. Może podchodził przez to do niej trochę protekcjonalnie, wszelkie przejawy uszczypliwości z jej strony traktując jak powarkiwania małego pieska, ale nie zakładał nigdy, by miała do ukrycia naprawdę mroczne sekrety. No i odkąd ją poznał, trochę wydawała mu się… znajoma. Mimowolnie czuł, że sporo ich łączy, nawet jeśli nie miał ku temu żadnych racjonalnych podstaw a jedynie za wszelką cenę łapał się przypadków (tak by powiedziała Florence) i przypisywał im mniejszą przypadkowość niż powinien.
Kiwnął głową. Dobrze. Mogli usiąść, skoro sprawa była poważna. Szedł obok niej spokojnie, dostosowując się do jej tempa. A jednak podskórnie czuł, że coś było bardzo nie w porządku. Tylko jeszcze nie wiedział o co mogło chodzić. Zmarszczył ciemne brwi, gdy wspomniała o tym, że był aurorem i mógł zachować się jak auror. Poczucie niepokoju tylko się w nim nasiliło. Do tej pory nie zakładał, by Alanna mogła być zamieszana w coś naprawdę złego, raczej widział ją w roli przypadkowego świadka, nawet jeśli czasem starała się pokazać przed nim pazurki, ale teraz… teraz jej słowa zaczynały brzmieć groźnie.
- Co ty zrobiłaś? – zapytał powoli, dość cicho. W jego głosie może i pojawiła się nieufność, ale nie taka która wiązałaby się z nagłym wyciągnięciem różdżki i przystawieniem jej do gardła siedzącej obok niego kobiety.
Patrick zdawał sobie sprawę, że może dalej ją bagatelizował, ale jakoś nie potrafił w jednej chwili odrzucić całą sympatię którą do niej czuł i naprawdę zachować się jak auror. Nawet nie wiedział za co miałby ją aresztować.
I wtedy się odezwała, a Steward choć mógł wydawać się czasem niezbyt bystry, ale w rzeczywistości dość łatwo potrafił łączyć fakty i wyłuskiwać to, co było mówione między wersami. Sięgnął ręką do kieszeni, gdzie miał różdżkę. Odruchowo chciał założyć, że Alanna tylko znała jakiegoś śmierciożercę, który miał być odpowiedzialny za śmierć Carsona Harrisa, ale jej ton i zachowanie wskazywało mu raczej na to, że mogła być w to sama bezpośrednio zaangażowana.
- Oddaj mi swoją różdżkę – powiedział wreszcie.
To nie tak, że gotów był od razu zabrać ją do Ministerstwa Magii, ale chciał mieć pewność, że nie grała właśnie na zwłokę i całe to ich spotkanie nie było tylko jakąś źle zaplanowaną zasadzką na niego. W końcu był półkrwi, może Czarny Pan uznał, że czas najwyższy oczyścić biuro aurorów z takich jak on. Tylko, że w Limbo zaproponował mu (i reszcie) przyłączenie się do niego. Czyżby zmienił zdanie?
- Skąd w ogóle wiedziałaś, że tu będę? – zapytał. Tak, był Zimny i może nawet zyskał chwilową popularność, ale nie na tyle dużą by zyskać za swoimi plecami dziennikarzy, którzy rozpisywaliby się o tym gdzie i w jaki sposób lubił spędzać wolny czas. To Bulstrode miał fanów. – I jaką Carrow jesteś?
Kiwnął głową. Dobrze. Mogli usiąść, skoro sprawa była poważna. Szedł obok niej spokojnie, dostosowując się do jej tempa. A jednak podskórnie czuł, że coś było bardzo nie w porządku. Tylko jeszcze nie wiedział o co mogło chodzić. Zmarszczył ciemne brwi, gdy wspomniała o tym, że był aurorem i mógł zachować się jak auror. Poczucie niepokoju tylko się w nim nasiliło. Do tej pory nie zakładał, by Alanna mogła być zamieszana w coś naprawdę złego, raczej widział ją w roli przypadkowego świadka, nawet jeśli czasem starała się pokazać przed nim pazurki, ale teraz… teraz jej słowa zaczynały brzmieć groźnie.
- Co ty zrobiłaś? – zapytał powoli, dość cicho. W jego głosie może i pojawiła się nieufność, ale nie taka która wiązałaby się z nagłym wyciągnięciem różdżki i przystawieniem jej do gardła siedzącej obok niego kobiety.
Patrick zdawał sobie sprawę, że może dalej ją bagatelizował, ale jakoś nie potrafił w jednej chwili odrzucić całą sympatię którą do niej czuł i naprawdę zachować się jak auror. Nawet nie wiedział za co miałby ją aresztować.
I wtedy się odezwała, a Steward choć mógł wydawać się czasem niezbyt bystry, ale w rzeczywistości dość łatwo potrafił łączyć fakty i wyłuskiwać to, co było mówione między wersami. Sięgnął ręką do kieszeni, gdzie miał różdżkę. Odruchowo chciał założyć, że Alanna tylko znała jakiegoś śmierciożercę, który miał być odpowiedzialny za śmierć Carsona Harrisa, ale jej ton i zachowanie wskazywało mu raczej na to, że mogła być w to sama bezpośrednio zaangażowana.
- Oddaj mi swoją różdżkę – powiedział wreszcie.
To nie tak, że gotów był od razu zabrać ją do Ministerstwa Magii, ale chciał mieć pewność, że nie grała właśnie na zwłokę i całe to ich spotkanie nie było tylko jakąś źle zaplanowaną zasadzką na niego. W końcu był półkrwi, może Czarny Pan uznał, że czas najwyższy oczyścić biuro aurorów z takich jak on. Tylko, że w Limbo zaproponował mu (i reszcie) przyłączenie się do niego. Czyżby zmienił zdanie?
- Skąd w ogóle wiedziałaś, że tu będę? – zapytał. Tak, był Zimny i może nawet zyskał chwilową popularność, ale nie na tyle dużą by zyskać za swoimi plecami dziennikarzy, którzy rozpisywaliby się o tym gdzie i w jaki sposób lubił spędzać wolny czas. To Bulstrode miał fanów. – I jaką Carrow jesteś?