Czyli jednak Rodolphus przyznał, że potrzebował bardziej w tej chwili alkoholu, niże jakiejś herbaty. Czegoś mocniejszego, niż uspokajającego. To na razie jedna szklanka i tak niepełna, więc nie zatopi mózgu, jeżeli był pod tym względem ostrożny. W dodatku obaj są tutaj naukowcami, choć w innej dziedzinie, to jednak wspólnie znali działania mózgu.
- W porządku.Przyjął do wiadomości, gdyż nie znał aż tak dobrze Bellatrix, co Rodolphus. Nie będzie też mieszał się bardziej do tego jego problemu. Mógł pomóc mu jedynie tym alkoholem i możliwością tymczasowego zamieszkania, jeżeli tego potrzebował. A biorąc pod uwagę okoliczności, zdecydowanie chciał odciąć się od rodziny i swojego miejsca zamieszkania. Nicholas nie potrafił postawić się na jego miejscu, jakby on zareagował w takiej sytuacji. Nie był w związku stałym, jak narzeczeństwo. Nie doznał miłości, zauroczenia. Nie wiedział jak to jest. Nie potrzebował tego. Gdyż jak widać już na tutejszym przykładzie, te cechu prowadziły problemy. Jeżeli Rodolphus chciał normalnie chodzić do pracy, nikt mu tego zabraniać nie będzie.
Wyglądało na to, że szanowna narzeczona kolegi niejednokrotnie sprawiała problemy, a ten ostatni numer z teleportacją, nie był pierwszy. Zatem Nicholas jedynie pokiwał głową, przyjmując do wiadomości i upił kolejnego łyka. Co miał powiedzieć? Czasami lepiej jest milczeć. Rodolphus przekonał się sam, jaka jest Bellatrix. To już od niego zależy, jakie podejmie kroki w następnej turze swojego związku z nią.
Na pytanie o awans, Nicholas również skupił spojrzenie na Rodolphusie. Czy myślał pod tym względem? Nie zastanawiał się. Na razie zależało mu na tym, aby utrzymać się w Komnacie Śmierci. Lecz, czy odpowiadało mu bycie wiecznie zwyczajnym pracownikiem biura? Nie do końca. Brak zakładania rodziny, wiązał się także z innymi sprawami.
- O ile los da mi taką szansę. Byłoby wspaniale zostać Szefem Komnaty Śmierci.Potwierdził. Mogło to stać się jego jednym z priorytetów. Pracował, bo pracował. Nie wychylał się a zapłatę miał całkiem dobrą. Niezależny Departament Tajemnic, miał swoje zasady i płace. Nie musieli podlegać Departamentowi Przestrzegania Prawa. Nie musiał ich nikt kontrolować. Nie musiał się wychylać, ze względu na przynależność do Śmierciożerców. Choć zbudował sobie jako taką reputację, to jednak nie poszerzał jej.
- Szanuję.
Doceniał to, że ktoś w taki sposób siebie oceniał. Że wszystko co osiągnął, to własną pracą i dla siebie. Lestrange miał o niego łatwiej, ze względu na nazwisko i że w jego rodzinie byli nie tylko uzdrowiciele ale i naukowcy. Nicholas musiał przejść wszystkie procedury rekrutacji i wykuć na blachę, aby pozdawać egzaminy. Sobie mógł zawdzięczać to, że pokonał te trudy i utrzymuje się na swoim stanowisku. Ale w większości była tutaj też zasługa jego nauczyciela. Gdyby nie poznanie Roberta i pomoc jego rodziny, czy nadal pracowałby w Departamencie Tajemnic? Nawet nie zastanawiał się, gdzie miałby pracować w innym miejscu. Wrócić do Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami?
- Przy okazji… Jak mają się sprawy z Twoim "siewcą" plotek?
Zapytał. Również odbijając temat trochę na bok. Czy miał czas się tym zająć, czy nie bardzo? Czy może dopiero zacznie?