13.02.2024, 10:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.02.2024, 12:27 przez Samuel McGonagall.)
Nie rozumiał pytania o dostępność, nie miał przecież zakładu, oficjalnej siedziby i godzin przyjęć. Kiedyś, gdy ciągnął niedźwiedzim cielskiem wóz wypełniony drewnem, trudno dostępnymi ziołami z głębi puszczy i tuszkami królików, był dostępny tylko wtedy kiedy był w okolicy. Teraz jednak, gdy od kilku miesięcy wpisywał się swoim krzywym pisaniem i gładkimi deskami w życie społeczności, podejrzewał, że do jego leśniczówki co jakiś czas będą witać sowy i inne ptactwo z prośbami o pomoc.
Nie był pewien jak uśmiecha mu się ta perspektywa, odmienna od życia, do którego przywykł, ale teraz jakoś tak serce zacisnęła mu tęsknota za znajomymi czterema kątami. Spochmurniał.
– Mam nadzieję, że będę mógł wrócić do Kniei, ale nawet wtedy... nie będę miał daleko, prawda? – odpowiedział zaciskając wargi, zmagając się znów z kłębowiskiem, które mu się nie podobało, które nie było profesjonalne. Przyszedł tu w końcu ogarnąć płot.
Wstał, słuchając dalej Erica, z przyniesionych surowych desek ustawiając sobie żebrowania pod heblowanie. Miejsce pracy prowizoryczne, ale nie miał innego, więc musiał robotę wykonywać na miejscu, zamiast w cichości warsztatu chwalić się tylko gotowym. Transmutacją wspierał się w przygotowaniu stanowiska, tylko lekko ingerując w osnowę rzeczywistości.
Pytania i niepokój rozmówcy w sprawie zwierząt spotkały się z milczeniem, zastanowieniem nad tym cóż też powinien odpowiedzieć.
Kiedyś usłyszał od ojca historię o tym, że każdy animag nim zacznie przemieniać się w zwierze, musi odnaleźć matkę wybranego przez siebie gatunku i poprosić ją o skórę, w zamian za przyrzeczenie krwi – niegasnący obowiązek opieki nad jej potomstwem. Wtedy, w czasie błękitnej pełni matka oddawała swoją skórę, a jej duch łączył się z duszą maga, dzięki czemu mógł przybierać jej formę i zajmować się młodymi. Te zwierzęce dzieci żyły tak długo jak czarodziej, więc trzeba było mądrze zastanowić się którym zwierzęciem chciało się być. Gdy tylko jego matka mcGonagallówna dowiedziała się o tym Steku Bzdur, miała Poważną Rozmowę ze swoim mężem i ów opowieść okazała się pierwszą i ostatnią bajką, jaką Samuel usłyszał od swoich rodziców.
Prawdą było jednak to, że jako animag nabierał zupełnie innej perspektywy, a lata przebywania w lesie, studiowania dzieł dziadka, powtarzania wiadomości, które przekazali mu rodzice, sprawiły, że był bardziej niż pewien, że zwierzęta posiadają swoją świadomość i czują – ból, zazdrość, lęk, miłość... Wystarczyło przecież spojrzeć na Ponuraka, a czymże on różnił się od dzika czy wilka spotkanego w kniei? Czym różnił się pufek od testrala, czym mag od jelenia, którego truchło wisiało nad kominkiem?
Czy Eric poczułby się lepiej, gdyby wiedział, że drzewa też czują?
– Chodziło mi o myśliwych. Noszą czapki z piórami, chełpiąc się zabitymi bażantami. W perspektywie zwierząt ubrania to stała część nas. – Chcąc to zobrazować sięgnął do swojej koszuli, ale trafił tylko na własną skórę, co przyjął z rozbawieniem przebijającym trochę bańkę sentymentalizmu czy niechęci do ludzi per se. Pokiwał z niedowierzaniem głową na swoje własne rozkojarzenie i ułożył przyniesioną deskę na prowizorycznych drewnianych kozłach. Jeszcze tylko heblownica... –... sam jem mięso, chyba zbyt wiele czasu spędziłem w formie niedźwiedzia i teraz moje ciało nie potrafi inaczej się nasycić. Po prostu nie lubię zabijania dla zabawy, jedzenia więcej niż potrzeba, zostawiania resztek na stracenie, chełpienia się mordem. Z resztą zobacz, byłem ostatnio w takim domu, gdzie cała ściana wyłożona była trupami. Cała ściana. I myślę sobie, to tak jakby Ci ludzie popijali herbatkę na cmentarzu. Albo taksydermia... Bardzo dziwiłem się oburzeniu, gdy zapytałem czy wypychają też ludzi. Nie, żebym jakiegoś chciał zabić nie, tak po prostu rozmyślałem o martwych krewnych. Możesz mieć swojego kota na pamiątkę z kryształami zamiasto oczu, to czemu babki sobie tak na jej ulubionym fotelu nie usadzą. – Miarowym ruchem towarzyszył dźwięk sunącej, szczęśliwie odnalezionej heblownicy. Samuel mówił cicho, jakby rozmawiał sam ze sobą, po czym umilkł i z wielką troską sprawdzał, czy poziom gładkości jest już dobry, choć jego twarde, sękowate dłonie z licznymi śladami po cięciach czy zaleczonych odciskach nie wydawały się adekwatnym do tego narzędziem.
Nie był pewien jak uśmiecha mu się ta perspektywa, odmienna od życia, do którego przywykł, ale teraz jakoś tak serce zacisnęła mu tęsknota za znajomymi czterema kątami. Spochmurniał.
– Mam nadzieję, że będę mógł wrócić do Kniei, ale nawet wtedy... nie będę miał daleko, prawda? – odpowiedział zaciskając wargi, zmagając się znów z kłębowiskiem, które mu się nie podobało, które nie było profesjonalne. Przyszedł tu w końcu ogarnąć płot.
Wstał, słuchając dalej Erica, z przyniesionych surowych desek ustawiając sobie żebrowania pod heblowanie. Miejsce pracy prowizoryczne, ale nie miał innego, więc musiał robotę wykonywać na miejscu, zamiast w cichości warsztatu chwalić się tylko gotowym. Transmutacją wspierał się w przygotowaniu stanowiska, tylko lekko ingerując w osnowę rzeczywistości.
Pytania i niepokój rozmówcy w sprawie zwierząt spotkały się z milczeniem, zastanowieniem nad tym cóż też powinien odpowiedzieć.
Kiedyś usłyszał od ojca historię o tym, że każdy animag nim zacznie przemieniać się w zwierze, musi odnaleźć matkę wybranego przez siebie gatunku i poprosić ją o skórę, w zamian za przyrzeczenie krwi – niegasnący obowiązek opieki nad jej potomstwem. Wtedy, w czasie błękitnej pełni matka oddawała swoją skórę, a jej duch łączył się z duszą maga, dzięki czemu mógł przybierać jej formę i zajmować się młodymi. Te zwierzęce dzieci żyły tak długo jak czarodziej, więc trzeba było mądrze zastanowić się którym zwierzęciem chciało się być. Gdy tylko jego matka mcGonagallówna dowiedziała się o tym Steku Bzdur, miała Poważną Rozmowę ze swoim mężem i ów opowieść okazała się pierwszą i ostatnią bajką, jaką Samuel usłyszał od swoich rodziców.
Prawdą było jednak to, że jako animag nabierał zupełnie innej perspektywy, a lata przebywania w lesie, studiowania dzieł dziadka, powtarzania wiadomości, które przekazali mu rodzice, sprawiły, że był bardziej niż pewien, że zwierzęta posiadają swoją świadomość i czują – ból, zazdrość, lęk, miłość... Wystarczyło przecież spojrzeć na Ponuraka, a czymże on różnił się od dzika czy wilka spotkanego w kniei? Czym różnił się pufek od testrala, czym mag od jelenia, którego truchło wisiało nad kominkiem?
Czy Eric poczułby się lepiej, gdyby wiedział, że drzewa też czują?
– Chodziło mi o myśliwych. Noszą czapki z piórami, chełpiąc się zabitymi bażantami. W perspektywie zwierząt ubrania to stała część nas. – Chcąc to zobrazować sięgnął do swojej koszuli, ale trafił tylko na własną skórę, co przyjął z rozbawieniem przebijającym trochę bańkę sentymentalizmu czy niechęci do ludzi per se. Pokiwał z niedowierzaniem głową na swoje własne rozkojarzenie i ułożył przyniesioną deskę na prowizorycznych drewnianych kozłach. Jeszcze tylko heblownica... –... sam jem mięso, chyba zbyt wiele czasu spędziłem w formie niedźwiedzia i teraz moje ciało nie potrafi inaczej się nasycić. Po prostu nie lubię zabijania dla zabawy, jedzenia więcej niż potrzeba, zostawiania resztek na stracenie, chełpienia się mordem. Z resztą zobacz, byłem ostatnio w takim domu, gdzie cała ściana wyłożona była trupami. Cała ściana. I myślę sobie, to tak jakby Ci ludzie popijali herbatkę na cmentarzu. Albo taksydermia... Bardzo dziwiłem się oburzeniu, gdy zapytałem czy wypychają też ludzi. Nie, żebym jakiegoś chciał zabić nie, tak po prostu rozmyślałem o martwych krewnych. Możesz mieć swojego kota na pamiątkę z kryształami zamiasto oczu, to czemu babki sobie tak na jej ulubionym fotelu nie usadzą. – Miarowym ruchem towarzyszył dźwięk sunącej, szczęśliwie odnalezionej heblownicy. Samuel mówił cicho, jakby rozmawiał sam ze sobą, po czym umilkł i z wielką troską sprawdzał, czy poziom gładkości jest już dobry, choć jego twarde, sękowate dłonie z licznymi śladami po cięciach czy zaleczonych odciskach nie wydawały się adekwatnym do tego narzędziem.
szacher macher z narzędziami, lepienie desek, takie tam
Rzut Z 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!