• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[czerwiec 1958] Wiosną kwitną tu kasztany...

[czerwiec 1958] Wiosną kwitną tu kasztany...
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#5
13.02.2024, 14:35  ✶  

Nie odpowiedziała nazwiskiem, ani nawet imieniem, na wiszące w powietrzu pytanie, zadane przez Garricka nieumyślnie właściwie. Zwyczajowe było, aby przedstawić się, gdy robiła to druga osoba, ona jednak tylko spięła się jeszcze mocniej. Jej szyja wyglądała jak u ptaka łownego, naprężone mięśnie uwydatniły się, a głos nie miał już możliwości ujścia z potężnego zacisku, którym kontrolowała całą swoją osobę. Uważała, że mogłoby to być niebezpieczne, zdradzić swoje imię i nazwisko, gdy twój syn jest idealną kopią swojego ojca, co do joty, w jej drapieżnych oczach łowcy jawili się jako identyczni. Mogło nie być konsekwencji z tego powodu, z powodu dziecka. W końcu Alistair nie miał już praw do noszenia nazwiska swojego ojca, rodzina go wydziedziczyła, ale czarnej krwi nie da się oszukać. Oto swoją pierwszą różdżkę kupował pół-krwi Black. W głębi ducha cieszyła się z tragedii różdżkarza, śmierci jego ojca, który nie mógł ujrzeć duchów młodych czarodziejów, którzy z jasnymi spojrzeniami spoglądali w przyszłość.

Teraz ich skóra stwardniała od fizycznej pracy, ogorzała od wiatru, trudów zimy oraz spiekoty lata. W imię Trójbogini byli powiązani węzłem małżeńskim i to im wystarczyło, świat był przeciwko nim, a oni przeciwko niemu. Najpierw we dwójkę, a później we trójkę. Nie chciała skandalu, odkrycia tajemnicy rodziny z kniei na pierwszej stronie szmatłaców zwanych prasą. Pamiętała, jak potraktowało ją społeczeństwo. Wyrzutek, szalona dziewucha. Tylko Alistair ją rozumiał i kochał. Tylko od niego otrzymała miłość i gardziła całą resztą.

Kolejne sekudny mijały, tykanie zegara gdzieś w głębi (a może w jej głowie? Może liczyła każdy wdech, który brała w obrzydliwym, hałaśliwym i brudnym mieście, czekając momentu, gdy wysiądą na stacji w Dolinie Godryka, powróci radość oraz przynajmniej na chwilę chmury przyszłości zostaną rozgonione), a ona milczała, pozwalając synowi prowadzić rozmowę. Był dużym chłopcem i musiał być silny, bo i dla niego świat nie będzie łagodny. Płyń albo zgiń. Silniejszy zjada smaczniejszego.

Nie usiadła na fotel, nawet się nie poruszyła w stronę, gdzie mogłaby złożyć swoją niedużą torebkę. Popchnęła jednak syna lekkim gestem w stronę Garricka Olivandera. Garrick. Próbowała umiejscowić mężczyznę w mapie swojej pamięci, ale z zadowoleniem odkryła, że nie znajduje się nigdzie, w żadnej konotacji. Nie znał jej, a ona nie znała jego. Miał przyjemną twarz, gdy na niego patrzyła, jak zając. Puchaty, nieco zadziorny, ale tak samo pyszny jak królik, gdy go oporządzić i dać mu skruszeć na mrozie. Może w innym świecie mogłaby go polubić.

Nagły ruch głowy musiał być widoczny dla Garricka bardzo wyraźnie, tak samo jak ostre zjeżenie się na słowa syna i powrót do poprzedniej maski. Berenika zorientowała się, że jej rozmowy, wypełnione gorzką pasją, szeptane w napięciu i zdenerwowaniu, zostały usłyszane przynajmniej raz przez Sama i zdecydowanie źle zrozumiane. Poczuła wstyd do samej siebie, że nie potrafili utrzymać tego z dala od niego. Z drugiej strony, całe życie to test. Stres. A on musi być najsilniejszy w stadzie, więc musi się przyzwyczaić. 

— Mamy do dyspozycji dziesięć galeonów — oznajmiła skrzekliwym głosem, innym niż powitanie, przypominającym nawoływanie ptaka łownego lub drapanie paznokciami po szkolnej tablicy do pisania kredą. Podczas zakupów oszczędzała, aby zostawić największą część uzbieranych pieniędzy właśnie na ten wydatek, który prawdopodobnie pozostanie z Samem do końca życia i nawet w dziczy należał do części magii. Był jedynym elementem tych zakupów, którym nie gardziła z całego serca.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1616), Garrick Ollivander (1602), Samuel McGonagall (1753)




Wiadomości w tym wątku
[czerwiec 1958] Wiosną kwitną tu kasztany... - przez Samuel McGonagall - 08.02.2024, 21:21
RE: [czerwiec 1957] Wiosną kwitną tu kasztany - przez Bard Beedle - 08.02.2024, 22:13
RE: [czerwiec 1958] Wiosną kwitną tu kasztany - przez Garrick Ollivander - 13.02.2024, 08:37
RE: [czerwiec 1958] Wiosną kwitną tu kasztany - przez Samuel McGonagall - 13.02.2024, 13:28
RE: [czerwiec 1958] Wiosną kwitną tu kasztany - przez Bard Beedle - 13.02.2024, 14:35
RE: [czerwiec 1958] Wiosną kwitną tu kasztany - przez Bard Beedle - 14.03.2024, 12:35
RE: [czerwiec 1958] Wiosną kwitną tu kasztany... - przez Garrick Ollivander - 09.03.2024, 22:32
RE: [czerwiec 1958] Wiosną kwitną tu kasztany... - przez Samuel McGonagall - 11.03.2024, 10:40
RE: [czerwiec 1958] Wiosną kwitną tu kasztany... - przez Garrick Ollivander - 23.06.2024, 01:30
RE: [czerwiec 1958] Wiosną kwitną tu kasztany... - przez Samuel McGonagall - 01.07.2024, 11:41
RE: [czerwiec 1958] Wiosną kwitną tu kasztany... - przez Bard Beedle - 01.07.2024, 12:14

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa