13.02.2024, 16:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2024, 16:21 przez Brenna Longbottom.)
- Spokojnie, Sammy. Na tej imprezie nie ma szczególnych wymagań wobec koszul. Możesz założyć taką, jaka tylko ci się spodoba, chociaż sama sugerowałabym raczej nie przebierać się za indyka: jesteś w końcu krogulcem, nie ptactwem drobiowym - powiedziała, oglądając się na niego z lekkim uśmiechem, kiedy już wspinali się po schodach na górę. Nie na piętro pierwsze, a na drugie, gdzie kilka pokoi miało po części pochyłe dachy, ale większość urządzono tak, że mogły spokojnie służyć nie tylko jako pokoje gościnne, ale też do zamieszkania na stałe.
Oczywiście, wiedziała, że Samuelowi nie chodzi tak naprawdę o przebieranie się za prawdziwego indyka, miała po prostu specyficzne poczucie humoru (które przy nim odrobinę hamowała, świadoma, że McGongall odbiera świat nieco inaczej niż inni), a takiej "z nadmiarem materiału" koszuli to by mu jednak nie dawała. Podejrzewała, że czułby się w niej raczej dziwnie.
Gdzieś w jej głowie jednak powstała pewna Myśl.
Bo kto mógł zaprosić Samuela na tę potańcówkę, kto mógł mu napisać o koszulach, jeżeli nie ktoś mieszkający w tym domu? Inni zakonnicy też mogli kogoś przyprowadzić, ale Brenna nie widziała za bardzo Alka wysyłającego wiadomość do chłopca z Kniei z prośbą, by przyszedł na tańce i założył koszulę.
– Nie jestem pewna. To chyba zależy od tego, jaka to poezja, kto ci ją wysłał i w jakim kontekście. Gdyby moja kuzynka wysłała mi jakiś wierszyk założyłabym, że chce zażartować, gdyby wujek, pewnie że chce mi coś przekazać… a gdyby przysłał mi go jakiś mężczyzna, pomyślałabym, że pomylił adres – wyliczyła z rozpędu, zanim przypomniała sobie, że przecież powinna trochę bardziej ważyć na słowa i że dla Sama to był naprawdę poważny problem, a jej poczucie humoru niekiedy brał zbyt dosłownie. – Wiesz, od kogo dostałeś tę poezję, Sam, czy była anonimowa? – zapytała więc na początek, otwierając drzwi pokoju. W tej chwili był przeznaczony dla gości. Miał okno w lukarnie, jedną część sufitu odrobinę pochyłą, i ustawiono pod nią podwójne łóżko. Poza tym w pomieszczeniu znalazła się także szafa i stara, ale odnowiona, malowana skrzynia z drewna, oraz biurko, dosunięte do jednej ze ścian – Brenna odnotowała sobie w myślach, żeby zadbać o krzesło.
– Tutaj jest parę koszul – powiedziała, wskazując na ubrania, które ułożyła wcześniej na łóżku. W większości były raczej proste i stonowane kolorystycznie, bo podejrzewała, że McGongall wolałby nie zwracać na siebie uwagi. Ale były i dwie bardziej kolorowe – gdyby stwierdził, że właśnie takie się mu podobają, dlaczego miałaby go do nich zniechęcać?
Oczywiście, wiedziała, że Samuelowi nie chodzi tak naprawdę o przebieranie się za prawdziwego indyka, miała po prostu specyficzne poczucie humoru (które przy nim odrobinę hamowała, świadoma, że McGongall odbiera świat nieco inaczej niż inni), a takiej "z nadmiarem materiału" koszuli to by mu jednak nie dawała. Podejrzewała, że czułby się w niej raczej dziwnie.
Gdzieś w jej głowie jednak powstała pewna Myśl.
Bo kto mógł zaprosić Samuela na tę potańcówkę, kto mógł mu napisać o koszulach, jeżeli nie ktoś mieszkający w tym domu? Inni zakonnicy też mogli kogoś przyprowadzić, ale Brenna nie widziała za bardzo Alka wysyłającego wiadomość do chłopca z Kniei z prośbą, by przyszedł na tańce i założył koszulę.
– Nie jestem pewna. To chyba zależy od tego, jaka to poezja, kto ci ją wysłał i w jakim kontekście. Gdyby moja kuzynka wysłała mi jakiś wierszyk założyłabym, że chce zażartować, gdyby wujek, pewnie że chce mi coś przekazać… a gdyby przysłał mi go jakiś mężczyzna, pomyślałabym, że pomylił adres – wyliczyła z rozpędu, zanim przypomniała sobie, że przecież powinna trochę bardziej ważyć na słowa i że dla Sama to był naprawdę poważny problem, a jej poczucie humoru niekiedy brał zbyt dosłownie. – Wiesz, od kogo dostałeś tę poezję, Sam, czy była anonimowa? – zapytała więc na początek, otwierając drzwi pokoju. W tej chwili był przeznaczony dla gości. Miał okno w lukarnie, jedną część sufitu odrobinę pochyłą, i ustawiono pod nią podwójne łóżko. Poza tym w pomieszczeniu znalazła się także szafa i stara, ale odnowiona, malowana skrzynia z drewna, oraz biurko, dosunięte do jednej ze ścian – Brenna odnotowała sobie w myślach, żeby zadbać o krzesło.
– Tutaj jest parę koszul – powiedziała, wskazując na ubrania, które ułożyła wcześniej na łóżku. W większości były raczej proste i stonowane kolorystycznie, bo podejrzewała, że McGongall wolałby nie zwracać na siebie uwagi. Ale były i dwie bardziej kolorowe – gdyby stwierdził, że właśnie takie się mu podobają, dlaczego miałaby go do nich zniechęcać?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.