- Jedno drugiemu nie przeczy. - Niektórzy ludzie zakochiwali się w umyśle. W mentalności, w inteligencji, w sposobie myślenia drugiej jednostki. Laurent nie potrafiłby dać się pociągnąć komuś, kto nie prezentował sobą wartości wnętrza. Wcale nie oczekiwał, żeby każda osoba była krasomówcą, żeby szeptała wiersze do uszka, albo chodziła wyprostowana jak struna z dumy i poczucia własnej wartości. Ludzie byli przeróżni, dlatego byli tak wartościowi. Dlatego tak łatwo było się w tej różnorodności zakochać i ciągle szukać czegoś nowego. Eksploracja świata pozwalała na doświadczenie go każdym zmysłem. I to ona czyniła miłość miłością. Nie tak głęboką jak to, co czuła Olivia - nie ośmieliłby się nazwać swoich rozkochań tak mocnym słowem. Szczególnie nie przy niej, kiedy tak ją zawiódł. Tym nie mniej - Olivia nie musiała się pięknie ubierać i lśnić klejnotami na swojej szyi. Była piękną kobietą - i miała piękne wnętrze. Lśniła jej osobowość, klejnoty już nie musiały. Laurent uważał, że u niego nic poza tym, co ma na zewnątrz lśnić nie będzie, a jeśli ktoś mówił inaczej to nie znał go wystarczająco dobrze. Ta powtarzająca się w jego głowie reguła stała się jego własną prawdą. Tym nie mniej to właśnie wygląd pierwszy przyciągał, nieważne jak mocno odniesiemy się do wnętrza. Łapiemy pierwsze wrażenia, to była prawda o człowieku. Dopiero potem niektórzy szukali drugiego dna, które nie było już przysłonięte maskami.
- Nie mogę powiedzieć, że znam ją wiele bardziej od ciebie ze szkoły. - Sielskie czasy, niektórzy by powiedzieli, ale Laurent nadal by nie zamienił aktualnego życia, nawet jeśli ciężkiego, na tę bezradność ze szkolnych lat. Teraz przynajmniej miał wpływ na cokolwiek i mógł o czymkolwiek decydować. Wtedy był zdany na łaskę rodziców i silniejszych dzieciaków. Skinął głową na jej potwierdzenie, że to, co powiedział, mogło być dwojako zrozumiane. Przez moment się zamyśliła, a on dopił już zimną herbatę. Jak mówił - zdecydowanie brakowałoby czasu na omówienie wszystkiego, a on też wcale nie miał ochoty skupiać tego spotkania na sobie samym. Był znacznie bardziej chętny do posłuchania opowieści z życia Olivii niż smęcenia wszystkimi wydarzeniami z lata i wiosny. - Na pewno wesprą więcej niż dobrym słowem. - Uśmiechnął się delikatnie. Przynajmniej on ze swojej strony był gotów więcej niż pomóc słowem, chociaż wiedział, że miał problem z dawaniem ryb, zamiast uczenia pracy nad ich wyławianiem wędką. - Nie sądzisz, że powinnaś od tego zacząć? Nie sądzę, żeby twoja rodzina chciała ci rzucać kłody pod nogi, a nawet jeśli to przynajmniej stres z ukrywania takiego przedsięwzięcia zniknie i pozwoli ci rozwinąć skrzydła. - Odstawił pustą filiżankę na talerzyk. - Prawdopodobnie matka będzie gotowa wesprzeć cię dobrą radą, kto jak nie ona, skoro ma tyle doświadczenia z prowadzenia własnej działalności? - Znał też osoby, które miały własne biznesy i na pewno mogłyby pomóc, mógłby napisać parę listów... ale nic nie smakuje lepiej niż własne zwycięstwo. Tylko to zwycięstwo powinno być rozsądne, a nie walka z wiatrakami, poderżnięcie sobie gardła i upuszczenie krwi tylko po to, żeby zrobić co SAMEMU. Olivia potrafiła być bardzo uparta, nierozsądnie wręcz, natomiast do kwestii galeonów nie można było tak podchodzić. Czasem dumę i uprzedzenie trzeba było schować do kieszeni, jeśli chciałeś coś osiągnąć. - Stwórzcie to miejsce same, ale skorzystajcie z pomocy ludzi, którzy mają już doświadczenie. Tak uczą się wszyscy wielcy tego świata. - Niewielu zaczynało od samego zera. Większość ludzi miała swoich mentorów, jeśli nie ich to czytali książki, jeśli nie to to rodzinę, która wprowadzała ich w tajniki zarządzania, czy... czegokolwiek innego.