Odetchnęła z ulgą, kiedy na nią spojrzał. Kiedy faktycznie zareagował na jej słowa. Odpowiedział. Sytuacja była pod kontrolą. Mogła więc podejść do niego bliżej. Dotknąć go. Przytulić lekko na powitanie.
- Poddałeś się jego wpływowi. - przytaknęła, odpowiadając na zadane pytanie oraz wypuszczając go ze swoich objęć. Odsuwając się. Przyglądając się mu uważnie. Badawczo. Upewniając się w tym czy wszystko było w porządku. - Pierścień ma dość specyficzne działanie, przyciąga do siebie ludzi.
Mogłaby się nad tym dłużej rozwodzić. Dokładniej wszystko tłumaczyć. Zwłaszcza, że pozyskała już na temat tego przedmiotu całkiem sporo informacji. Udało jej się ustalić pewne rzeczy. Poczynić obserwacje. Rozumiała w jaki sposób działa. Mechanizm w zasadzie nie był szczególnie skomplikowany. Za to szalenie wręcz skuteczny. To co przed chwilą spotkało Nicholasa, było tego dowodem.
Kolejnym.
Zabezpieczyła przedmiot. Nałożyła odpowiednie zaklęcia. Przez chwilę skupiła się na tym, żeby uniknąć kolejnych komplikacji. Problemów. Kiedy wszystko było gotowe, schowała różdżkę do kieszeni. Znów skupiła się na synu.
- Nie będę Ciebie zanudzać historią tego znaleziska. Przejdziemy do salonu? - zaproponowała, wskazując na drzwi. Nie było potrzeby, żeby przebywali dłużej w tym pomieszczeniu. Miejscu. Kusili los? - Będziemy mogli tam na spokojnie porozmawiać. Zakładam, że skoro już się tutaj zjawiłeś, masz dość czasu na krótką rozmowę z własną matką?
Czy w głosie Tarah dało się wychwycić pewien wyrzut? A i owszem, choć starała się to ukryć. Było jej niekiedy przykro, że obydwaj synowie tak niewiele czasu poświęcali rodzinie. Chciałaby mieć ich częściej przy sobie. W pobliżu. Nie zamierzała jednak naciskać. Siłą ściągać ich do rodzinnej posiadłości. Rozumiała, że mieli swoje życia.
A także liczyła na to, że z biegiem czasu sami zechcą częściej odwiedzać ją oraz Nevana. Dorosną do tego? Tak jakby byli dziećmi. Mieli zaledwie naście lat. To już nie był niestety ten etap. Dawno minął.
- Widziałeś się już z Delilah? - zapytała, zamierzając uprzedzić go, aby uważał. Ostatnio łatwo było wyprowadzić ją z równowagi. Chodziła jakaś taka poddenerwowana. Irytowała się szybciej niż zwykle. A przecież nigdy nie była oazą spokoju. - Jeśli nie, to powinieneś znaleźć dla babki tych kilka minut. Inaczej sama Ciebie zaciągnie tutaj za uszy. Prosto z Londynu.