29.11.2022, 21:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2022, 11:23 przez Morgana le Fay.)
- Z pewnością gdzieś tu mają, dałabym sobie rękę uciąć, że widziałam niedawno czarodzieja z pianą na brodzie. Wiecie, taką z kremowego piwa. No dobra, nie dałabym sobie uciąć, głowy też bym jednak nie dała, ale wciąż jestem całkiem pewna, że był amatorem tego piwa. Mój nos mi to powiedział - oświadczyła całkiem pewnym tonem. W istocie, biednemu Stewardowi należało się piwo na osłodę; nie dość, że nigdy do tej pory najwyraźniej nie uganiał się za jajkami, to jeszcze miał pecha, przez co nie mógł w pełni nacieszyć się tą zabawą. Szkoda, wielka szkoda, ale jeśli nie teraz, to może za rok? O ile będzie taka możliwość, oczywiście, bo w końcu nie dało się przewidzieć losu.
No dobra, od czegoś byli wróżbici i ci, co podobno faktycznie mogli zajrzeć w przyszłość, niemniej wciąż – nie traktowała tego jako ostateczny wyrok, jedynie jako możliwą opcję.
- To co, bawimy się w „szukaj”? – zaproponowała żartobliwie, ewidentnie nawiązując do komendy zwykle wydawanej czworonogom, co z kolei wiązało się z wyczulonym zmysłem Bonesówny.
- Ej, nie jesteś ciekawa, co ona ma w tym koszyku? – po części zaoponowała; znaczy no, w teorii nie pchało się rąk w niewiadome miejsca, z drugiej strony to też nie tak, że nikt się kobietą z koszem nie interesował. I skoro jeszcze nie zostało podniesione larum, to chyba było bezpiecznie…
… chyba.
- Czyli piwo kremowe i słodycze, tak? – podsumowała, odruchowo niusząc, jakby w poszukiwaniu odpowiednich zapachów – I ciekawa jestem, czy na którymś ze straganów mają coś ciekawego do rysowania... – dodała z pewną zadumą w głosie.
- Bardzo ładna szyszka, jestem pewna, że będzie ładną ozdobą parapetu – stwierdziła lekko, gdy kuzynce ewidentnie niezbyt się poszczęściło – I pewnie, że tak, co to za Ostara bez loterii? – dodała, niemalże szczerząc w uśmiechu zęby.
- Patrick? – zerknęła pytająco na czarodzieja, ciekawa, czy zdecyduje się na udział w loterii. Dla niej samej los okazał się raczej łaskawszy niż dla Brenny.
No dobra, od czegoś byli wróżbici i ci, co podobno faktycznie mogli zajrzeć w przyszłość, niemniej wciąż – nie traktowała tego jako ostateczny wyrok, jedynie jako możliwą opcję.
- To co, bawimy się w „szukaj”? – zaproponowała żartobliwie, ewidentnie nawiązując do komendy zwykle wydawanej czworonogom, co z kolei wiązało się z wyczulonym zmysłem Bonesówny.
- Ej, nie jesteś ciekawa, co ona ma w tym koszyku? – po części zaoponowała; znaczy no, w teorii nie pchało się rąk w niewiadome miejsca, z drugiej strony to też nie tak, że nikt się kobietą z koszem nie interesował. I skoro jeszcze nie zostało podniesione larum, to chyba było bezpiecznie…
… chyba.
- Czyli piwo kremowe i słodycze, tak? – podsumowała, odruchowo niusząc, jakby w poszukiwaniu odpowiednich zapachów – I ciekawa jestem, czy na którymś ze straganów mają coś ciekawego do rysowania... – dodała z pewną zadumą w głosie.
- Bardzo ładna szyszka, jestem pewna, że będzie ładną ozdobą parapetu – stwierdziła lekko, gdy kuzynce ewidentnie niezbyt się poszczęściło – I pewnie, że tak, co to za Ostara bez loterii? – dodała, niemalże szczerząc w uśmiechu zęby.
Rzut 1d6 - 6
- Patrick? – zerknęła pytająco na czarodzieja, ciekawa, czy zdecyduje się na udział w loterii. Dla niej samej los okazał się raczej łaskawszy niż dla Brenny.
315
Loteria rozliczona