Oderwał się od książki momentalnie. Odłożył ją, nie zważając na miejsce, w którym skończył czytać. Podszedł z uśmiechem do Geraldine.
— Dzień dobry! — Objął ją na powitanie. Krótko, ale hojnie. Odsunąwszy się, wciąż trzymał ręce na jej ramionach. — Przepraszam cię raz jeszcze za ten brak kontaktu. Nie wiedziałem, jak się do tego zabrać, a potem i tak było już za późno na wyjaśnienia... Zapraszam, usiądźmy...
Gestem dłoni zaprosił ją na fotele.
— Coś do picia? Jedzenia? — Zaproponował w swoi zwyczaju, gdy zajęli miejsce. Jeśli o coś poprosiła, przywołał skrzata i dokonał zamówienia. — Nie powiem ci, gdzie przebywam, z wielu powodów, i proszę, nie próbuj nawet tego ze mnie wycisnąć. Mogę powiedzieć ci dlaczego, chociaż... o tym już trochę wspomniałem w liście... I naprawdę, nie ma w tym wiele więcej poza tym, że jestem okropnym tchórzem...
Spuścił głowę, gdy to mówił. Wyglądał na szczerze zawstydzonego. I tak też było. Czuł, że zawiódł wszystkich, a na pewno samego siebie. Przecież nie po to współuczestniczył w dziele Zakonu Feniksa, żeby w najważniejszym momencie zmyć się z pola walki! Czuł niechęć do siebie i nie liczył na wybaczenie Dumbledore'a, czy innych członków.