Zapach Sama mieszał jej się z wonią runa leśnego, a może on był tak bardzo przesiąknięty lasem, że wyczuwała to tak bardzo intensywnie. Na pewno go nie zapomni, na zawsze będzie jej się kojarzył z dwoma ciałami, które stały się jednym, w samym sercu lasu przy blasku księżyca.
Rozsądek już dawno się zgubił, przepadł głęboko, nie liczyło się nic, tylko to, aby zaspokoić pragnienie, które się pojawiło. Nie wiedziała, że może być tak silne. Potęgowały to pocałunki, którymi ją obsypywał.
Nie było w niej wstydu, chociaż nigdy dotąd nie ukazała się taka jeszcze nikomu. Dała mu całą siebie, była przy tym zupełnie bezbronna, aczkolwiek pewna swoich gestów i miłości, którą zamierzała mu dać, a miała jej w sobie sporo, gotowa była sięgnąć po całe pokłady, które się w niej zebrały. Chciała, żeby wiedział o tym, że stała się jego. Tej nocy - na zawsze, a przynajmniej tak się Norze wydawało. Może była w tym nuta młodzieńczej naiwności, ale każdy przecież musiał tego doświadczyć.
Był jak ta woda, o której wcześniej myślała. Czuła jego dotyk wszędzie, jakby przenikał jej całe ciało, jakby nie było żadnych granic, przy okazji koił, też jak ta woda jej pragnienie. Miała nadzieję, że nigdy już nie wypuści jej ze swoich silnych ramion, że zostanie z nim tutaj na wieki, tak było jej dobrze.
Oddychała ciężko, ten bieg ku rozkoszy był dosyć mocno wyczerpujący, nie zamierzała jednak zaprzestać, bardzo chciała dać i mu i sobie, to, czego tak bardzo pragnęli. Znalazła się nad nim, mógł zauważyć, że jej policzki się zaróżowiły, zdecydowanie była teraz okazem życia, gdy wreszcie spoili się ciałami, które wydawały się pasować do siebie idealnie. Pozwoliła sobie spleść palce prawej dłoni z jego, jej usta błądziły po szyi chłopaka i pozostawiały na niej delikatne ukąszenia, chciała zasmakować smaku jego skóry. Wydawało się, że powoli zbliżają się do końca tej wędrówki, jeszcze moment, a będą mogli oddać się pełnemu uniesieniu, zaznać tego, czego jeszcze nigdy nie było im dane.