14.02.2024, 18:07 ✶
Jakie mogły być rury w mieszkaniu seniorki? Pewnie takie same, jak u niego, ale co on do nich ma? Gdyby jemu coś strzeliło najlepsze co by mógł zrobić, to rzucać ,,reparo" na opak licząc, że podziała, po czym stałby wspierając się o boki i patrząc na wyciekająca strumieniami wodę, co zaraz zaleje sąsiadów z piętra niżej.
Wtedy dobiegło jego uszu pytanie, walenie, słowa, wszystko. Akurat teraz? Czemu te ściany są takie cienkie? Powinien sobie je obłożyć dywanami. Nie no gdzie? Francus i dywany na ścianie? Aż tak nisko nie upadł, jeszcze na głowę nie choruje, póki co, choć kto wie, tyle idiotyzmów zrobił, że może powinien się jakoś przebadać, tylko wiedział ile będzie musiał czekać w kolejce. Już mu się nie chciało wychodzić z domu.
-Wszystko dobrze, nic się nie stało, po prostu.... Wizja dnia...-...była okropna, nic dobrego się dzisiaj nie stanie, ani w ciągu kilku najbliższych dni. Może to i dobrze że kobieta przyszła? Może to sygnał, że powinien zostać w domu, bo jeszcze coś go rozjedzie? Nie, nie będzie siedział z kaktusem na głowie. Choć uroczy nawet on jest, może da się go jakoś usunąć i będzie go mógł hodować w doniczce? Jeśli będzie taka możliwość, to czemu nie.
Otworzył drzwi owszem, ale żeby wyjść z mieszkania i ruszyć do fryzjera, jednak kobieta nie rozumiała koncepcji tego, że najpierw ludzie wychodzą, a później wchodzą. Typowo dla osób w jej wieku. Musiał się cofnąć, gdy ta zaczęła się wtranżalać mu do mieszkania, bo inaczej niska kobiecina by go staranowała i nawet powieka by jej nie drgnęła.
Perfumy nie połaskotały go w nos, one go w niego uderzyły z zaciśniętej porządnie pięści, aż cofnął się i prychnął nosem, dość szybko wyłapując lekkie jego swędzenie. Zamknął drzwi, zamachał ręką i spojrzał na staruszkę, co do odstrzeliła się porządnie w odwiedziny do sąsiada. Ona normalnie w takim stroju po domu chodziła? Czy to w ogóle wygodne? Nie mógłby po mieszkaniu chodzić ubrany, jak na miasto, czułby się strasznie sztywno.
-To bardzo...-pociągnął nosem.[/b]-...miłe, ale chyba nie potrzebuję pomocy...[/b]-potarł nos i odchrząknął.-Tak po prostu mi się wyrwało z rana... Wie Pani jak to jest... praca, obowiązki, człowiek chciałby odpocząć, a nie bardzo może.-uśmiechnął się, zaraz opierając się dłonią o szafkę i patrząc na nią, licząc, że rozmowa szybko się zakończy, bo kobieta ewidentnie miała różę w składnikach perfum, a nie wytrzyma długo z nią. Już nie chciał myśleć o tym ile będzie musiał wietrzyć dom. Nie pomoże tu zwykłe otwarcie okien, może powinien wszystko przemyć i zdezynfekować, ale tak czy siak czeka go kilka bardzo długich dni kręcenia w nosie i męczenia się, bo takie stężenie perfum jak nic tak łatwo nie da się usunąć.
Wtedy dobiegło jego uszu pytanie, walenie, słowa, wszystko. Akurat teraz? Czemu te ściany są takie cienkie? Powinien sobie je obłożyć dywanami. Nie no gdzie? Francus i dywany na ścianie? Aż tak nisko nie upadł, jeszcze na głowę nie choruje, póki co, choć kto wie, tyle idiotyzmów zrobił, że może powinien się jakoś przebadać, tylko wiedział ile będzie musiał czekać w kolejce. Już mu się nie chciało wychodzić z domu.
-Wszystko dobrze, nic się nie stało, po prostu.... Wizja dnia...-...była okropna, nic dobrego się dzisiaj nie stanie, ani w ciągu kilku najbliższych dni. Może to i dobrze że kobieta przyszła? Może to sygnał, że powinien zostać w domu, bo jeszcze coś go rozjedzie? Nie, nie będzie siedział z kaktusem na głowie. Choć uroczy nawet on jest, może da się go jakoś usunąć i będzie go mógł hodować w doniczce? Jeśli będzie taka możliwość, to czemu nie.
Otworzył drzwi owszem, ale żeby wyjść z mieszkania i ruszyć do fryzjera, jednak kobieta nie rozumiała koncepcji tego, że najpierw ludzie wychodzą, a później wchodzą. Typowo dla osób w jej wieku. Musiał się cofnąć, gdy ta zaczęła się wtranżalać mu do mieszkania, bo inaczej niska kobiecina by go staranowała i nawet powieka by jej nie drgnęła.
Perfumy nie połaskotały go w nos, one go w niego uderzyły z zaciśniętej porządnie pięści, aż cofnął się i prychnął nosem, dość szybko wyłapując lekkie jego swędzenie. Zamknął drzwi, zamachał ręką i spojrzał na staruszkę, co do odstrzeliła się porządnie w odwiedziny do sąsiada. Ona normalnie w takim stroju po domu chodziła? Czy to w ogóle wygodne? Nie mógłby po mieszkaniu chodzić ubrany, jak na miasto, czułby się strasznie sztywno.
-To bardzo...-pociągnął nosem.[/b]-...miłe, ale chyba nie potrzebuję pomocy...[/b]-potarł nos i odchrząknął.-Tak po prostu mi się wyrwało z rana... Wie Pani jak to jest... praca, obowiązki, człowiek chciałby odpocząć, a nie bardzo może.-uśmiechnął się, zaraz opierając się dłonią o szafkę i patrząc na nią, licząc, że rozmowa szybko się zakończy, bo kobieta ewidentnie miała różę w składnikach perfum, a nie wytrzyma długo z nią. Już nie chciał myśleć o tym ile będzie musiał wietrzyć dom. Nie pomoże tu zwykłe otwarcie okien, może powinien wszystko przemyć i zdezynfekować, ale tak czy siak czeka go kilka bardzo długich dni kręcenia w nosie i męczenia się, bo takie stężenie perfum jak nic tak łatwo nie da się usunąć.