- Nie przepraszaj mnie, wiem, że miałeś ku temu słuszne powody, inaczej byś tego nie zrobił. - Zdawała sobie sprawę, że Gio na pewno wybrał drogę, która wydawała mu się być najbardziej odpowiednia. Nie miała mu za złe tego, że jej nie poinformował, trochę się martwiła, to wszystko, ale czy w czasach jak te nie każdy się martwił? Powinni do tego przywyknąć.
Usiadła, gdy ją do tego zachęcił. Zrobiła to po męsku, jak zawsze i założyła lewa nogę na prawe udo. - Masz jakiś alkohol? - Oby nie miał jej za złego, tego, że chce pić przed dwunastą, ostatnio radziła sobie ze wszystkim jako tako, a alkohol pomagał jej przerwać, choć na chwilę odwodził myśli od tych wszystkich rozczarowań, które ją spotkały, a było ich naprawdę sporo.
- Gio, naprawdę? Wiesz, że nie będę naciskać, powiedz mi tyle, ile możesz. Twoja matka wyglądała na strapioną. Nie wiem, ile ona wie, ale może i jej przydałby się wyjaśnienia. - Nie, żeby sama lubiła tłumaczyć się ze swoich wyborów, jednak Gio był jej jedynym synem, powinien ją nieco uspokoić, bo jeszcze się przekręci.
Widziała, że bardzo go to trapi. Nachyliła się nad mężczyzną, chociaż zazwyczaj brakowało jej empatii i złapała jego dłoń. - Wszystko będzie dobrze Gio - Chciała dodać mu otuchy i odwagi, żeby podzielił się z nią tym, dlaczego się ukrywa. - i nie jesteś tchórzem, nigdy tak o sobie nie myśl i nie mów. - Dodała jeszcze.