29.11.2022, 23:33 ✶
Naiwnością było sądzić, że po wystąpieniu tego tam Voldemorta, cała sprawa zakończy się na słowach. Zresztą wybrzmiał wówczas sam rdzeń tego, co wielu czystokrwistych czarodziejów myślało i wedle czego działało, tylko w białych rękawiczkach. Alice czytała co chwila opisy kolejnych zamieszek czy ataków przeprowadzanych przez zwolenników czarnoksiężnika. Jednak teoretyczne dywagacje, teorią, a co innego, gdy coś z pierwszych stron Proroka Codziennego szło frontalnie w jej stronę. A to się stało kilka chwil temu, gdy stała przy witrynie jakiegoś sklepu przy Alei Horyzontalnej już bliżej Nokturnu. Miała dwie możliwości czmychnąć gdzieś w boczną uliczkę, ale przy okazji paskudnie odsłonić plecy albo poddać się instynktowi rozkrzyczanemu, gdzieś z tyłu głowy, że już teraz powinna się schować, zabarykadować i przyczaić się jak najniżej. Zresztą zgodnie za swoim imieniem (nieoryginalnym, bo urodziła się, jako Adelaide, ale dzięki krucjacie prowadzonej od czwartego roku życia, ten fakt zatarł się w pamięci), jak Alicja w Krainie Czarów skoczyła do przodu przez drzwi do środka sklepu, całkiem nieświadoma, że właśnie sama wplątała się w sam środek ataku. Ktoś ją pociągnął za ramię głębiej, tym samym odciągając od okien. Przysiadła za kontuarem, dalej nie do końca odnajdując się w sytuacji, a gdy pierwsza szyba została rozbita, wszystko stało się jasne. A potem sami napastnicy zaczęli wykrzykiwać groźby, wyzwiska. Alice umiała i wręcz dobrze się odnajdywała się w miejscach, w których musiała działać pod presją, nawet w obliczu niebezpieczeństwa, choć bardzo rzadko stykała się przemocą. Trochę inaczej, gdy ryzykowała przyłapanie podczas skoku czy oberwanie właśnie rozbrojoną klątwą, ale to tylko trochę inaczej, przynajmniej trzeźwość umysłu tak podpowiadała.
Nie tylko ona kryła się ladą sklepową, był właściciel, inna klientka i jeszcze pracownik. Czas się rozciągnął nieznośnie, wyświechtany slogan, ale czuła jakby tkwiła w miejscu bardzo długo, ale druga szyba padła, a potem pojawił się ogień i dym. I Sieć Fiuu wysiadła, dlaczego? To już pewnie sprawa dla śledczych, czy Śmierciożercy mieli na tyle dobre wtyki, by zamknąć tę drogę ucieczki swoim ofiarom lub po prostu przypadek. Alice postawiła silną barierę, taką samą wyczarowywała niejednokrotnie przy pracy z niestabilnym zaklęciami, była mocna, ale po pierwszym kontakcie z przeciwzaklęciem rozsypie się. Ktoś próbował ograniczyć ogień, zaklęcia latały w powietrzu, w środku było tak chaotycznie, jak wyglądało to z boku, a potem pojawili się Brygadziści. Alice jęknęła w duchu dzięki ci o dowolny przodku i Merlinie za to.
Wytoczyła się z wnętrza z uwieszoną na jej ramieniu tą drugą klientką, zrobiła to tylko ze współczucia dla właściciela - nie zasługiwał on po takich przeżyciach na tak nieprzyjemne atrakcje. Starsza czarownica po pierwszy zblednięciu i szoku już dochodziła do stanu bardzo uciążliwej matrony w słusznym wieku. Mimo osmolonego kapelusza, podartej krawędzi szaty albo zwłaszcza z tych powodów zaczęła utyskiwać na dosłownie wszystko, aż Brygadzistce zbielały kostki dłoni zaciśniętej na różdżce, gdy poszła tyrada na Ministerstwo Magii. A niby oddechu kobiecie brakowało, a prędzej samej Alice, na której tamta opierała się swoim ciężarem.
Nie tylko ona kryła się ladą sklepową, był właściciel, inna klientka i jeszcze pracownik. Czas się rozciągnął nieznośnie, wyświechtany slogan, ale czuła jakby tkwiła w miejscu bardzo długo, ale druga szyba padła, a potem pojawił się ogień i dym. I Sieć Fiuu wysiadła, dlaczego? To już pewnie sprawa dla śledczych, czy Śmierciożercy mieli na tyle dobre wtyki, by zamknąć tę drogę ucieczki swoim ofiarom lub po prostu przypadek. Alice postawiła silną barierę, taką samą wyczarowywała niejednokrotnie przy pracy z niestabilnym zaklęciami, była mocna, ale po pierwszym kontakcie z przeciwzaklęciem rozsypie się. Ktoś próbował ograniczyć ogień, zaklęcia latały w powietrzu, w środku było tak chaotycznie, jak wyglądało to z boku, a potem pojawili się Brygadziści. Alice jęknęła w duchu dzięki ci o dowolny przodku i Merlinie za to.
Wytoczyła się z wnętrza z uwieszoną na jej ramieniu tą drugą klientką, zrobiła to tylko ze współczucia dla właściciela - nie zasługiwał on po takich przeżyciach na tak nieprzyjemne atrakcje. Starsza czarownica po pierwszy zblednięciu i szoku już dochodziła do stanu bardzo uciążliwej matrony w słusznym wieku. Mimo osmolonego kapelusza, podartej krawędzi szaty albo zwłaszcza z tych powodów zaczęła utyskiwać na dosłownie wszystko, aż Brygadzistce zbielały kostki dłoni zaciśniętej na różdżce, gdy poszła tyrada na Ministerstwo Magii. A niby oddechu kobiecie brakowało, a prędzej samej Alice, na której tamta opierała się swoim ciężarem.