14.02.2024, 21:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2024, 18:33 przez Erik Longbottom.)
Ta cisza ze strony mężczyzny nieco go niepokoiła. Nie słuchał go, nie chciał słuchać, a może po prostu liczył, że w końcu oczekiwanie na odpowiedź mu się znudzi i ruszy w stronę zabudowań Warowni? Erik był jednak cierpliwy i nie było go łatwo zbyć. Musiał sobie wypracować taki mechanizm, biorąc pod uwagę z jak wieloma typami ludzi miał do czynienia zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym, które i tak musiał prezentować przed reporterami i dziennikarzami. Mógł poczekać.
Drgnął nieznacznie, gdy Samuel nieoczekiwanie do niego przyskoczył. Nie wiedział, czego powinien się spodziewać. Może za dużo gadał, za mocno się narzucał, a jego głos drażnił i dezorientował go? Wiedział, że bywał uciążliwy, choć rzadko miał złe intencje. Zbyt dużo swobody, zbyt dużo luzu, a słowa potrafiły potokiem wypływać spomiędzy jego ust, dopóki ktoś mu nie przerwał. Wstrzymał oddech, zmuszając ciało do bezruchu, tłumiąc w sobie chęć wykonania kroku w tył. Serce Erika zabiło szybciej, buntując się wobec woli umysłu, pulsując pod palcami Samuela, gdy ten oparł dłoń o jego pierś.
— Ja... — zaczął słabo, powoli rozważając jego słowa, rozproszony nagłą konfrontacją.
Nie powinno go dziwić to żądanie. Knieja była prawdziwym domem Samuela, kolebką, w której się wychował. Jako jeden z nielicznych mógł się nazwać jej opiekunem i strażnikiem. Dolina mogła żądać od Ministerstwa Magii szybkiego załatwienia sprawy Widm, ale ilu mieszkańcom bardziej zależało na oczyszczeniu Kniei Godryka dla dobra lasu, niż pozbyciu się zagrożenia nim znajdzie ono sposób na przeniknięcie do miasteczka? Pod tym względem młody majster musiał być jedyny w swoim rodzaju.
— Tak, będę o tobie pamiętał — obiecał miękkim głosem, zdając sobie sprawę, że w ten sposób poniekąd przypieczętowuje ich umowę. Poza tym może tak będzie lepiej? W pewnym momencie coś mogło w nim pęknąć. Mógł uznać, że nadszedł czas wkroczenia do głuszy samodzielnie. A to nie mogło być bezpieczne, bez względu na znajomość terenu i środowiska. — Masz moje słowo.
Wypuścił powoli powietrze z ust, czując jak napięcie, które do tej pory w nim wzrastało, zaczęło się ulatniać. Pozwolił, aby dłoń Samuela jeszcze przez chwilę pozostała na jego klatce piersiowej, po czym zdjął ją z siebie. Zamiast jednak ją w pełni odepchnąć, zamknąć ją w zdecydowanym uścisku. Wbił wzrok w ziemię, zahaczając o przetarte spodnie Sama, tylko po to, aby zaraz podnieść spojrzenie.
— Dam ci znać, jeśli usłyszę o jakichś postępach, albo doniesieniach z patroli. Obecnie niechętnie wysyłają tam nawet Brygadzistów i Aurorów, ale nie porzucą tak po prostu Kniei. — Niektórzy ludzie byli przerażeni, a inni wściekli z powodu działań Śmierciożerców w Beltane. Niemniej jednak atak poruszył społeczność. Gdyby Ministra Magii nagle odwołała siły bezpieczeństwa z okolicy, spadłaby na nią niemała krytyka. Erik wolał wierzyć, że kobieta ma na tyle oleju w głowie, aby nie robić sobie dodatkowych wrogów, gdy jedni już czekali na jej progu. — Za dużo się wydarzyło, żeby odpuścić.
Prosta obietnica byłaby łatwiejsza. Mógł powiedzieć, że poleci go na przewodnika, gdy tylko Ministerstwo postanowi poczynić konkretne kroki. Czy jednak nie napełniłoby to tylko Samuela oczekiwaniem na dzień, w którym to się stanie? Stały dostęp do nowych informacji mógł go uspokoić. Dzięki temu wiedziałby co się dzieje i mógłby być na bieżąco z najnowszymi wieściami.
— Sam? Tak na przyszłość — zawiesił na moment głos, jakby nie wiedział, czy nie pozwala sobie na zbyt wiele. — Nie umniejszaj sobie. To twój dom i znasz go najlepiej. A na pewno lepiej od biurokratów Ministerstwa, którzy nawet nie postawili stopy w Kniei, a mogą zostać tam wysłani. Twoje znajomość okolicy może nam tylko pomóc. Nie potrzebujesz dyplomu, żeby bronić tego, co ci drogie.
Nic tak nie pobudzało do działania niż determinacja i osobista stawka. Sądząc po jego prośbie, rwał się do działania. Kim więc był Erik, aby go do tego nie dopuszczać lub ryzykować, że napyta sobie wiedzy, bo nie będzie wiedział tego samego, co ustaliły rządowe siły bezpieczeństwa? Nie chciał mieć go na sumieniu, a nawet gdyby odmówił, to poczułby się jak zdrajca. Może nie wychowywali się ramię w ramię, ale wywodzili się z tego samego rejonu, a ten z kolei znalazł się pod odstrzałem ze strony obcych istot. Powinni działać razem, a nie oddzielnie.
Drgnął nieznacznie, gdy Samuel nieoczekiwanie do niego przyskoczył. Nie wiedział, czego powinien się spodziewać. Może za dużo gadał, za mocno się narzucał, a jego głos drażnił i dezorientował go? Wiedział, że bywał uciążliwy, choć rzadko miał złe intencje. Zbyt dużo swobody, zbyt dużo luzu, a słowa potrafiły potokiem wypływać spomiędzy jego ust, dopóki ktoś mu nie przerwał. Wstrzymał oddech, zmuszając ciało do bezruchu, tłumiąc w sobie chęć wykonania kroku w tył. Serce Erika zabiło szybciej, buntując się wobec woli umysłu, pulsując pod palcami Samuela, gdy ten oparł dłoń o jego pierś.
— Ja... — zaczął słabo, powoli rozważając jego słowa, rozproszony nagłą konfrontacją.
Nie powinno go dziwić to żądanie. Knieja była prawdziwym domem Samuela, kolebką, w której się wychował. Jako jeden z nielicznych mógł się nazwać jej opiekunem i strażnikiem. Dolina mogła żądać od Ministerstwa Magii szybkiego załatwienia sprawy Widm, ale ilu mieszkańcom bardziej zależało na oczyszczeniu Kniei Godryka dla dobra lasu, niż pozbyciu się zagrożenia nim znajdzie ono sposób na przeniknięcie do miasteczka? Pod tym względem młody majster musiał być jedyny w swoim rodzaju.
— Tak, będę o tobie pamiętał — obiecał miękkim głosem, zdając sobie sprawę, że w ten sposób poniekąd przypieczętowuje ich umowę. Poza tym może tak będzie lepiej? W pewnym momencie coś mogło w nim pęknąć. Mógł uznać, że nadszedł czas wkroczenia do głuszy samodzielnie. A to nie mogło być bezpieczne, bez względu na znajomość terenu i środowiska. — Masz moje słowo.
Wypuścił powoli powietrze z ust, czując jak napięcie, które do tej pory w nim wzrastało, zaczęło się ulatniać. Pozwolił, aby dłoń Samuela jeszcze przez chwilę pozostała na jego klatce piersiowej, po czym zdjął ją z siebie. Zamiast jednak ją w pełni odepchnąć, zamknąć ją w zdecydowanym uścisku. Wbił wzrok w ziemię, zahaczając o przetarte spodnie Sama, tylko po to, aby zaraz podnieść spojrzenie.
— Dam ci znać, jeśli usłyszę o jakichś postępach, albo doniesieniach z patroli. Obecnie niechętnie wysyłają tam nawet Brygadzistów i Aurorów, ale nie porzucą tak po prostu Kniei. — Niektórzy ludzie byli przerażeni, a inni wściekli z powodu działań Śmierciożerców w Beltane. Niemniej jednak atak poruszył społeczność. Gdyby Ministra Magii nagle odwołała siły bezpieczeństwa z okolicy, spadłaby na nią niemała krytyka. Erik wolał wierzyć, że kobieta ma na tyle oleju w głowie, aby nie robić sobie dodatkowych wrogów, gdy jedni już czekali na jej progu. — Za dużo się wydarzyło, żeby odpuścić.
Prosta obietnica byłaby łatwiejsza. Mógł powiedzieć, że poleci go na przewodnika, gdy tylko Ministerstwo postanowi poczynić konkretne kroki. Czy jednak nie napełniłoby to tylko Samuela oczekiwaniem na dzień, w którym to się stanie? Stały dostęp do nowych informacji mógł go uspokoić. Dzięki temu wiedziałby co się dzieje i mógłby być na bieżąco z najnowszymi wieściami.
— Sam? Tak na przyszłość — zawiesił na moment głos, jakby nie wiedział, czy nie pozwala sobie na zbyt wiele. — Nie umniejszaj sobie. To twój dom i znasz go najlepiej. A na pewno lepiej od biurokratów Ministerstwa, którzy nawet nie postawili stopy w Kniei, a mogą zostać tam wysłani. Twoje znajomość okolicy może nam tylko pomóc. Nie potrzebujesz dyplomu, żeby bronić tego, co ci drogie.
Nic tak nie pobudzało do działania niż determinacja i osobista stawka. Sądząc po jego prośbie, rwał się do działania. Kim więc był Erik, aby go do tego nie dopuszczać lub ryzykować, że napyta sobie wiedzy, bo nie będzie wiedział tego samego, co ustaliły rządowe siły bezpieczeństwa? Nie chciał mieć go na sumieniu, a nawet gdyby odmówił, to poczułby się jak zdrajca. Może nie wychowywali się ramię w ramię, ale wywodzili się z tego samego rejonu, a ten z kolei znalazł się pod odstrzałem ze strony obcych istot. Powinni działać razem, a nie oddzielnie.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞