29.11.2022, 23:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.11.2022, 23:52 przez Darcy Lockhart.)
Panicz Darcy zaczął się rozglądać, szukając najbezpieczniejszej drogi, którą mógłby dostać się do rodzinnej księgarni. Wtedy jednak jego wzrok padł na witrynę sklepową i w duszy młodego Lockharta zaczęły walczyć dwa wilki. A raczej dwie gęsi.
Jedna gęś, z piórami czarnymi jak smoła, gęgała głośno, że nie ma co się mieszać. Jeszcze ktoś obserwował okolicę i podpatrzy, kto udziela pomocy "szlamom", zgromadzonym w środku. Poza tym wszędzie było pełno dymu, ogień nie wygasł, nie mówiąc już o tym, że Darcy pobrudzi sobie popiołem ubranie, pożałuje tego na pewno, a jeszcze obiecał mamie, że wróci przed dwudziestą drugą!
Druga gęś, bielutka, mówiła coś o tym, że właściwie to sąsiad i trochę go kojarzył, wypada pomóc, ale tak przede wszystkim, to patrz, patrz, ładna dziewczyna, w dodatku blondynka, a tobie się podobają blondynki, zaraz się przewróci bidulka, potrzeba jej pewnego, męskiego ramienia, które udzieli jej wsparcia, a tak się przypadkiem składa, że ty masz takie ramię, ba, masz nawet dwa ramiona!
W przypływie straceńczej odwagi (której na pewno nie zdołałby jednak z siebie wykrzesać, gdyby śmierciożercy wciąż byli w pobliżu), popędzany w dodatku tą odrobiną procentów we krwi, Darcy ruszył prosto w stronę Alice.
Chłopak był parę centymetrów od niej wyższy, może trochę młodszy. Jasnobrązowe włosy miał malowniczo rozwichrzone - na całe szczęście ciężko było zorientować się, że doszło do tego, gdy bił rekordy olimpijskie, biegnąc ku kubłom na śmieci w alejce. Pierś wypiął do przodu i wyobrażał sobie, że oto wygląda niczym bohater swojej książki, która na - pewno - już - całkiem - niedługo trafi do księgarń i zostanie bestsellerem, zmierzający uratować nieznaną sobie jeszcze główną bohaterkę.
- Panie pozwolą, że pomogę - powiedział szarmancko, podpierając starszą czarownicę.
- Nie mogłeś podejść od razu?! - oburzyła się czarownica, teraz zwisając częściowo na Alice, częściowo na Darcym. - Dlaczego jeszcze nie ma tutaj uzdrowicieli?! Powinniście wezwać uzdrowicieli! Niech panienka natychmiast sprowadzi uzdrowicieli! Domagam się uzdrowiciela! Co oni robią w tej klinice Munga!
Brygadzistka, do której skierowała te słowa, zacisnęła tylko szczękę, wciąż zajęta próbą opanowania pożaru. Wyraz twarzy Darcyego nieco stężał, a czarna gęś zagęgała w jego głowie i brzmiało to trochę jak śmiech. A nie mówiłam? Pożałujesz tego na pewno.
- Panienka nie jest ranna? - spytał uprzejmie, ponad głową starszej czarownicy spoglądając na Alice. Starał się pociągnąć obie czarownice na drugą stronę ulicy, na stopnie wiodące do sklepu z upominkami, który na szczęście nie ucierpiał w pożarze.
Jedna gęś, z piórami czarnymi jak smoła, gęgała głośno, że nie ma co się mieszać. Jeszcze ktoś obserwował okolicę i podpatrzy, kto udziela pomocy "szlamom", zgromadzonym w środku. Poza tym wszędzie było pełno dymu, ogień nie wygasł, nie mówiąc już o tym, że Darcy pobrudzi sobie popiołem ubranie, pożałuje tego na pewno, a jeszcze obiecał mamie, że wróci przed dwudziestą drugą!
Druga gęś, bielutka, mówiła coś o tym, że właściwie to sąsiad i trochę go kojarzył, wypada pomóc, ale tak przede wszystkim, to patrz, patrz, ładna dziewczyna, w dodatku blondynka, a tobie się podobają blondynki, zaraz się przewróci bidulka, potrzeba jej pewnego, męskiego ramienia, które udzieli jej wsparcia, a tak się przypadkiem składa, że ty masz takie ramię, ba, masz nawet dwa ramiona!
W przypływie straceńczej odwagi (której na pewno nie zdołałby jednak z siebie wykrzesać, gdyby śmierciożercy wciąż byli w pobliżu), popędzany w dodatku tą odrobiną procentów we krwi, Darcy ruszył prosto w stronę Alice.
Chłopak był parę centymetrów od niej wyższy, może trochę młodszy. Jasnobrązowe włosy miał malowniczo rozwichrzone - na całe szczęście ciężko było zorientować się, że doszło do tego, gdy bił rekordy olimpijskie, biegnąc ku kubłom na śmieci w alejce. Pierś wypiął do przodu i wyobrażał sobie, że oto wygląda niczym bohater swojej książki, która na - pewno - już - całkiem - niedługo trafi do księgarń i zostanie bestsellerem, zmierzający uratować nieznaną sobie jeszcze główną bohaterkę.
- Panie pozwolą, że pomogę - powiedział szarmancko, podpierając starszą czarownicę.
- Nie mogłeś podejść od razu?! - oburzyła się czarownica, teraz zwisając częściowo na Alice, częściowo na Darcym. - Dlaczego jeszcze nie ma tutaj uzdrowicieli?! Powinniście wezwać uzdrowicieli! Niech panienka natychmiast sprowadzi uzdrowicieli! Domagam się uzdrowiciela! Co oni robią w tej klinice Munga!
Brygadzistka, do której skierowała te słowa, zacisnęła tylko szczękę, wciąż zajęta próbą opanowania pożaru. Wyraz twarzy Darcyego nieco stężał, a czarna gęś zagęgała w jego głowie i brzmiało to trochę jak śmiech. A nie mówiłam? Pożałujesz tego na pewno.
- Panienka nie jest ranna? - spytał uprzejmie, ponad głową starszej czarownicy spoglądając na Alice. Starał się pociągnąć obie czarownice na drugą stronę ulicy, na stopnie wiodące do sklepu z upominkami, który na szczęście nie ucierpiał w pożarze.