30.11.2022, 01:59 ✶
Steward pokręcił głową. Wcale nie próbował tego powiedzieć. I chociaż odpowiedź Brenny mogłaby zabrzmieć jak żart, jemu wydała się nagle jakąś formą bezradnej desperacji.
- Dobrze, masz rację. To były głupie pytania – rzucił szybko, podążając za nią do salonu.
Potem wszystko potoczyło się dość szybko i dla Patricka zdecydowanie nudniej niż dla czarownicy. Usiadł w fotelu. Ręce złożył na kolanach. Obserwował ją uważnie podczas seansu widmowidzenia. Z boku wyglądało to niesamowicie, zwłaszcza gdyby podglądał ich jakich mugol. Dokładnie tak jak w tych ich filmach, gdzie straszono magią i czarami, jakby Brenna odprawiała jakiś okultustyczny rytuał.
Mrużył oczy obserwując jej zmieniającą się aurę.
Kiedy brygadzistka wróciła umysłem do jego świata, momentalnie podniósł się z fotela. Coś w jego zachowaniu wskazywało na to, że tylko siłą powstrzymał się przed wkroczeniem do kręgu i złapaniem Brenny za ramiona. Może to ta desperacja, która odmalowała się wokół jej postaci tak na niego zadziałała.
- Znała ich? – zapytał, sięgając po wspomniane koperty. Chwilę ważył je w rękach, jakby miały jakiś większy, przenośny ciężar, zanim wreszcie podał je czarownicy.
Ale tym razem talent ją zawiódł. Zadziałał prawidłowo, znowu próbując się przebić ku śladom nadawców kopert, jednak nie dał rady. Steward coś mówił, chyba o tym, że poinformuje ministerstwo, ale Brenna w tym momencie znalazła się we mgle. Kompletnie nic nie widziała. Przy drugim liście było jeszcze gorzej, nie dostrzegła nawet mgły – tylko zaszumiało jej w głowie i zaczęła krwawić z nosa.
- Dość – dotarł do niej ostry głos Patricka. Mężczyzna przekroczył krąg by przy niej przykucnąć. Dotknął ręką jej pleców. – Przeciążasz się. Daj sobie chwilę na odpoczynek. Przecież nie musisz sięgać po widmowidzenie, żeby zrozumieć co to za koperty. Jak dla mnie to wygląda tak, jakby ktoś jej płacił za milczenie – wyjaśnił, krzywiąc się gorzko na samo brzmienie słów, które powiedział.
- Dobrze, masz rację. To były głupie pytania – rzucił szybko, podążając za nią do salonu.
Potem wszystko potoczyło się dość szybko i dla Patricka zdecydowanie nudniej niż dla czarownicy. Usiadł w fotelu. Ręce złożył na kolanach. Obserwował ją uważnie podczas seansu widmowidzenia. Z boku wyglądało to niesamowicie, zwłaszcza gdyby podglądał ich jakich mugol. Dokładnie tak jak w tych ich filmach, gdzie straszono magią i czarami, jakby Brenna odprawiała jakiś okultustyczny rytuał.
Mrużył oczy obserwując jej zmieniającą się aurę.
Kiedy brygadzistka wróciła umysłem do jego świata, momentalnie podniósł się z fotela. Coś w jego zachowaniu wskazywało na to, że tylko siłą powstrzymał się przed wkroczeniem do kręgu i złapaniem Brenny za ramiona. Może to ta desperacja, która odmalowała się wokół jej postaci tak na niego zadziałała.
- Znała ich? – zapytał, sięgając po wspomniane koperty. Chwilę ważył je w rękach, jakby miały jakiś większy, przenośny ciężar, zanim wreszcie podał je czarownicy.
Ale tym razem talent ją zawiódł. Zadziałał prawidłowo, znowu próbując się przebić ku śladom nadawców kopert, jednak nie dał rady. Steward coś mówił, chyba o tym, że poinformuje ministerstwo, ale Brenna w tym momencie znalazła się we mgle. Kompletnie nic nie widziała. Przy drugim liście było jeszcze gorzej, nie dostrzegła nawet mgły – tylko zaszumiało jej w głowie i zaczęła krwawić z nosa.
- Dość – dotarł do niej ostry głos Patricka. Mężczyzna przekroczył krąg by przy niej przykucnąć. Dotknął ręką jej pleców. – Przeciążasz się. Daj sobie chwilę na odpoczynek. Przecież nie musisz sięgać po widmowidzenie, żeby zrozumieć co to za koperty. Jak dla mnie to wygląda tak, jakby ktoś jej płacił za milczenie – wyjaśnił, krzywiąc się gorzko na samo brzmienie słów, które powiedział.