30.11.2022, 02:17 ✶
Delikatna zmarszczka pojawiła się na jej czole, kiedy słuchała wyjaśnień Erika. Wypowiadane przez niego słowa, nawet jeśli wydawać by się mogło, ze reprezentujące luźną interpretację tematu, a nie jego własne doświadczenia, robiły nawet nieco sensu. Dora mogła sobie wyobrazić, że wszystkie te podane przez niego powody były dla kogoś wystarczające by całkowicie poświęcić swoje życie drugiej osobie i absolutnie jej w tym wszystkim zaufać. Jakkolwiek jednak nie próbowała się podejść do tematu entuzjastycznie, tak nie mogła przemóc się i w pełni zrozumieć i pojąć cały ten koncept.
Czasem gdy patrzyła na ludzi, którzy wydawali się wręcz przepełnieni miłością do swojego partnera, odnosiła wrażenie że podobne doświadczenia nigdy nie stanął na jej drodze. Że zwyczajnie nie były jej pisane. Uczucie kochania kogoś tak mocno, że rozsadzało jej serce było jej absolutnie obce, chociaż jednocześnie nie mogłaby się przyznać nawet sama przed sobą, że rzeczy które robiła pozbawione były tego uczucia.
- Obiecuję, że nie pisnę jej nawet słówkiem - uśmiechnęła się wesoło na moment, w myślach jednak obracając powoli słowa, które cisnęły jej się na usta w odpowiedzi na całe jego poprzednie wywody.
- Nie - rzuciła krótko, jakby miało być to pełne zdanie, pozbawione jakichkolwiek wytłumaczeń. Na moment też przygryzła lewy policzek, ustawiając słowa w odpowiedniej kolejności - Czasem mam wrażenie, że nie byłabym w stanie obdarzyć jednej osoby tak wielkim ogromem uczucia. Że nie jest mi coś takiego pisane - wyglądała przez moment, jakby wypowiedziane słowa nieco ją przestraszyły. Teraz, kiedy ujrzały światło dzienne wydawały jej się okropnie bzdurne i absurdalne. - Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale chociażby to co sam przytoczyłeś... niekoniecznie do mnie przemawia? Nie w pełnej krasie - teraz to ona wzruszyła ramionami, bardziej wyglądając na zwyczajnie zawstydzoną podobnym tokiem myślenia, jak przejętą tym w jakikolwiek inny sposób.
- W sumie jakby nie patrzeć, to jest to bal charytatywny na sierociniec i schronisko, prawda? - podjęła temat spinek do mankietów, przez moment przykładając dłoń do policzka - Chyba te w psie łapki będą najlepsze. Rozumiesz, tematyczne.
Czasem gdy patrzyła na ludzi, którzy wydawali się wręcz przepełnieni miłością do swojego partnera, odnosiła wrażenie że podobne doświadczenia nigdy nie stanął na jej drodze. Że zwyczajnie nie były jej pisane. Uczucie kochania kogoś tak mocno, że rozsadzało jej serce było jej absolutnie obce, chociaż jednocześnie nie mogłaby się przyznać nawet sama przed sobą, że rzeczy które robiła pozbawione były tego uczucia.
- Obiecuję, że nie pisnę jej nawet słówkiem - uśmiechnęła się wesoło na moment, w myślach jednak obracając powoli słowa, które cisnęły jej się na usta w odpowiedzi na całe jego poprzednie wywody.
- Nie - rzuciła krótko, jakby miało być to pełne zdanie, pozbawione jakichkolwiek wytłumaczeń. Na moment też przygryzła lewy policzek, ustawiając słowa w odpowiedniej kolejności - Czasem mam wrażenie, że nie byłabym w stanie obdarzyć jednej osoby tak wielkim ogromem uczucia. Że nie jest mi coś takiego pisane - wyglądała przez moment, jakby wypowiedziane słowa nieco ją przestraszyły. Teraz, kiedy ujrzały światło dzienne wydawały jej się okropnie bzdurne i absurdalne. - Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale chociażby to co sam przytoczyłeś... niekoniecznie do mnie przemawia? Nie w pełnej krasie - teraz to ona wzruszyła ramionami, bardziej wyglądając na zwyczajnie zawstydzoną podobnym tokiem myślenia, jak przejętą tym w jakikolwiek inny sposób.
- W sumie jakby nie patrzeć, to jest to bal charytatywny na sierociniec i schronisko, prawda? - podjęła temat spinek do mankietów, przez moment przykładając dłoń do policzka - Chyba te w psie łapki będą najlepsze. Rozumiesz, tematyczne.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.