Czyli znów nie umiał oprzeć się mocy tajemniczym artefaktom. Zaklętym w klątwy. Z tą różnicą, że udało mu się z niej samodzielnie wyrwać. Nicholas czuł się jakby stracił chwilę świadomości. Trwało to może minuty, dla niego mogło i dłużej. Odzyskał tę świadomość i ku uciesze rodzicielki, objęła go jednocześnie na powitanie. Odwzajemnił uścisk. Po czym dla swojego i matki bezpieczeństwa, oddalił się od przedmiotu. Pozwolił jej zrobić swoje i zabezpieczyć archeologiczne znalezisko. Nic się w tej sprawie więcej nie odezwał. Być może było mu głupio, że pozwolił sobie na nieostrożność. Jednakże historia tego przedmiotu byłaby dla niego interesująca. Oraz to, jak on działał, dobrze wykorzystany.
W głosie rodzicielki wyczuł wyrzut. To chyba był błąd zostawać tutaj. Jedynie ojciec nie miał do niego żadnych uwag. Ale babka? Matka? To już inna liga.
- Akurat mam dzień wolny, co za tym idzie, mam dość czasu aby z Tobą porozmawiać.Zgodził się także, aby przejść do salonu i porozmawiać na spokojnie. Jeżeli tematy się im wyczerpią, to posłucha opowieści rodzicielki na temat tego pierścienia. Najpewniej sama będzie miała do niego wiele pytań. Nie uniknie tego.
Kiedy opuścili biuro, a matka je dodatkowo zamknęła, zadała pytanie dotyczące odwiedzin syna z babką. Tutaj już westchnął.
- Tak… Już to zrobiła. Wysłała mi wczoraj wyjca z wyrzutem, że was nie odwiedzam.
Odparł, potwierdzając to, że widział się z Delliah, dodając, że to ona była głównym powodem jego odwiedzin. Powód, nie był podany, Nicholas dodał to od siebie, aby matka nie dociekała, dlaczego poszedł wyjec. Nie wiedziała o Theonie. Mieli to na razie przed nią ukrywać. Na jak długo?