15.02.2024, 06:24 ✶
- Czasem - odpowiedziała mu, po dość długiej chwili zastanowienia. Jakby coś w głowie liczyła. - Z innymi też. Powiedziałabym, że z każdym po trochu, jeśli chodzi ci o ogólne tego typu wycieczki - wzruszyła ramionami. - Wolę warzyć eliksiry, ale nie musisz się o mnie martwić. Raczej - uśmiechnęła się wesoło, jakby to ostatnie słowo wcale nie poddawało w wątpliwość wszystkiego, co właśnie powiedziała. Ale Dora zwyczajnie uważała, że każdy czasem wpadał w tarapaty, niezależnie od tego, jak dobrze potrafił machać różdżką.
Na słowa Brenny, skierowane do niej i Vincenta, pokiwała głową, dając bez słowa znać, że słyszała i wszystko było jasne. A potem mogli powoli wsunąć się w ciemność jaskini, która oblepiła ich w dziwaczny, nienaturalny sposób. Crawley wyciągnęła różdżkę, bo prawdę powiedziawszy, korzystała z niej tak samo często, jak z własnych rąk, a potem rzuciła lumos, próbując w ten sposób rozjaśnić nieco otaczający ich mrok.
Droga wiodła w dół i starała się stąpać ostrożnie, jednocześnie trzymając się blisko Prewetta i pozostając uważną co do jego poczynań. Przystanęła na moment, jeśli schylił się po monetę, na którą nadepnął, przez moment też przyglądając się jego znalezisku. Wolała nie oddalać się od niego, nawet jeśli oznaczało to zgubienie paru kroków do reszty drużyny, bo te mogli z łatwością nadrobić. Oprócz tego jednak, ona sama nie zauważyła niczego niepokojącego; w jaskini nie było żadnych roślin, ale nie do końca się temu dziwiła. W końcu skaliste podłoże, chłód i brak światła słonecznego nie sprzyjało rozrostowi. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę to, jak roślinność ostatnio wariowała... może faktycznie był to powód do zmartwień?
Na słowa Brenny, skierowane do niej i Vincenta, pokiwała głową, dając bez słowa znać, że słyszała i wszystko było jasne. A potem mogli powoli wsunąć się w ciemność jaskini, która oblepiła ich w dziwaczny, nienaturalny sposób. Crawley wyciągnęła różdżkę, bo prawdę powiedziawszy, korzystała z niej tak samo często, jak z własnych rąk, a potem rzuciła lumos, próbując w ten sposób rozjaśnić nieco otaczający ich mrok.
Droga wiodła w dół i starała się stąpać ostrożnie, jednocześnie trzymając się blisko Prewetta i pozostając uważną co do jego poczynań. Przystanęła na moment, jeśli schylił się po monetę, na którą nadepnął, przez moment też przyglądając się jego znalezisku. Wolała nie oddalać się od niego, nawet jeśli oznaczało to zgubienie paru kroków do reszty drużyny, bo te mogli z łatwością nadrobić. Oprócz tego jednak, ona sama nie zauważyła niczego niepokojącego; w jaskini nie było żadnych roślin, ale nie do końca się temu dziwiła. W końcu skaliste podłoże, chłód i brak światła słonecznego nie sprzyjało rozrostowi. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę to, jak roślinność ostatnio wariowała... może faktycznie był to powód do zmartwień?
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.