Słaba kondycja ciała, nie sprzyjała długim podróżom, a tym bardziej w powietrzu. Obejmując Laurenta, Nicholas mógł trochę odnieść wrażenie, że gdyby nie to jego wsparcie, czy młody Prewett utrzymałby się na nogach, czy potrzebowaliby zrobić przystanek w deszczu pod parasolem, aby doszedł odrobinę do siebie? Nie miał pojęcia. Dało to Traversowi do zrozumienia, że faktycznie był słaby. A tamten atak śmierciożercy, jeżeli nie miałby żadnej obstawy, mógłby źle się dla niego skończyć. Abraksany dbały o niego, jeżeli chodzi o ochronę. Nicholas stając już nie jeden raz twarzą w twarz z Michaelem, widział tę nieufność względem swojej osoby. Słuszną, co prawda.
Było romantycznie, kiedy tak szli razem w stronę domu, pod parasolem trzymanym przez Traversa. Tak pewnie wyglądało dla Laurenta, szukającego może tych cech w swoim towarzyszu. Dla Nicholasa wyglądało jako przyjacielski gest? Niby to wyglądało jak czułość, ale nie porównywał tego do romantyzmu. Może inaczej interpretował zachowania i cechy? Może kryjąc się za tymi definicjami, nie chciał przyznawać, że tak właśnie wygląda… romantyzm? Nicholas miał dziwne podejście to takich spraw. Unikając ich nazywania. Interpretowania. Chcąc uznawać to jako coś nic nie wartego a zwyczajnego, bo ”każdy tak robi, co w tym złego”?
Tak. Mężczyźni lubią podejmować samodzielnie decyzje. Czy oni nie robili tak samo? Nicholas nie był zdania, że ktoś powinien kierować jego życiem, podejmować za niego decyzje. Jaki z niego byłby mężczyzna? Nie odniósł się do tych słów. Ale wysłuchał ich.
- Nie ma znaczenia. Od razu idzie zrozumieć przekaz.Odpowiedział w sprawie tych wysyłanych wiadomości. Lepiej tak, niż bezpośrednio. Albo odwrotnie. Wszystko jedno, jeżeli nie ma w treści zawartych słów, które nie powinni odczytać osoby trzecie. Choćby w nieprzewidzianym przechwyceniu sowy, któregokolwiek.
W kolejnych jego słowach, nie bardzo wiedział jak się odnieść. Więc postanowił przemilczeć. Był jak chodząca zagadka. Nieprzewidywalna. Niewiele sobą zdradzająca. Nic więc dziwnego, że Laurent często mu się przyglądał. Wyłapywał te drobne cechy, mimikę, reakcje, gesty. Jakby chciał go dobrze poznać. Nicholas musiał jednak uważać, aby za wiele z siebie nie wyciągnąć na wierzch.
Skrzat Laurenta, wysuszył ich ubrania, kiedy znaleźli się wewnątrz posiadłości. Nicholas rozejrzał się, a może i przyglądał jak Prewett zajmuje swoim domowym stworzeniem.
- Nie odmówię. Ale czy Selkie podobno nie piją alkoholu?Zwrócił zaczepnie na ten szczegół uwagę. Nie przeszkadzało mu to, że Laurent nie pił. Nicholas także miał swój umiar, wiedząc jak ta trucizna działa na mózg.
- W połączeniu z kąpielą daje większe ryzyko braku kontroli.
Jak się za dużo wypije, można się utopić. Tego chyba nie chcieli? Biorąc pod uwagę słaby organizm Laurenta. Ale jeżeli zapraszał do wspólnej kąpieli, Nicholas mógłby dołączyć.
- Idź. Poczekam.
Kusząca wizja, ale Nicholas musiał odmówić. Nie chciał stracić kontroli nad tym co robił ze swoimi uczuciami. Nie chciał pójść za daleko. Może innym razem. Na razie zadowalał się tym, że może przebywać z Laurentem i uprawiać seks, co już wystarczająco pozwala na popatrzenie sobie na ciało drugiego, dotykając, masując. Druga sprawa, jest śmierciożercą. Co jeżeli zaklęcie maskujące znak mu zejdzie? A różdżka nie będzie pod ręką? Nie mógł sobie pozwolić na błędy. Nie był też na swoim terenie. Nie u siebie.