Nicholas również zaliczał się do osób preferujących umiar w spożywaniu alkoholu. Nie tylko ze względu na jego działanie, ale w jego przypadku miało to aspekt zdrowotny. Gościnnie nie odmawiał choć jednej szklaneczki dobrego alkoholu, który nie niszczył mu od razu trzeźwego myślenia. Nie mógł jednak pozwolić sobie na nałóg. Prawdą było też, że herbaty nie zawsze pomagały w takich sytuacjach, jak złamane serce. Choć uspokajały, doprowadzały do melancholii, to jednak nie zastąpią czegoś mocniejszego. Mimo to, skoro Rodolphus wspomniał o możliwym upiciu przez kolegę, Travers zaoferował inny napój. A zestaw herbat, jaki posiadał, był prosto od koleżanki z pracy, pracującej jako koroner w Ministerstwie Magii.
Uśmiechnął się lekko na stwierdzenie Rodolphusa, że los nie ma tu nic do rzeczy. A może ma? Robi Nicholasowi pod górkę? Albo sprawdza jego cierpliwość?
- Może i nie. Ale pracuję jakieś dziesięć lat w Komnacie Śmierci. Zgłaszałem już raz swoją kandydaturę, jak tylko zwolniło się stanowisko. Ale nie udało się. Wciąż czekam na okazję.Wiedział, że miał wiele innych możliwości sprawienia, że obecny szef ”zniknie”. To jednak aby mieć szanse na awans, musiałby może pierw zostać jego zastępcą. Piąć się wyżej, małymi krokami. Nie rzucając się za bardzo w oczu drastycznymi metodami. Nicholasowi nie spieszyło się. Jako śmierciożerca, nie wychylał się.
Skoro Rodolphus do niego przyszedł i żeby w kółko nie zadręczał się zachowaniem swojej narzeczonej, Nicholas postanowił też trochę odbić z tematu, nawet dotyczącego jego osoby. Choć miał ostatnio rozmowę z Robertem na jego temat, chciał też coś usłyszeć od niego. W końcu Lestrange sam przyszedł do niego o informacje, miał wątpliwości.
Pytanie jakie mu zadał, zdawało się być tym, przez które sięgnął po butelkę? Może miał jednak taką potrzebę napić się więcej. Nicholas nie miał nic przeciwko temu, żeby mu nalał. Podsunął swoją szklankę. Uniósł brew słysząc, że ów problem sam się rozwiązał. Interesujące, jak szybko zadziałali. Choć wiedział, tutaj mógł przecież udawać. Rodolphus przecież nie miał pojęcia, że to Nicholas był Roberta informatorem.
- Dobrze to słyszeć. Oby więcej nie było takich sytuacji.Odparł, nie ukrywając po sobie zadowolenia tym faktem. Lecz nie odniósł się do bezpieczeństwa samego Mulcibera. Nie zapomni tego spojrzenia, które mogło zwiastować jego obawy o swoje bezpieczeństwo. Tego dnia, kiedy powiedział mu o Rodolphusie. O tych plotkach. Cóż więcej miał dodać? Ujął w dłoń swoją szklankę i upił łyk.