Geraldine nadal nachylała się nad Theseusem. Była przerażona tą całą sytuacją, niby był to bal, powinno być spokojnie, a jej przyjaciel właśnie zaliczał spotkanie pierwszego stopnia z podłogą. - Nie ma żadnych przypadłości, nie widziałam co się stało, ale może ten bóbr miał z tym coś wspólnego...- Była zbyt daleko, żeby dostrzec, co było powodem tego zamieszania. - Czyli będzie żył?- Spytała jeszcze Williama, aby się upewnić. To było najważniejsze.
Nawet nie zauważyła, że Gio przybiegł tu za nią. Zbytnio była zaabsorbowana całą sytuacją, może to nawet lepiej, na pewno nie odmówi jej pomocy w przeniesieniu Thesa w bezpieczne miejsce. Sama pewnie mogłaby mieć z tym trochę problemu, choć może po prostu wolałaby nie rzucać Fletcherem jak workiem ziemniaków przy wszystkich, niektórzy mogliby jeszcze sobie narobić kompleksów widząc jaka jest silna.
Obserwowała Gio, kiedy ten próbował rzucić zaklęcie, aby przenieść Theseusa, najwyraźniej coś poszło nie tak, bo jej przyjaciel nawet nie drgnął. Spojrzała na Gio i wzruszyła ramionami, chyba muszą trzymać się najprostszych metod. Nachyliła się i wsunęła ramię pod rękę przyjaciela, jakoś dociągnie go do krzesła. - Myślę, że sobie z nim poradzę. - Odparła jeszcze do mężczyzn, którzy stali obok i najwyraźniej chcieli jej pomóc.
- Zabiorę Cię na świeże powietrze Thes. - Szepnęła jeszcze do przyjaciela, przynajmniej wokół nie będzie tych wszystkich gapiów, brakowało tylko, żeby w jutrzejszym Proroku znalazły się informacje o tym, że zaniemógł na tym balu. - Oprzyj się o mnie.- Powiedziała jeszcze do przyjaciela i powoli, skoro udało jej się go podnieść ruszyła w stronę wyjścia.
Nie obchodził jej tort, czy tańce, choć miała zamiar zostać królową parkietu, najważniejsze w tym momencie było to, aby wyprowadzić stąd Theseusa i doprowadzić go do stanu jakiejkolwiek używalności. - Co się tam wydarzyło?- Chciała usłyszeć jego wersję wydarzeń.