30.11.2022, 15:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2023, 12:28 przez Brenna Longbottom.)
- Nie jestem pewna - odparła Brenna na pytanie Patricka z wyraźnym wahaniem. Miała pewne problemy z ubraniem w słowa tego, co przychodziło jej do głowy po obserwacji sceny porwania. Dziwnego zachowania porywaczy. Dezorientacji samej Emily. Strach, próby odzyskania dziecka, oczywiście owszem, ale... było w tym coś więcej. Ich twarze. Cholera jasna, dlaczego nie mogła zobaczyć ich twarzy? Jej talent bywał kapryśny, może minęło za wiele czasu albo zrobili coś, by ukryć swoją obecnością... Była jednak wściekła na siebie, bo gdyby mogła podać ich rysopis, szybciej znaleźliby chłopca. Szybciej ukaraliby morderców tej kobiety. - Nie wiem, czy ich znała, ale... mam wrażenie, że wiedziała, dlaczego się pojawili, nie była zaskoczona, że tutaj są, chociaż nie spodziewała się, że spróbują porwać chłopca.
Emily Hill na pewno była w coś wplątana. To był jeden trop. Drugi stanowiłby ojciec dziecka. A może oba się łączyły? Może ojciec nie chciał, by istnienie chłopca wyszło na jaw? Nie, jeżeli to on jej płacił i on porwał chłopca, nie przyszłyby kolejne koperty... Chyba jednak nie chodziło o chłopca.
Odetchnęła... i spróbowała znowu. Za pierwszym razem bezskutecznie.
Miała ochotę przeklinać jak szewc, gdy tym razem widmowidzenie ją zawiodło kompletnie i zobaczyła tylko mgłę. Kiedy krew popłynęła z jej nosa, otarła ją wierzchem dłoni, niecierpliwym gestem. Miała problemy ze wzrokiem, choć nie był to pierwszy raz.
- Czuję się świetnie. Wprost doskonale. Dzień jest dniem straconym, jeśli przynajmniej dwukrotnie nie popłynie mi krew z nosa - powiedziała automatycznie, spoglądając na Patricka. Absurdalna wypowiedź, ale Brennie nie raz zdarzało się mówić, co ślina na język przyniesie, a chyba musiałaby stracić rękę, aby przyznać, że faktycznie coś z nią nie tak. Oczy zresztą powoli odzyskiwały ostrożność widzenia... no dobrze, może jeszcze nie widziała całkiem ostro, ale widziała cokolwiek, to już chyba w porządku.
- Myślałam o szantażu, ale są d w a charaktery pisma. Oni na pewno nie wiedzieli, że zginęła, ale może był ktoś jeszcze? Szantażowała kilka osób? Chociaż nie wiem, po co miałby porywać chłopca... - mruknęła, spoglądając na kopertę na swoich kolanach. Przez chwilę Detektyw zastanawiała się nad tym, czy nie spróbować znowu, skoro jednak te najwyraźniej nosiły za mało "śladów" albo ona po obejrzeniu tego pierwszego widoku sobie nie radziła...
Spróbowała jednak - wbrew słowom Patricka, jeszcze raz.
Wstała i wyszła z kręgu, ale na pewno nie po to, by odpocząć. Mieli możliwości, nawet całkiem liczne. Stare, dobre, tradycyjne śledztwo: rozmawianie z sąsiadami, odwiedziny w pracy, mnóstwo innych rzeczy. Ale to zajmie czas. A jeżeli chłopiec jeszcze żył, do tego czasu nie miał.
Jeśli zaś zginął, to ten, kto bez wahania zamordował Emily Hill i dziecko, mógł dopaść kogoś innego.
Brenna machnęła różdżką w stronę świec.
Widmowidzenie mogło to wszystko przyspieszyć. Chodziło o dziecko. Chodziło o niebezpiecznych szaleńców na ulicach Londynu...
- Muszę sprawdzić na górze. Zabrali go z pokoju - powiedziała i ruszyła w stronę schodów, ciągnąć za sobą świece, by rozstawić z nich kolejny krąg. Do sypialni chłopca. W pobliże szafy, w której kiedyś dzieciak chował się za strasznym potworem.
Emily Hill na pewno była w coś wplątana. To był jeden trop. Drugi stanowiłby ojciec dziecka. A może oba się łączyły? Może ojciec nie chciał, by istnienie chłopca wyszło na jaw? Nie, jeżeli to on jej płacił i on porwał chłopca, nie przyszłyby kolejne koperty... Chyba jednak nie chodziło o chłopca.
Odetchnęła... i spróbowała znowu. Za pierwszym razem bezskutecznie.
Miała ochotę przeklinać jak szewc, gdy tym razem widmowidzenie ją zawiodło kompletnie i zobaczyła tylko mgłę. Kiedy krew popłynęła z jej nosa, otarła ją wierzchem dłoni, niecierpliwym gestem. Miała problemy ze wzrokiem, choć nie był to pierwszy raz.
- Czuję się świetnie. Wprost doskonale. Dzień jest dniem straconym, jeśli przynajmniej dwukrotnie nie popłynie mi krew z nosa - powiedziała automatycznie, spoglądając na Patricka. Absurdalna wypowiedź, ale Brennie nie raz zdarzało się mówić, co ślina na język przyniesie, a chyba musiałaby stracić rękę, aby przyznać, że faktycznie coś z nią nie tak. Oczy zresztą powoli odzyskiwały ostrożność widzenia... no dobrze, może jeszcze nie widziała całkiem ostro, ale widziała cokolwiek, to już chyba w porządku.
- Myślałam o szantażu, ale są d w a charaktery pisma. Oni na pewno nie wiedzieli, że zginęła, ale może był ktoś jeszcze? Szantażowała kilka osób? Chociaż nie wiem, po co miałby porywać chłopca... - mruknęła, spoglądając na kopertę na swoich kolanach. Przez chwilę Detektyw zastanawiała się nad tym, czy nie spróbować znowu, skoro jednak te najwyraźniej nosiły za mało "śladów" albo ona po obejrzeniu tego pierwszego widoku sobie nie radziła...
Spróbowała jednak - wbrew słowom Patricka, jeszcze raz.
Wstała i wyszła z kręgu, ale na pewno nie po to, by odpocząć. Mieli możliwości, nawet całkiem liczne. Stare, dobre, tradycyjne śledztwo: rozmawianie z sąsiadami, odwiedziny w pracy, mnóstwo innych rzeczy. Ale to zajmie czas. A jeżeli chłopiec jeszcze żył, do tego czasu nie miał.
Jeśli zaś zginął, to ten, kto bez wahania zamordował Emily Hill i dziecko, mógł dopaść kogoś innego.
Brenna machnęła różdżką w stronę świec.
Widmowidzenie mogło to wszystko przyspieszyć. Chodziło o dziecko. Chodziło o niebezpiecznych szaleńców na ulicach Londynu...
- Muszę sprawdzić na górze. Zabrali go z pokoju - powiedziała i ruszyła w stronę schodów, ciągnąć za sobą świece, by rozstawić z nich kolejny krąg. Do sypialni chłopca. W pobliże szafy, w której kiedyś dzieciak chował się za strasznym potworem.
Rzut Z 1d100 - 1
Krytyczna porazka
Krytyczna porazka
Rzut Z 1d100 - 83
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.