15.02.2024, 17:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2024, 18:33 przez Erik Longbottom.)
Rodzeństwo Longbottomów było do siebie w gruncie rzeczy podobne na wielu płaszczyznach. Mieli podobne poglądy, podobne morale, jednak to ich taktyka rozwiązywania problemów ich od siebie odróżniała. Poza tym Erik uchodził za tego bardziej ufnego. Był jedną z tych osób, która nawet w najgorszych momentach trzymała się tej jednej cząstki dobra i świata, dbając, aby nie zgasła. Może to on podtrzymywał ją w swojej siostrze w tych trudnych czasach?
Zdziwiona mina zstąpiła na twarz młodego dziedzica, gdy niespodziewanie w jego uścisku zamiast dłoni Samuela znalazła się heblarka. Zamrugał parę razy, nie bardzo wiedząc, co miało to oznaczać. Próbował go wypędzić? Musiał wiedzieć, że Erik nie miał bladego pojęcia o stolarstwie i równie szybko się znudzi, co i zacznie frustrować. A może był to jakiś test? Sprawdzał, czy jest zdolny do czegokolwiek poza czczą gadaniną?
W jego oczach pojawił się błysk zrozumienia. Nie test, a wyzwanie. Pokręcił powoli głową, śmiejąc się przy tym nerwowo, jakby Sam właśnie opowiedział najlepszy żart pod słońcem. Ścisnął niepewnie heblarkę, ważąc ją w dłoni i studiując jej kształt. Do tej pory jego praca z drewnem ograniczała się do rąbania kłód drewna na opał i dorzucania ich do kominka. Odnosił jednak wrażenie, że heblowanie wymagało nieco więcej skupienia. Jak to mówią, w życiu trzeba było wszystkiego spróbować chociaż raz, więc... Czemu nie?
— Gwarantowana, mówisz? W porządku, trzymam za słowo — odparł z pozorną lekkością, obracając narzędzie w dłoniach. Oglądał je dokładnie z każdej strony, jakby przynajmniej było jedną ze szklanych kul służących do wróżenia. Pierwszy raz miał w dłoni heblarkę, jednak niekoniecznie chciał się do tego przyznawać. Duma mu nie pozwalała. Poza tym to przecież nie mogło być takie trudne. — Jeśli nie przeżyję... — zawiesił dramatycznie głos, podchodząc do bloku drewna jak do jeża. — Cóż, Brenna będzie wiedziała co robić.
Rzucił sztruksową koszulę na bok, odsłaniając biały bezrękawnik w pełnej okazałości, po czym wziął się do roboty. Erik rzadko kiedy siedział cicho, jednak to... Zmusiło go do poświęcenia pełnej uwagi drewnu. Jeśli o to mu chodziło, to jest cholernym geniuszem, pomyślał przelotnie. Miał nadzieję, że nie zdradzi tej tajemnicy jego siostrze. Zerkał co rusz w stronę Samuela, jednak bynajmniej nie tylko po to, aby po prostu sobie na niego popatrzeć, a po to, aby podejrzeć jego własną technikę. Szukał wskazówek, trików, jakie sam mógłby zastosować, powoli pracując nad powierzonym mu zadaniem.
Zdziwiona mina zstąpiła na twarz młodego dziedzica, gdy niespodziewanie w jego uścisku zamiast dłoni Samuela znalazła się heblarka. Zamrugał parę razy, nie bardzo wiedząc, co miało to oznaczać. Próbował go wypędzić? Musiał wiedzieć, że Erik nie miał bladego pojęcia o stolarstwie i równie szybko się znudzi, co i zacznie frustrować. A może był to jakiś test? Sprawdzał, czy jest zdolny do czegokolwiek poza czczą gadaniną?
W jego oczach pojawił się błysk zrozumienia. Nie test, a wyzwanie. Pokręcił powoli głową, śmiejąc się przy tym nerwowo, jakby Sam właśnie opowiedział najlepszy żart pod słońcem. Ścisnął niepewnie heblarkę, ważąc ją w dłoni i studiując jej kształt. Do tej pory jego praca z drewnem ograniczała się do rąbania kłód drewna na opał i dorzucania ich do kominka. Odnosił jednak wrażenie, że heblowanie wymagało nieco więcej skupienia. Jak to mówią, w życiu trzeba było wszystkiego spróbować chociaż raz, więc... Czemu nie?
— Gwarantowana, mówisz? W porządku, trzymam za słowo — odparł z pozorną lekkością, obracając narzędzie w dłoniach. Oglądał je dokładnie z każdej strony, jakby przynajmniej było jedną ze szklanych kul służących do wróżenia. Pierwszy raz miał w dłoni heblarkę, jednak niekoniecznie chciał się do tego przyznawać. Duma mu nie pozwalała. Poza tym to przecież nie mogło być takie trudne. — Jeśli nie przeżyję... — zawiesił dramatycznie głos, podchodząc do bloku drewna jak do jeża. — Cóż, Brenna będzie wiedziała co robić.
Rzucił sztruksową koszulę na bok, odsłaniając biały bezrękawnik w pełnej okazałości, po czym wziął się do roboty. Erik rzadko kiedy siedział cicho, jednak to... Zmusiło go do poświęcenia pełnej uwagi drewnu. Jeśli o to mu chodziło, to jest cholernym geniuszem, pomyślał przelotnie. Miał nadzieję, że nie zdradzi tej tajemnicy jego siostrze. Zerkał co rusz w stronę Samuela, jednak bynajmniej nie tylko po to, aby po prostu sobie na niego popatrzeć, a po to, aby podejrzeć jego własną technikę. Szukał wskazówek, trików, jakie sam mógłby zastosować, powoli pracując nad powierzonym mu zadaniem.
(Rzemiosło) Jak super Erik sobie radzi z heblowaniem?
Im wyższy wynik, tym lepiej.
Im wyższy wynik, tym lepiej.
Rzut T 1d100 - 25
Akcja nieudana
Akcja nieudana
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞