15.02.2024, 17:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2024, 21:01 przez Samuel McGonagall.)
Samuel jak gdyby nigdy nic udał się do swojej parcianej torby na narzędzia (nigdy nie miał potrzeby jej mieć, a żal mu było zdecydowanie zarobiony grosz wydawać na coś tak niepraktycznego jak torba, skoro kto wie, może jeszcze przed zimą udałoby mu się powrócić do leśniczówki?) i wyciągnął z niej węgielek i niewielką metalową rurkę, której zęby nagle naostrzyły się po przejechaniu dłonią i rozproszeniu zaklęcia. Uch, transmutacja była jego konikiem, a używał jej do tak prymitywnej sprawy, jak modyfikacja narzędzi ku większej kompaktowości...
Tak czy inaczej, zabrał się za robienie modelowego odrysu, od którego później każda sztachetka miała być profilowana. Wyszedł mu całkiem niezły łuk, powstrzymał się od wymyślania dodatkowych żłobień – chciał trzymać się prostoty, bo tak naprawdę już marzył mu się mały rozklekotany domek ogrodnika.
Wszystkie meble były w nim zbutwiałe i ponad wszelką wątpliwość w belce stropowej zagnieździł się robak, co stanowiło kolejne wyzwanie, aby go znaleźć, bo skurczypiórki były kurewsko trudne do wykrycia nawet przy użyciu zaklęć.
Już się obrócił do Erika, by mu o tym powiedzieć, ale zamiast tego parsknął śmiechem, gdy zobaczył jak strug ślizga mu się po drewnie, czyniąc nieznaczne szkody desce, a chyba większe na ego początkującego rzemieślnika. Samuel szybko się podniósł z kolan pozostawiając swoją,robotę i zamiast
zalać dziedzica falą drwin, obszedł deskę i stając po drugiej jej stronie zatrzymał bez trudu heblownicę w połowie drogi. Nie była to szkoda, której nie dało się odrobić. Nie była to w połowie spiłowana deska, której już nie dało się na płot odratować.
– Ręce odwrotnie. – powiedział uśmiechając się zaskakująco życzliwie do Erika, to była mina zarezerwowana wcześniej dla Ponuraka, ale teraz błękitne oczy Samuela aż iskrzyły rozbawieniem ale też komfortem wspólnego zajęcia. Nie mógł uczyć kóz, a przecież lubił, lubł to robić.
– Jesteś dobrym obserwatorem, nie przewidziałeś tylko, że inna ręka jest u mnie dominująca. Tu na drążku, to jest w ogóle nos struga, w każdym razie tu dajesz słabszą rękę, bo ona ma prowadzić. – za słowami poszedł czyn i ująwszy jego lewą dłoń osadził ją na "nosie" narzędzia, trochę poprawiając uchwyt swoją prawą - słabszą dłonią. Okazało się, że profil uchwytu nawet wygodniejszy jest pod lewą rękę. Erik miał szansę wyczuć wgłębienie idealnie pasujące pod kciuk.
– Całe skupienie musisz przekierować na odbój, tu za ostrzem, od drugiej strony. – i znów swoją lewą ręką ustawił jego prawą na tylniej części narzędzia i akuratny do tej roboty nacisk, by mu pokazać, o jaką siłę chodzi. – To jedyna trudność, ten nacisk musi być taki sam, a ruch odpowiednio długi, by nie skończyć za szybko. To może uszkodzić drewno, a tego byśmy nie chcieli. – nie było krytyki w jego oczach gdy patrzył na lekko zmasakrowaną już deskę. Pierwsze koty za płoty, jak to mówili ludzie w miasteczku. – Gdy wracasz, masz chwile odpoczynku. Są strugi, które działają na pych i ciąg, ale to nie jest jeden z nich. Chodź... pokaże Ci, najlepiej jest to po prostu poczuć w dłoniach.
I nim Erik zdążył jakkolwiek zareagować, Sam z tym samym łagodnym uśmiechem, położył swoje dłonie na jego, nienawykłych do pracy, ale chętnych do wyzwań, po czym dociskając odbój przesunął strug płynnym ruchem, rzeczywiście utrzymując jednakowy nacisk cały czas, wspólnie naprawiali wyrządzone wcześniej szkody.
Tak czy inaczej, zabrał się za robienie modelowego odrysu, od którego później każda sztachetka miała być profilowana. Wyszedł mu całkiem niezły łuk, powstrzymał się od wymyślania dodatkowych żłobień – chciał trzymać się prostoty, bo tak naprawdę już marzył mu się mały rozklekotany domek ogrodnika.
Wszystkie meble były w nim zbutwiałe i ponad wszelką wątpliwość w belce stropowej zagnieździł się robak, co stanowiło kolejne wyzwanie, aby go znaleźć, bo skurczypiórki były kurewsko trudne do wykrycia nawet przy użyciu zaklęć.
Już się obrócił do Erika, by mu o tym powiedzieć, ale zamiast tego parsknął śmiechem, gdy zobaczył jak strug ślizga mu się po drewnie, czyniąc nieznaczne szkody desce, a chyba większe na ego początkującego rzemieślnika. Samuel szybko się podniósł z kolan pozostawiając swoją,robotę i zamiast
zalać dziedzica falą drwin, obszedł deskę i stając po drugiej jej stronie zatrzymał bez trudu heblownicę w połowie drogi. Nie była to szkoda, której nie dało się odrobić. Nie była to w połowie spiłowana deska, której już nie dało się na płot odratować.
– Ręce odwrotnie. – powiedział uśmiechając się zaskakująco życzliwie do Erika, to była mina zarezerwowana wcześniej dla Ponuraka, ale teraz błękitne oczy Samuela aż iskrzyły rozbawieniem ale też komfortem wspólnego zajęcia. Nie mógł uczyć kóz, a przecież lubił, lubł to robić.
– Jesteś dobrym obserwatorem, nie przewidziałeś tylko, że inna ręka jest u mnie dominująca. Tu na drążku, to jest w ogóle nos struga, w każdym razie tu dajesz słabszą rękę, bo ona ma prowadzić. – za słowami poszedł czyn i ująwszy jego lewą dłoń osadził ją na "nosie" narzędzia, trochę poprawiając uchwyt swoją prawą - słabszą dłonią. Okazało się, że profil uchwytu nawet wygodniejszy jest pod lewą rękę. Erik miał szansę wyczuć wgłębienie idealnie pasujące pod kciuk.
– Całe skupienie musisz przekierować na odbój, tu za ostrzem, od drugiej strony. – i znów swoją lewą ręką ustawił jego prawą na tylniej części narzędzia i akuratny do tej roboty nacisk, by mu pokazać, o jaką siłę chodzi. – To jedyna trudność, ten nacisk musi być taki sam, a ruch odpowiednio długi, by nie skończyć za szybko. To może uszkodzić drewno, a tego byśmy nie chcieli. – nie było krytyki w jego oczach gdy patrzył na lekko zmasakrowaną już deskę. Pierwsze koty za płoty, jak to mówili ludzie w miasteczku. – Gdy wracasz, masz chwile odpoczynku. Są strugi, które działają na pych i ciąg, ale to nie jest jeden z nich. Chodź... pokaże Ci, najlepiej jest to po prostu poczuć w dłoniach.
I nim Erik zdążył jakkolwiek zareagować, Sam z tym samym łagodnym uśmiechem, położył swoje dłonie na jego, nienawykłych do pracy, ale chętnych do wyzwań, po czym dociskając odbój przesunął strug płynnym ruchem, rzeczywiście utrzymując jednakowy nacisk cały czas, wspólnie naprawiali wyrządzone wcześniej szkody.
chodź, pokaże Ci
Rzut Z 1d100 - 72
Sukces!
Sukces!