15.02.2024, 19:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2024, 19:30 przez Bard Beedle.)
bo oczywiście zapomniawszy się podpisać w pierwszym poście.
Barda prowadzi Samuel M.
Barda prowadzi Samuel M.
–Mój drogi... – ton, którego użyła jednoznacznie wskazywał, że ona już swoje wie i nie zamierza tak łatwo odpuszczać. A skoro już dostała się do środka... Przypominała sobą te wszystkie przekupki, albo kolejkę w lecznicy... Była kobietą, która uważała, że świat zbawi mówieniem (i to zdecydowanie mówieniem o sobie), a że część z jej psiapsiółek najprawdopodobniej nie żyła, sąsiad też był dobrym obiektem ataku konwersacji.
– ... przecież widzę, że coś Ci jest. – powiedziała po Bardzo Głębokim Wdechu, który sugerował paliwo dla Bardzo Dużej Ilości Słów, mającej nastąpić zaraz po nim. – Mój świętej pamięci drugi mąż Ludwik też zawsze zwalał na pracę, a potem praca zwaliła się na niego i już nie było co zbierać z Ludwika. Był architektem rozumiesz mój drogi sąsiedzie, a żadne zaklęcia leczące nie pomogą, gdy zostanie z Ciebie mokra plama po bliskim spotkaniu z marmurową płytą. Na prawdę nie rozumiem, jak mogli oddać przenoszenie tego stażystom, przecież te dzieciaki po Hogwarcie kompletnie nic nie potrafią, a tu taka odpowiedzialna funkcja. Ponoć ich było trzech i każdy z nich w inny sposób zawiódł, ja jeszcze wtedy nie kładłam kart, jestem przekonana, że karty by mi powiedziały o tej tragedii, żebym mogła go ostrzec, chociaż i tak nie wiem, czy by posłuchał, bywał bardzo uparty i proszę jak skończył? Niewesoło zupełnie, nie chciej kochanieńki żeby Ciebie spotkał ten los już jaaa się Tobą zaopiekuję. – zakończyła stojąc bardzo blisko i nagle, nieoczekiwanie, zupełnie jakby te słowa nie były ułomnością jej starczego umysłu a właśnie fintą mającą zmylić czujne, acz zatkane obecnie zmysły Neila, szpony zakończone barwnymi paznokciami zatopiły się w kapeluszu, i zdjęły go.
– Och– powiedziała tylko wyraźnie zbita z pantałyku.
– Czy... czy on wyrósł tylko na głowie, czy użyłeś tego szamponu również na innych włosach? – spojrzała wymownie między nogi sąsiada, choć trochę sceptycznie, bo raz, że taki kaktus przecieżby go sążniście bolał, a dwa, że odznaczałby się przecież na krzywiźnie spodni. Pomimo absurdu tego spotkania jednak... najwidoczniej sąsiadka była na tyle doświadczona, że znała źródło problemu. Kto wie, może znała i jego rozwiązanie?