15.02.2024, 19:45 ✶
Widziała, że coś mu jest? Przecież... kaszl ...wszystko... kaszl ...było... kaszl w porządku...
Wsparł się solidniej o szafkę i słuchaj jej, kiwając głową i próbując walczyć z drapaniem gardła, które z każdą chwilą było mocniejsze. Jej opowieść powoli wydawała się być coraz bardziej mętna i podejrzana, w końcu jak to tak umrzeć? Co z tą firmą? W sumie jak jego wina? Nie, stażystów.
-Po Hogwarcie najgorsi...-odchrząknął jej kiwając głową, choć raczej nie przerwało to jej monologu, którego słuchał dalej i dalej, a wraz z wirowaniem w głowie, gubił coraz więcej sylab. Mrucząc jej potakującą w odpowiedziach. Może powinien jej powiedzieć? Czy by mu uwierzyła? Sam nie wiedział, ale też mówić nie chciał specjalnie, wolałby żeby wyszła, aby on mógł się zająć sobą i sytuacją, bo dzisiaj chyba się kaktusa nie pozbędzie, jak ma takie problemy z oddychaniem. Mdleć na środku ulicy mu nie do końca pasowało.
Wzdrygnął się, machną na opak ręką za kapeluszem i zaraz skojarzył o czym kobieta mówiła. No tak... kaktus. Skąd wiedziała? Zaraz, to było oczywiste skąd, przecież kapelusz ani trochę nie leżał mu dobrze na głowie. Nie spodziewał się jednak też tego, że kobieta rozpozna powód jego problemu.
Zmarszczył brwi, spojrzał w dół i przestąpił w nogi na nogę, ustawiając się trochę bokiem do niej.
-Mój kaktus, dobrze.-zaraz, co on mówił właściwie?-Wie Pani, pójdę okno otworzyć...-zachrypiał i ruszył w głąb mieszkania, do okien w pokoju, aby otworzyć wszystkie, jakie się dało, nawet nie przejmując się, że porywisty wiatr może pchnąć drzwiczki, co stłuką wazon z kwiatami. Po prostu ciężko mu się oddychało, bardzo ciężko.
Wsparł się solidniej o szafkę i słuchaj jej, kiwając głową i próbując walczyć z drapaniem gardła, które z każdą chwilą było mocniejsze. Jej opowieść powoli wydawała się być coraz bardziej mętna i podejrzana, w końcu jak to tak umrzeć? Co z tą firmą? W sumie jak jego wina? Nie, stażystów.
-Po Hogwarcie najgorsi...-odchrząknął jej kiwając głową, choć raczej nie przerwało to jej monologu, którego słuchał dalej i dalej, a wraz z wirowaniem w głowie, gubił coraz więcej sylab. Mrucząc jej potakującą w odpowiedziach. Może powinien jej powiedzieć? Czy by mu uwierzyła? Sam nie wiedział, ale też mówić nie chciał specjalnie, wolałby żeby wyszła, aby on mógł się zająć sobą i sytuacją, bo dzisiaj chyba się kaktusa nie pozbędzie, jak ma takie problemy z oddychaniem. Mdleć na środku ulicy mu nie do końca pasowało.
Wzdrygnął się, machną na opak ręką za kapeluszem i zaraz skojarzył o czym kobieta mówiła. No tak... kaktus. Skąd wiedziała? Zaraz, to było oczywiste skąd, przecież kapelusz ani trochę nie leżał mu dobrze na głowie. Nie spodziewał się jednak też tego, że kobieta rozpozna powód jego problemu.
Zmarszczył brwi, spojrzał w dół i przestąpił w nogi na nogę, ustawiając się trochę bokiem do niej.
-Mój kaktus, dobrze.-zaraz, co on mówił właściwie?-Wie Pani, pójdę okno otworzyć...-zachrypiał i ruszył w głąb mieszkania, do okien w pokoju, aby otworzyć wszystkie, jakie się dało, nawet nie przejmując się, że porywisty wiatr może pchnąć drzwiczki, co stłuką wazon z kwiatami. Po prostu ciężko mu się oddychało, bardzo ciężko.