15.02.2024, 20:33 ✶
— Mówię całkowicie szczerze, panno Wood — odparł nieco ostrzej, niż zamierzał z nachmurzoną miną. — Nienawidzę takich miejsc. I obawiam się, że nic się w tej kwestii nie zmieni w ciągu kilku najbliższych godzin, więc radziłbym uzbroić się w duże ilości cierpliwości. — Wzniósł oczy ku niebu, gdy rudowłosa Brygadzistka próbowała zwizualizować sobie, ile to dwa metry. — To tyle ile mam wzrostu minus pięć centymetrów.
Oczywiście, że wykorzystał okazję, żeby dodać sobie kilka centymetrów. Odebrał od Dory swoją porcję eliksiru wiggenowego i wkroczył w ciemność chwilę po Morfeuszu i Brennie. Czy kamień spadł mu z serca, gdy okazało się, że jaskinia była nieco większa niż zakładali? Czy wszystkie wątpliwości wyparowały z jego głowy? Nie, oczywiście, że nie! Faktycznie, wymiary tunelu mogły przewyższać ich początkowe szacunki, jednak wcale nie sprawiły, że Erika ogarnął spokój. Kroki stawiał z mniejszą pewnością siebie i zerkał nerwowo przez ramię, rzucając tęskne spojrzenie ku światłu powierzchni.
To musiał być jakiś spisek. Ledwie dzień wcześniej praktycznie wepchnął Geraldine Yaxley do leża błotoryja-giganta, a teraz z własnej woli schodził pod ziemię. To musiał być cholerny znak od losu, pomyślał, ściskając mocniej rączkę swojej różdżki. Paranoja, czysta paranoja. No, ale przecież nie mógł zawrócić. Był aktywnym członkiem Zakonu Feniksa, a to wiązało się z pewnymi zobowiązaniami. A jednak odmówienie udziału w misji na podstawie lęku przed małymi przestrzeniami mogło nie zostać uznane za wystarczający powód do odmowy wykonania rozkazu przez Albusa Dumbledore'a.
— Wydaje ci się. To miejsce nie miało być czasem opuszczone? — rzucił do Heather bez większego namysłu, nie zatrzymując się. — Myślałem, że jesteśmy tu po to, żeby ich uprzedzić, dopóki nie wiedzą o tym miejscu.
Może źle zrozumiał komunikat dowództwa Zakonu? Może już wszystko mu się mieszało w głowie po ostatnich tygodniach? Może faktycznie potrzebował urlopu w Lecznicy Dusz, żeby to wszystko sobie poukładać i... Skąd tu się wzięły papierosy?, pomyślał zaalarmowany, gdy pośród grudek ziemi wypatrzył znajomy kształt tekturowego opakowania. Zmarszczył brwi. Czy faktycznie mogli przybyć za późno?
Erik przykląkł na jedno kolano, udając, że poprawia wiązanie buta, aby zaraz zgarnąć przy okazji paczkę z ziemi. Przyjrzał się zawiniątku, starając się określić, czy zna markę lub rodzaj papierosów. Następnie zgniótł opakowanie w dłoni i ruszył w dalszą drogę, zwalniając nieco kroku.
— Wood? Nie ociągaj się — rzucił, przystając na moment. Spróbował złapać z nią kontakt wzrokowy i poczekał, aż zrówna się z nim, zanim ruszył dalej. — Zerknij.
Wepchnął jej w rękę paczkę papierosów, uważnie obserwując jej reakcję. Może jednak Ruda miała rację?
Oczywiście, że wykorzystał okazję, żeby dodać sobie kilka centymetrów. Odebrał od Dory swoją porcję eliksiru wiggenowego i wkroczył w ciemność chwilę po Morfeuszu i Brennie. Czy kamień spadł mu z serca, gdy okazało się, że jaskinia była nieco większa niż zakładali? Czy wszystkie wątpliwości wyparowały z jego głowy? Nie, oczywiście, że nie! Faktycznie, wymiary tunelu mogły przewyższać ich początkowe szacunki, jednak wcale nie sprawiły, że Erika ogarnął spokój. Kroki stawiał z mniejszą pewnością siebie i zerkał nerwowo przez ramię, rzucając tęskne spojrzenie ku światłu powierzchni.
To musiał być jakiś spisek. Ledwie dzień wcześniej praktycznie wepchnął Geraldine Yaxley do leża błotoryja-giganta, a teraz z własnej woli schodził pod ziemię. To musiał być cholerny znak od losu, pomyślał, ściskając mocniej rączkę swojej różdżki. Paranoja, czysta paranoja. No, ale przecież nie mógł zawrócić. Był aktywnym członkiem Zakonu Feniksa, a to wiązało się z pewnymi zobowiązaniami. A jednak odmówienie udziału w misji na podstawie lęku przed małymi przestrzeniami mogło nie zostać uznane za wystarczający powód do odmowy wykonania rozkazu przez Albusa Dumbledore'a.
— Wydaje ci się. To miejsce nie miało być czasem opuszczone? — rzucił do Heather bez większego namysłu, nie zatrzymując się. — Myślałem, że jesteśmy tu po to, żeby ich uprzedzić, dopóki nie wiedzą o tym miejscu.
Może źle zrozumiał komunikat dowództwa Zakonu? Może już wszystko mu się mieszało w głowie po ostatnich tygodniach? Może faktycznie potrzebował urlopu w Lecznicy Dusz, żeby to wszystko sobie poukładać i... Skąd tu się wzięły papierosy?, pomyślał zaalarmowany, gdy pośród grudek ziemi wypatrzył znajomy kształt tekturowego opakowania. Zmarszczył brwi. Czy faktycznie mogli przybyć za późno?
Erik przykląkł na jedno kolano, udając, że poprawia wiązanie buta, aby zaraz zgarnąć przy okazji paczkę z ziemi. Przyjrzał się zawiniątku, starając się określić, czy zna markę lub rodzaj papierosów. Następnie zgniótł opakowanie w dłoni i ruszył w dalszą drogę, zwalniając nieco kroku.
— Wood? Nie ociągaj się — rzucił, przystając na moment. Spróbował złapać z nią kontakt wzrokowy i poczekał, aż zrówna się z nim, zanim ruszył dalej. — Zerknij.
Wepchnął jej w rękę paczkę papierosów, uważnie obserwując jej reakcję. Może jednak Ruda miała rację?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞