Moja rodzina była specyficzna. Ojca nigdy nie było w domu, matki również. Siostra też była sama dla siebie, ale nigdy nie brakowało mi ciepłych relacji, przywiązań i tej nitki porozumienia. Z mamą było odrobinę inaczej, bo starała się nas wszystkich chronić zbyt mocno. Narzucała nam swoją wolę, a zwłaszcza mi. Chciała, abym była blisko niej, abym podążyła w jej ślady, a nie w ślady ojca. Wystarczyło, że moja starsza siostra poszła za ojcem, nie chciała jeszcze stracić mnie. Czułam to, ale to przynosiło odwrotny efekt niż oczekiwała.
Jeśli chodziło o moją wiedzę o życiu to była ona dosyć spora. Może wyglądałam niewinnie, uroczo, byłam beztroska, ale widziałam swoje, podróżowałam sporo, poznałam ogrom ludzi i zyskałam również wrogów. Zdobyłam sporą wiedzę na temat roślin i zwierząt. Miałam nadzieję, że Geraldine będzie zachwycona ze współpracy ze mną.
– Mnie to ciekawi. Chętnie dowiedziałabym się, co sprawia, że inna osoba mnie nie lubi, co robię, że mną gardzi. To jest fascynujące – odparłam – Jasne. Byłam w wielu miejscach na świecie – uśmiechnęłam się do niej promiennie i zaczęłam wspinać.
W pewnym momencie musiałyśmy się zabezpieczyć przed upadkiem. Odkąd zmarł mój ojciec miałam większy dystans do takich wspinaczek, ale nie bałam się. Nie chciałam odczuwać strachu, nie chciałam, aby miał nade mną władzę. W końcu dotarliśmy w okolice leża hipogryfa. Nie chciałam mu zrobić krzywdy, ale razem z Yaxley powinno pójść jak z płatka.
– Jak się do tego zabieramy? – zapytałam szeptem.