Skinął mu głową wpatrując się w niego intensywnie, może odrobinę zbyt nachalnie. Nie miał zbyt wielu okazji do tego, aby poznać lepiej brata Brenny nawet jeśli byli mniej więcej w tym samym wieku. Paskuda zdecydowanie łatwiej wpadała w pamięć, nie pozwalała o sobie zapomnieć i była cholernie nachalna. Lubił w niej to, że nie była typową cizią z wyższych sfer, a konkretną kobietą, z którą można było potańczyć, a także poobijać jakichś nieodpowiednich typów.
– Ja mogę oficjalnie powiedzieć, że palę zawsze, ale w każdym momencie mogę rzucić – czy było to kłamstwo? Nie wiedział, ale każde kłamstwo powtarzane wiele razy staje się w końcu prawdą, nie?
Zauważył jego zmartwienie, smutek, a może zmęczenie tym miejsce? Nie wiedział jak określić jego melancholijny humor, ale nie należał do osób zdecydowanie wesołych w tym momencie. Był nostalgiczny, czyżby tak mocno tęsknił za siostrą? Może się o nią martwił? Ale kto się martwi o Brenne? Ona poradzi sobie wszędzie i z każdym. Zdecydowanie nie był w stanie zrozumieć tego westchnienia jakim skomentował odejście Paskudy z tej imprezy. Vincent doskonale wiedział, że nie przepadała za takimi imprezami, jeszcze kilka lat temu sam się z nią z jednej wymknął. Robiła to teraz rzadziej, zostawała dłużej, a Prewett nadal był sobą i nadal równie szybko zwijał się z miejsc, w których jego brat mógł mu znaleźć partnerkę na całe życie.
– No, zdecydowanie mniej papierkowej roboty. Prędzej by mi te smoczogniki je spaliły niż bym cokolwiek napisał – zażartował. – Czasem się zdarzy, że muszę ogarnąć jakieś dokumenty, ale można powiedzieć, że pracuję sam na siebie i nikt mi nie rozkazuje. U mnie w rodzinie raczej rzadko wypełniamy rozkazy innych, więc nie odnalazłbym się w Ministerstwie – wyjaśnił.
Przekrzywił lekko głowę. Tak, nie raz widział jego fotografię w gazecie. Vincent zdecydowanie unikał rozgłosu. Jego brat sam pchał się na świeczniki wszelkich intryg i informacji o jakichś imprezach. Uwielbiał pokazywać się na aukcjach cennych dzieł sztuki, udzielać się charytatywnie byle tylko o nim mówili, a Vincent? Cóż, uciekał przed dziennikarzami, zdjęciami i wywiadami. Nie był do tego stworzony i nigdy nie będzie. Robił wszystko na przekór wszystkim, ale był wierny jak pies, nigdy nikogo nie zdradził.
– Ja unikam rozgłosu. Nie nadaję się do rozmów z dziennikarzami i nawet jeśli ktoś uważa, że dobrze wyglądam nie dam się usidlić na zdjęciu w gazecie. To nie dla mnie – zaciągnął się papierosem. – Mój brat za to kocha być w centrum uwagi. Osobowość narcystyczna – wyjaśnił i wypił swój drink jednym haustem. Chrząknął zsuwając się ze stołka.
– Nie znam tu nikogo. Brat mnie tu zaciągnął i zapewne szuka mi żony wśród Potterów, albo wśród zaproszonych gości – wzruszył ramionami dopalając do końca papierosa – Chodźmy się zabawić. Nie usiedzę za długo na jednym miejscu – kiwnął na niego głową. – Na co masz siły i na co ochotę? Tylko nie mów, że sen. Noc jest jeszcze młoda – wyszczerzył się łobuzersko. Chciał też Erika rozbujać, widział jak błądził myślami wokół czegoś, co zdecydowanie zabawą nie było.