Nie, nie spojrzała na niego z pogardą, ani zawodem, ani dezaprobatą. Nie lubiła pijanych mężczyzn o czym mu mówiła, ale nie była w stanie mu też zabronić picia, gdy robił to raczej rzadziej w ostatnim czasie. Nie raz oboje byli pod wpływem i robili szalone rzeczy. Teraz jednak liczyła, że ograniczy ten alkohol. Bała się porodu, o czym mu nie mówiła, bała się, że jak będzie już miała rodzić, go przy niej nie będzie. Zawsze radziła sobie sama, ale nie wiedziała jak ta samotność wpłynie na nią, gdy będzie musiała urodzić jego dziecko. Zacisnęła palce na swoich udach i uśmiechnęła się niepewnie, delikatnie słabo i z cichym westchnięciem. Odwróciła na chwilę wzrok patrząc na świnkę morską, która była rzekomo kotem. Nie była w stanie tak szybko się otworzyć, nie była w stanie być ciepła, gdy zawsze posądzano ją o bycie Królową Lodu i miała skromną nadzieję, że Perseus się tym nie zrazi. Lęk, że nawet on ją odrzuci powodował, że nie potrafiła być w pełni sobą w jego towarzystwie, bo chciała spełnić jego oczekiwania, aby wyrwać się z tego patosu w jakim do tej pory żyła.
– Nie jesteś żałosny, w porównaniu do tego, co widziałam u moich byłych mężów ty zachowujesz się dostojnie – uśmiechnęła się lekko spoglądając mu w oczy – Ale proszę, abyś nie robił tego za często. – przemyślała to jak to zabrzmiało, więc dodała jeszcze szybciutko – Nie chce ci zabraniać niczego, ale po prostu alkohol powoduje brak kontroli, a w tym momencie nie chce, aby żadne z nas ją straciło – odparła czując jak coś ściska się jej na szyi, sprawia, że jej umysł zachodzi strachem, ale nie dała tego po sobie poznać. Idealna kłamczucha, nie?
– Mój wieczór? – uniosła brwi ku górze, a potem schyliła się i spod stolika kawowego wyciągnęła list, który wręczyła Perseusowi – Od twojej matki. Wspomniała o tym, że twoja poprzednia żona… jakby to ująć… usunęła ciążę? – zagryzła nerwowo wargę czując jak zalewa ją stres, którego dawno nie czuła. Bała się tego, że Perseus się wścieknie i tę wściekłość przeniesie na nią, a ona nie była łagodną kobietą.