Jak właściwie osiągało się karierę sportową? Ćwiczenia, tak. Odpowiednie koneksje, dojścia, żeby cię sponsorowali, żeby było cię stać na najlepszy sprzęt, na wynajęcie boiska do treningu, na to, żeby się wybić i żeby w ogóle mieć szansę gdziekolwiek polecieć. Jeśli ktoś wierzył, że to zawsze był tylko talent to był naiwnym głupcem. Tak, głupcem. Talent i mordęga ćwiczeń pozwalały ci się wznieść ponad codzienność i wygrywać w samych turniejach, ale nie mogłeś wygrać z ustrojem, jakim związane były ręce społeczeństwa. Miał okazję to przegadać z Guinevere. To, jak nie poczuwał się do siły walczyć z tym, w co sam nie wierzył. W te przekłamania, w te nierówności. To nie musiało istnieć, ale brak istnienia tego wiązało się z kreacją utopi. Ta zaś była częścią tego świata, który za często nie powinien się odzywać, jeśli chciał cokolwiek tutaj osiągnąć. A chciał. Smak bogactwa był smakiem, który chciał czuć cały czas na swoim języku. Nie zamierzał zrezygnować z błysku złota pod swoimi palcami, skoro już wiedział, jak gładkie i chłodne w zetknięciu z jego skórą to złoto potrafiło być.
Zaczepka została zbyta w najprostszym stwierdzeniu, które udowadniało, że słowo było rzucone. Jak mięso jarczukowi, jak liść na wiatr. Zarówno wiatr jak i jarczuk lubili to, co im zapodano, tak i Laurent lubił muśnięcie zdania, które się po nim przesunęło. Taki. Taki bardzo mądry. Nie uważał, że był mądry. Było mnóstwo rzeczy, których nie wiedział, jeszcze więcej tych, które musiał zbadać, sprawdzić. Pełno elementów jego życia i życia wszystkich wokół, wobec których popełniał błędy. Uczył się, a tej nauki ciągle było za mało. Nie przeszkadzało mu to, bo lubił te nauki. Lubił te puzzle, które układał z ludzi. Philip miał ten mankament, że był puzzlami ułożonymi. Tak, mankament. Laurent był narkomanem. Ach, nie trzeba bać się tego stwierdzenia, sam przestał się go bać! To był fakt! Był uzależniony! Uzależniony od dotyku, od doznań, od czułości. Ciągle wspinał się po więcej, a jego nasycenie sprawiało, że chciał tylko więcej. Było parę lat spokoju, po których wrócił właśnie do tego punktu. Miejsca, gdzie znowu sięgał po alkohol, a jego umysł chciał uciekać do narkotyków, które, och... robiły z człowiekiem cuda..! I cudowanie marnowały twoje życie i zdrowie. Miał pokaz osoby, która została nimi zniszczona. Nie chciał tak wyglądać. Nie chciał też martwić bliskich, którzy cierpieliby, gdyby się dowiedzieli.
- O? A czym spowodowana jest ta wstrzemięźliwość? - Seksu i alkoholu Philip rzadko sobie odmawiał. O ile w ogóle. Tutaj natomiast... może to kwestia emocji, może nie chciał się zbyt rozluźnić, a może coś innego. Tak czy siak wybrał otworzone już wino, odkorkował, powąchał, czy nie straciło czasem aromatu i sięgnął po lampki, żeby ostrożnie rozlać do dwóch, nim wrócił do kanapy, by podać mu jego dawkę procentów na ten dzień. - Nie kłopocz się mną, mam jeszcze pracę do zrobienia, więc nie mogę sobie pozwolić na wiele więcej niż zanurzenie ust. - Philip jeszcze nie miał być świadkiem tego, jak łatwo staje się pijany i jak przelewa się przez ręce i nie miał ochoty mu tego pokazywać. Przynajmniej niekoniecznie tego dnia. - Posłuchaj... 10 sierpnia jest rejs, na który zostałem zaproszony. Miałem się nie wybierać, ale może jeśli masz ochotę... I akurat nie masz żadnych planów - moglibyśmy się wybrać razem. Co ty na to?