15.02.2024, 23:34 ✶
– Myślą. Ale na skraj Kniei już mogą zajść – stwierdziła Brenna, wsuwając dłonie do kieszeni, bo jakoś wątpiła, aby chłopak trzymał się tylko lasu, a potem po prostu ruszyła razem z nim, pomiędzy drzewa.
To nie było mądre.
Ale Brenna miała szesnaście lat, wierzyła, że jest nieśmiertelna i dopiero powoli nabywała prawdziwego rozsądku. W tej chwili jeszcze nie umiała zobaczyć w Chłopcu z Kniei prawdziwego zagrożenia.
Jej imię wybrał ojciec: i podobno wywodziło się od słowa, które w jednym z języków oznaczało miecz lub pochodnię. Jeżeli miało być wróżbą na przyszłość, to spełniło się przynajmniej pod tym względem, że lubiła szermierkę i jako nastolatka nie bała się właściwego niczego. Strachu miała nauczyć się dopiero jako dorosła kobieta.
On był uproszonym od Boga, ona zaś lubiła myśleć, że miecze powinny służyć, by bronić innych.
– Obserwowałeś mnie już jako krogulec? – spytała wprost, spoglądając na Samuela z ukosa, jak przystało na córkę Jeremiaha Longbottoma szybko wyłapując kluczową informację: wiedział, że nie była mugolką, słyszał o Warowni, wiedział, że ona tam mieszkała. A chociaż może matka, o której sam mówił, że jest Babą Jagodą, mogła zabierać go niekiedy do miasteczka, to Brenna nie mogła przypomnieć sobie, aby spotkała gdzieś Samuela. A pewnie by go zapamiętała – inni ludzie zwyczajnie ją interesowali, a Sam był trochę inny. Musiał przyciągnąć uwagę.
– Mieszkam – przyznała bez oporów, bo niby jaka to była tajemnica? – Pewnie, że nie jestem mugolką, jakbym była mugolką, nie wiedziałabym, co to animagia i nie pytała o Ministerstwo… hm, chyba się mądrzę, prawda? Tata mówi, że czasem za bardzo się wymądrzam – stwierdziła, zamyślając się na moment nad tą kwestią. Trawa uginała się pod jej stopami, gdy bez wahania podążała za Samuelem w głąb Kniei: wierzyła, że nawet jeżeli ją zostawi, znajdzie drogę powrotną i nie obawiała się jego matki – wiedźmy, pełna wiary w ochronę, jaką zapewniało jej widmo jej własnych rodziców.
To nie było mądre.
Ale Brenna miała szesnaście lat, wierzyła, że jest nieśmiertelna i dopiero powoli nabywała prawdziwego rozsądku. W tej chwili jeszcze nie umiała zobaczyć w Chłopcu z Kniei prawdziwego zagrożenia.
Jej imię wybrał ojciec: i podobno wywodziło się od słowa, które w jednym z języków oznaczało miecz lub pochodnię. Jeżeli miało być wróżbą na przyszłość, to spełniło się przynajmniej pod tym względem, że lubiła szermierkę i jako nastolatka nie bała się właściwego niczego. Strachu miała nauczyć się dopiero jako dorosła kobieta.
On był uproszonym od Boga, ona zaś lubiła myśleć, że miecze powinny służyć, by bronić innych.
– Obserwowałeś mnie już jako krogulec? – spytała wprost, spoglądając na Samuela z ukosa, jak przystało na córkę Jeremiaha Longbottoma szybko wyłapując kluczową informację: wiedział, że nie była mugolką, słyszał o Warowni, wiedział, że ona tam mieszkała. A chociaż może matka, o której sam mówił, że jest Babą Jagodą, mogła zabierać go niekiedy do miasteczka, to Brenna nie mogła przypomnieć sobie, aby spotkała gdzieś Samuela. A pewnie by go zapamiętała – inni ludzie zwyczajnie ją interesowali, a Sam był trochę inny. Musiał przyciągnąć uwagę.
– Mieszkam – przyznała bez oporów, bo niby jaka to była tajemnica? – Pewnie, że nie jestem mugolką, jakbym była mugolką, nie wiedziałabym, co to animagia i nie pytała o Ministerstwo… hm, chyba się mądrzę, prawda? Tata mówi, że czasem za bardzo się wymądrzam – stwierdziła, zamyślając się na moment nad tą kwestią. Trawa uginała się pod jej stopami, gdy bez wahania podążała za Samuelem w głąb Kniei: wierzyła, że nawet jeżeli ją zostawi, znajdzie drogę powrotną i nie obawiała się jego matki – wiedźmy, pełna wiary w ochronę, jaką zapewniało jej widmo jej własnych rodziców.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.