16.02.2024, 02:20 ✶
Patrick nie okazywał emocji, choć nie spodobało mu się, że siedząca obok niego kobieta nie zdecydowała się odpowiedzieć na jego pytanie. Odebranie jej różdżki, nawet oddanej całkiem dobrowolnie jak akt dobrej woli, nie sprawiło, by nagle zaczął o niej myśleć jako o mniej winnej. Odwrotnie, przez to że milczała, że pogodziła się z utratą broni, że nie chciała przyznać się wprost, myśli aurora powędrowały w te kierunki, w które nie chciał spoglądać.
Była bezpośrednio zaangażowana w próbę zabójstwa czarodzieja, który nie był wrogo nastawiony do mugoli. Nawet jeśli w ostatniej chwili nie dopuściła się morderstwa, to albo sama je zaplanowała, albo była w grupie, która je zaplanowała. Była Naśladowcą albo Śmierciożercą. Po co teraz przyszła do niego? Poddać się? Szukać ratunku? A co on mógł zrobić? Jeśli Harris nie zginął, a nic o jego śmierci nie pisano w wieczornym wydaniu Proroka Codziennego (nie huczało o nim również na korytarzach Ministerstwa Magii) to przestępstwo nawet nie zostało popełnione. Był zamiar, ale nie było czynu. Bała się innych Naśladowców lub Śmierciożerców?
Steward spiął się, zastanawiając się jak mógł się aż tak pomylić w ocenie Alanny Carrow. Tak, odkąd tylko ją zobaczył, spodobała mu się fizycznie, ale czy jej atrakcyjność fizyczna aż tak mogła zamieszać mu w głowie? Nie. Chodziło o podobieństwo, o nieprzypadkowe w jego oczach przypadki. Nawet o tę pieprzoną foczkę, którą miętosiła w ręku.
- Skąd w ogóle możesz wiedzieć, które mieszkanie jest moje? – zapytał powoli. Szpiegowała go? Po co? Zresztą, nieudolnie, w jego kawalerce nie mieszkał nikt poza nim samym (i to najwyżej dwa razy w tygodniu). – Jakie nawyki? O czym ty mówisz?
Nie znali się aż tak długo, żeby poznała jego nawyki. Owszem, miał raczej ustalone miejsca, do których chodził, ale skąd miałaby o tym wiedzieć? I znowu przeszło mu przez myśl, że musiała go szpiegować i że najwidoczniej była całkiem dobrym szpiegiem, skoro jej nie zauważał, bo odkąd zaczęli ze sobą rozmawiać, zwracał na nią przesadną uwagę.
Pokręcił głową, jeszcze bardziej niemiło zaskoczony, gdy pojął, że najwidoczniej wiedziała iż był aurowidzem. Co to za gra? Co to za głupia, cholerna gra? A jednak mimowolnie na nią spojrzał, naprawdę spojrzał, gdy jej bariery ochronne opadły i dostrzegł najpierw jej aurę a potem biegnące w swoim kierunku nici.
Skrzywił się, nie bardzo wiedząc na co właściwie patrzy. Zawsze wydawało mu się, że potrafił nieźle oceniać ludzi, ale tu był skołowany. Kompletnie skołowany. Niby dlaczego miałaby go kochać? Tak, w innej sytuacji, gdyby zaczęli się spotykać, gdyby miał szansę obserwować jak jej emocje zmieniają się względem niego, jak się pogłębiają wraz z rozwojem ich relacji, a tu…
Na co patrzył? I kogo miał przed sobą? Naśladowczynię, która z jakiegoś powodu zakochała się w nim? Więc go szpiegowała od dawna? A teraz postanowiła ujawnić się ze swoimi uczuciami, bo… bo co właściwie? Bo nagle siła miłości do niego zmieniła ją na tyle, że istnienie mugoli przestało ją uwierać w dupę?
Pokręcił głową. Myśli, które torpedowały właśnie jego umysł nie były przyjemne. Siedział na ławce w parku z kobietą, która próbowała mu powiedzieć, że w zasadzie kim była? Jakąś idealną kobietą stworzoną akurat dla niego? Przepraszam, że przychodzę do ciebie dopiero teraz? Co to w ogóle znaczyło? Jak długo go śledziła? Wiedziała o Zakonie Feniksa? Ta ostatnia myśl była dość trzeźwiąca. Jeśli wiedziała, nie mógł jej ani zabrać do Biura Aurorów ani do Lecznicy Dusz. To drugie korciło go bardzo, bo miał wrażenie, że cierpiała na jakieś urojenia. Chyba nawet wiedziała o Clare i próbowała ją zastąpić.
- Czego ode mnie oczekujesz? – zapytał wreszcie. - Mam ci znaleźć bezpieczne schronienie?
Była bezpośrednio zaangażowana w próbę zabójstwa czarodzieja, który nie był wrogo nastawiony do mugoli. Nawet jeśli w ostatniej chwili nie dopuściła się morderstwa, to albo sama je zaplanowała, albo była w grupie, która je zaplanowała. Była Naśladowcą albo Śmierciożercą. Po co teraz przyszła do niego? Poddać się? Szukać ratunku? A co on mógł zrobić? Jeśli Harris nie zginął, a nic o jego śmierci nie pisano w wieczornym wydaniu Proroka Codziennego (nie huczało o nim również na korytarzach Ministerstwa Magii) to przestępstwo nawet nie zostało popełnione. Był zamiar, ale nie było czynu. Bała się innych Naśladowców lub Śmierciożerców?
Steward spiął się, zastanawiając się jak mógł się aż tak pomylić w ocenie Alanny Carrow. Tak, odkąd tylko ją zobaczył, spodobała mu się fizycznie, ale czy jej atrakcyjność fizyczna aż tak mogła zamieszać mu w głowie? Nie. Chodziło o podobieństwo, o nieprzypadkowe w jego oczach przypadki. Nawet o tę pieprzoną foczkę, którą miętosiła w ręku.
- Skąd w ogóle możesz wiedzieć, które mieszkanie jest moje? – zapytał powoli. Szpiegowała go? Po co? Zresztą, nieudolnie, w jego kawalerce nie mieszkał nikt poza nim samym (i to najwyżej dwa razy w tygodniu). – Jakie nawyki? O czym ty mówisz?
Nie znali się aż tak długo, żeby poznała jego nawyki. Owszem, miał raczej ustalone miejsca, do których chodził, ale skąd miałaby o tym wiedzieć? I znowu przeszło mu przez myśl, że musiała go szpiegować i że najwidoczniej była całkiem dobrym szpiegiem, skoro jej nie zauważał, bo odkąd zaczęli ze sobą rozmawiać, zwracał na nią przesadną uwagę.
Pokręcił głową, jeszcze bardziej niemiło zaskoczony, gdy pojął, że najwidoczniej wiedziała iż był aurowidzem. Co to za gra? Co to za głupia, cholerna gra? A jednak mimowolnie na nią spojrzał, naprawdę spojrzał, gdy jej bariery ochronne opadły i dostrzegł najpierw jej aurę a potem biegnące w swoim kierunku nici.
Skrzywił się, nie bardzo wiedząc na co właściwie patrzy. Zawsze wydawało mu się, że potrafił nieźle oceniać ludzi, ale tu był skołowany. Kompletnie skołowany. Niby dlaczego miałaby go kochać? Tak, w innej sytuacji, gdyby zaczęli się spotykać, gdyby miał szansę obserwować jak jej emocje zmieniają się względem niego, jak się pogłębiają wraz z rozwojem ich relacji, a tu…
Na co patrzył? I kogo miał przed sobą? Naśladowczynię, która z jakiegoś powodu zakochała się w nim? Więc go szpiegowała od dawna? A teraz postanowiła ujawnić się ze swoimi uczuciami, bo… bo co właściwie? Bo nagle siła miłości do niego zmieniła ją na tyle, że istnienie mugoli przestało ją uwierać w dupę?
Pokręcił głową. Myśli, które torpedowały właśnie jego umysł nie były przyjemne. Siedział na ławce w parku z kobietą, która próbowała mu powiedzieć, że w zasadzie kim była? Jakąś idealną kobietą stworzoną akurat dla niego? Przepraszam, że przychodzę do ciebie dopiero teraz? Co to w ogóle znaczyło? Jak długo go śledziła? Wiedziała o Zakonie Feniksa? Ta ostatnia myśl była dość trzeźwiąca. Jeśli wiedziała, nie mógł jej ani zabrać do Biura Aurorów ani do Lecznicy Dusz. To drugie korciło go bardzo, bo miał wrażenie, że cierpiała na jakieś urojenia. Chyba nawet wiedziała o Clare i próbowała ją zastąpić.
- Czego ode mnie oczekujesz? – zapytał wreszcie. - Mam ci znaleźć bezpieczne schronienie?