16.02.2024, 10:14 ✶
- Nie wiem, Laurent - Olivia westchnęła, na chwilę odwracając głowę tak, by móc spojrzeć przez okno. Jej twarz była zamyślona, a na niej odbijała się cała masa wątpliwości. Być może Prewett miał rację, ale tak bardzo bała się, że matka nie zrozumie, czemu nagle Olivia zmienia plan na życie. - Najpewniej tak, ale musiałby minąć jej szok i zaskoczenie, ten pierwszy gniew, gdy dziecko wyfruwa z gniazda. Moja siostra się wyprowadziła lata temu i praktycznie nie utrzymuje z nami kontaktu. To nie znaczy, że ja bym ten kontakt zerwała, kocham moich rodziców, ale są czasem aż nazbyt opiekuńczy. Widzisz, nie zawsze byłam taka, jak teraz. Sprawiałam pewne problemy wychowawcze.
Mruknęła, wzruszając ramionami. To było bezpieczne określenie, chociaż nie do końca prawdziwe. Ale nie zamierzała teraz Laurentowi relacjonować swojego życia z tamtego burzliwego okresu - dobrze było tak, jak było. Gdy nie wiedział wszystkiego, gdy miał zaledwie strzępki informacji.
Gdy powiedział o tym, by korzystać z rad innych, powróciła do tego twarzy wzrokiem. Powoli kiwnęła głową, chociaż nie zamierzała teraz biec do matki i opowiadać jej o swoich planach. Rady były dobre w chwili, gdy były chciane. A podejrzewała, że pani Quirke mogła chcieć dawać rady nie do końca wtedy, gdy były one oczekiwane. Zwłaszcza że znała Avelinę od lat i nawet ją lubiła, więc najpewniej wszystko byłoby podyktowane dobrocią serca i chęcią pomocy, ale im bardziej człowiek chciał pomóc, tym bardziej natarczywy się robił, jeżeli uważał że to, co robi, było słuszne.
- Taki mamy plan, dlatego dopiero planujemy wszystko - powiedziała, być może trochę na odczepnego, ale w gruncie rzeczy to była prawda. Rzucały się na głęboką wodę i najpierw chciały chociaż zaopatrzyć się w kapok i pływaczki, żeby nie utonąć. - Nie chcę cię zatrzymywać dłużej niż to konieczne. I tak zabrałam ci wystarczająco dużo czasu, a muszę coś... Zaplanować.
Olivia uśmiechnęła się promiennie, a błysk w jej oku sugerował, że było to coś wielkiego. Widać było po niej, że była podekscytowana, chociaż chyba nie do końca chętna do tego, by się spowiadać ze swoich planów. Na to potrzebny był czas, bo chociaż rany zadane przez Laurenta się zaleczyły, to wciąż stanowiły pamiątkę po bólu, o którym musiała po prostu zapomnieć.
- Ale spotkamy się jeszcze? - przekrzywiła głowę, wlepiając niebieskie spojrzenie w jego morskie oczy. Chciała kolejnych spotkań na stopie prywatnej, koleżeńskiej. Być może przyjacielskiej. Nie chciała go tracić, ale chyba powinien zrozumieć, że Olivia potrzebowała czasu. Miała go dużo, miała czas na przemyślenia przez te kilka miesięcy, ale najwyraźniej to było za mało. Musieli powoli odbudowywać to, co zostało naruszone, żeby cała znajomość nie posypała się jak domek z kart.
Mruknęła, wzruszając ramionami. To było bezpieczne określenie, chociaż nie do końca prawdziwe. Ale nie zamierzała teraz Laurentowi relacjonować swojego życia z tamtego burzliwego okresu - dobrze było tak, jak było. Gdy nie wiedział wszystkiego, gdy miał zaledwie strzępki informacji.
Gdy powiedział o tym, by korzystać z rad innych, powróciła do tego twarzy wzrokiem. Powoli kiwnęła głową, chociaż nie zamierzała teraz biec do matki i opowiadać jej o swoich planach. Rady były dobre w chwili, gdy były chciane. A podejrzewała, że pani Quirke mogła chcieć dawać rady nie do końca wtedy, gdy były one oczekiwane. Zwłaszcza że znała Avelinę od lat i nawet ją lubiła, więc najpewniej wszystko byłoby podyktowane dobrocią serca i chęcią pomocy, ale im bardziej człowiek chciał pomóc, tym bardziej natarczywy się robił, jeżeli uważał że to, co robi, było słuszne.
- Taki mamy plan, dlatego dopiero planujemy wszystko - powiedziała, być może trochę na odczepnego, ale w gruncie rzeczy to była prawda. Rzucały się na głęboką wodę i najpierw chciały chociaż zaopatrzyć się w kapok i pływaczki, żeby nie utonąć. - Nie chcę cię zatrzymywać dłużej niż to konieczne. I tak zabrałam ci wystarczająco dużo czasu, a muszę coś... Zaplanować.
Olivia uśmiechnęła się promiennie, a błysk w jej oku sugerował, że było to coś wielkiego. Widać było po niej, że była podekscytowana, chociaż chyba nie do końca chętna do tego, by się spowiadać ze swoich planów. Na to potrzebny był czas, bo chociaż rany zadane przez Laurenta się zaleczyły, to wciąż stanowiły pamiątkę po bólu, o którym musiała po prostu zapomnieć.
- Ale spotkamy się jeszcze? - przekrzywiła głowę, wlepiając niebieskie spojrzenie w jego morskie oczy. Chciała kolejnych spotkań na stopie prywatnej, koleżeńskiej. Być może przyjacielskiej. Nie chciała go tracić, ale chyba powinien zrozumieć, że Olivia potrzebowała czasu. Miała go dużo, miała czas na przemyślenia przez te kilka miesięcy, ale najwyraźniej to było za mało. Musieli powoli odbudowywać to, co zostało naruszone, żeby cała znajomość nie posypała się jak domek z kart.