16.02.2024, 10:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2024, 10:56 przez Brenna Longbottom.)
Transmutacja i kształtowanie Bren, rzuciłam PO zamiast W, ale i tak sukces
Gdyby Erik oświadczył, że nie czuje się na siłach, Brenna prawdopodobnie bez mrugnięcia okiem by to zaakceptowała i nikomu nawet nie wspomniała, że zabranie go tutaj było rozważane. Nic jednak nie powiedział - był tu jednak, podnosił papierosy z ziemi, stał obok Heather, która przez ułamek sekundy miała wrażenie, jakby chłodne palce musnęły jej kark.
Zdawały się mokre.
Pokryte wodą.
Złudne wrażenie jednak zaraz przeminęło, a poza tym nie działo się nic.
Brenna odwróciła na moment spojrzenie, słysząc za sobą głos Erika i drgnęła, widząc, co ten znalazł. Ktoś dotarł tutaj przed nimi – a Vincent Prewett trzymał w dłoni dowód na to, że ten korytarz przemierzali i inni. Wyspa była ukryta, ale nie dość dobrze: może nigdy nie miała zniknąć na stałe, a może coś, co mieszkało w tych głębiach, chciało zostać znalezione i mimo wszystkich zaklęć ściągało do siebie kolejne osoby. I albo to teraz zakończą, albo… podzielą los dotychczasowych śmiałków, staną się kolejnym ogniwem łańcucha. Nakarmią coś w tych podziemiach – ale o tym wiedział tylko Morpheus.
Morpheus, który przez ułamek, próbując spojrzeć do przodu, widział błysk szkła i własne odbicie. Nic więcej.
– Chodźmy – mruknęła Brenna, zaciskając szczęki. Wysforowała nieco bardziej przed Morpheusa, jakby chcąc go osłonić. Nie było jednak przed czym: nic się nie działo, a tunel skończył się nagle, otwierając na grotę, która ginęła w ciemnościach, niemożliwych do oświetlenia żadnym lumos. Widzieli zaledwie jej mały fragment. Przytłumiony, mrugający blask zaklęcia padł na kogoś, kto leżał na posadce, jakieś dwa metry od wejścia. Brenna go nie znała: pośród nich wszystkich rozpoznać go mógł wyłącznie Morpheus Longbottom.
Tak, on z łatwością rozpoznał rude, charakterystyczne włosy Alistaira.
Wyjaśniało to obecność papierosów. Latarnik odnalazł ostatecznie drogę na wyspę, podążył tropem przepowiedni i…
Brenna przykucnęła, sięgnęła po jakiś kamień i rzuciła go do przodu, jakby sprawdzając, czy nie uruchomi jakiejś pułapki. Wszystko wyrywało się w niej, by podbiec do młodzieńca, upewnić się, czy jest żywy, ale nie mogła biec na łeb, na szyję, kiedy za sobą miała ludzi. Machnęła różdżką, transmutując kamień w ptaka. Ten zaczął latać po jaskini i… nie działo się nic? Kolejny czar miał stworzyć więcej światła: ale chociaż się powiódł, to wciąż nie oświetlało całej groty.
– Nie idźcie przez chwilę za mną – poprosiła Brenna, o czym zbliżyła się do leżącego mężczyzny.
Wciąż nic.
Brenna prawie chciała, żeby coś się zaczęło działać. Ten absolutny brak zagrożeń zdawał się straszny sam w sobie, bo wciąż ich wyczekiwała.
Przykucnęła przy mężczyźnie, dotknęła jego szyi, nadgarstka, potem przewróciła go na plecy i przyłożyła głowę do jego klatki piersiowej.
– Nie żyje.
Gdyby zdecydowali się teraz podejść bliżej – Erik, który od dawna pracował w Brygadzie i Dora, która zaczynała szkolenie uzdrowicielskie – mogliby stwierdzić, że nie widać żadnych ran ani śladów przemocy. Nie wyglądał też jakby trafiła go avada: oczy miał zamknięte, a po jego twarzy błąkał się uśmiech. Musiał umrzeć niedawno. Może spóźnili się zaledwie o parę minut? Wyglądał jednak w oczach Dory… ciężko było to stwierdzić, ale jakoś niezdrowo: jakby od jakiegoś czasu nie jadł ani nie pił. Ale czy trup mógł wyglądać zdrowo? Erik nie czuł też charakterystycznego zapachu, który wskazywałby na nekromantyczne zaklęcie.
Heather zdało się, że ktoś szepce jej do ucha. Nie idź dalej. Koniec wody to kłamstwo.
Vincent natomiast, w blasku nowego światła, już po tym, jak Brenna przykucnęła przy rudym mężczyźnie, przez ułamek sekundy miał wrażenie, że dostrzega, że coś leży nieco dalej od Alaistaira. Coś białego. Coś jak…
…kości?
Odpisy do 20.02, godzina 20.
Albo po tej turze, albo po kolejnej możecie się spodziewać rozbicia na sesje.
Gdyby Erik oświadczył, że nie czuje się na siłach, Brenna prawdopodobnie bez mrugnięcia okiem by to zaakceptowała i nikomu nawet nie wspomniała, że zabranie go tutaj było rozważane. Nic jednak nie powiedział - był tu jednak, podnosił papierosy z ziemi, stał obok Heather, która przez ułamek sekundy miała wrażenie, jakby chłodne palce musnęły jej kark.
Zdawały się mokre.
Pokryte wodą.
Złudne wrażenie jednak zaraz przeminęło, a poza tym nie działo się nic.
Brenna odwróciła na moment spojrzenie, słysząc za sobą głos Erika i drgnęła, widząc, co ten znalazł. Ktoś dotarł tutaj przed nimi – a Vincent Prewett trzymał w dłoni dowód na to, że ten korytarz przemierzali i inni. Wyspa była ukryta, ale nie dość dobrze: może nigdy nie miała zniknąć na stałe, a może coś, co mieszkało w tych głębiach, chciało zostać znalezione i mimo wszystkich zaklęć ściągało do siebie kolejne osoby. I albo to teraz zakończą, albo… podzielą los dotychczasowych śmiałków, staną się kolejnym ogniwem łańcucha. Nakarmią coś w tych podziemiach – ale o tym wiedział tylko Morpheus.
Morpheus, który przez ułamek, próbując spojrzeć do przodu, widział błysk szkła i własne odbicie. Nic więcej.
– Chodźmy – mruknęła Brenna, zaciskając szczęki. Wysforowała nieco bardziej przed Morpheusa, jakby chcąc go osłonić. Nie było jednak przed czym: nic się nie działo, a tunel skończył się nagle, otwierając na grotę, która ginęła w ciemnościach, niemożliwych do oświetlenia żadnym lumos. Widzieli zaledwie jej mały fragment. Przytłumiony, mrugający blask zaklęcia padł na kogoś, kto leżał na posadce, jakieś dwa metry od wejścia. Brenna go nie znała: pośród nich wszystkich rozpoznać go mógł wyłącznie Morpheus Longbottom.
Tak, on z łatwością rozpoznał rude, charakterystyczne włosy Alistaira.
Wyjaśniało to obecność papierosów. Latarnik odnalazł ostatecznie drogę na wyspę, podążył tropem przepowiedni i…
Brenna przykucnęła, sięgnęła po jakiś kamień i rzuciła go do przodu, jakby sprawdzając, czy nie uruchomi jakiejś pułapki. Wszystko wyrywało się w niej, by podbiec do młodzieńca, upewnić się, czy jest żywy, ale nie mogła biec na łeb, na szyję, kiedy za sobą miała ludzi. Machnęła różdżką, transmutując kamień w ptaka. Ten zaczął latać po jaskini i… nie działo się nic? Kolejny czar miał stworzyć więcej światła: ale chociaż się powiódł, to wciąż nie oświetlało całej groty.
– Nie idźcie przez chwilę za mną – poprosiła Brenna, o czym zbliżyła się do leżącego mężczyzny.
Wciąż nic.
Brenna prawie chciała, żeby coś się zaczęło działać. Ten absolutny brak zagrożeń zdawał się straszny sam w sobie, bo wciąż ich wyczekiwała.
Przykucnęła przy mężczyźnie, dotknęła jego szyi, nadgarstka, potem przewróciła go na plecy i przyłożyła głowę do jego klatki piersiowej.
– Nie żyje.
Gdyby zdecydowali się teraz podejść bliżej – Erik, który od dawna pracował w Brygadzie i Dora, która zaczynała szkolenie uzdrowicielskie – mogliby stwierdzić, że nie widać żadnych ran ani śladów przemocy. Nie wyglądał też jakby trafiła go avada: oczy miał zamknięte, a po jego twarzy błąkał się uśmiech. Musiał umrzeć niedawno. Może spóźnili się zaledwie o parę minut? Wyglądał jednak w oczach Dory… ciężko było to stwierdzić, ale jakoś niezdrowo: jakby od jakiegoś czasu nie jadł ani nie pił. Ale czy trup mógł wyglądać zdrowo? Erik nie czuł też charakterystycznego zapachu, który wskazywałby na nekromantyczne zaklęcie.
Heather zdało się, że ktoś szepce jej do ucha. Nie idź dalej. Koniec wody to kłamstwo.
Vincent natomiast, w blasku nowego światła, już po tym, jak Brenna przykucnęła przy rudym mężczyźnie, przez ułamek sekundy miał wrażenie, że dostrzega, że coś leży nieco dalej od Alaistaira. Coś białego. Coś jak…
…kości?
Odpisy do 20.02, godzina 20.
Albo po tej turze, albo po kolejnej możecie się spodziewać rozbicia na sesje.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.