16.02.2024, 17:25 ✶
Musieliby mieć wyjątkowo dużego pecha, żeby wpakować się na tajemniczą, magiczną wyspę, która nie tylko skrywała w swych trzewiach magiczny artefakt, ale też była... Nawiedzona? Przeklęta? Obłożona bardzo sprytnymi zaklęciami zaburzającymi percepcję? Erikowi trudno było ocenić, czego właściwie doświadczyli inni członkowie wyprawy. Co prawda, sam walczył ze swoją klaustrofobię, nie chcąc ulec panice, ale poza tym nie natknął się na nic podejrzanego. Nie licząc paczki papierosów.
— Heather! — Poderwał głowę, odwracając się w jej kierunku, jednak podobnie jak Ruda... Nie zobaczył zupełnie nic poza Dorą i Vincentem, którzy zamykali pochód. — Czy ty nie masz jakichś...
Fobii?, dokończył, nie bardzo wiedząc, jak zadać to pytanie. Jaskinia przerażała go ze względu na to, że znaleźli się pod ziemią i coraz bardziej oddalali się od wejścia. Czy Brygadzistka mogła bać się ciemności? A może właśnie sama orientowała się, że jednak nie jest wcale taka nieustraszona, jak twierdziła? Nie chciał jej dodatkowo mieszać w głowie, więc po prostu starał się trzymać blisko niej dla bezpieczeństwa.
— Ona nie jest moja — wymamrotał, gdy paczka papierosów wylądowała w dłoniach jego towarzyszki.
Niedługo później dotarli do wyjścia z korytarza, a zamiast tego znaleźli się w sercu jaskini. Jedynym pocieszeniem, jakie odczuwał Erik, było to, że komnata wydawała się dużo bardziej przestronna niż podziemna droga. Włosy na karku stanęły na dęba, gdy na posadzce dostrzegł trupa. Na szczęście nie był to nikt kogo znali osobiście... I dosłownie chwilę później Morfeusz postanowił zaburzyć tę wizję, a jego kolejne słowa tylko napędziły mu dodatkowego stracha.
— Nie słyszałem żadnych głosów, Morfeuszu. — Przepchał się na przód, gdy reszta grupy dotarła do groty. — I co masz na myśli przez: czeka w mroku, by się pożywić i uwolnić? — Wbił wyczekujący wzrok w wuja. — To część przepowiedni, twojej wizji, czy... — Odwrócił się, aby zerknąć, chociażby na Heather, który zdawała się doświadczać wcześniej jakiegoś dziwnego fenomenu. — Czy ktoś to słyszał w swojej głowie?
Coraz mniej mu się to wszystko podobało. Z drugiej strony, zgłaszając się na wyprawę, nie powinien w ogóle zakładać, że będzie miło i przyjemnie. Mówili o broni, na którą chrapkę miał Czarny Pan. A skoro on był skłonny babrać się w magii zaświatów i zaburzyć równowagę między światem żywych i umarłych, to przeklęta wyspa też mogła znajdować się na jego liście priorytetowych celów. Westchnął ciężko, przyglądając się z nieciekawą miną trupowi. Przykląkł na jedno kolano, starając się niczego nie dotykać.
— To chyba nie było zaklęcie uśmiercające — zawyrokował niepewnym głosem, zerkając przez ramię na Brennę i Dorę. — Chyba że oberwał w bardzo przyjemnym śnie. Ale kto ryzykowałby spanie tutaj?
Wzdrygnął się na samą myśl. Na miejscu innych podróżników wróciłby na zewnątrz i spał w łódce, jednak jego ocena sytuacja zdecydowanie mogła być niestandardowa przez problem z małymi przestrzeniami.
— Heather! — Poderwał głowę, odwracając się w jej kierunku, jednak podobnie jak Ruda... Nie zobaczył zupełnie nic poza Dorą i Vincentem, którzy zamykali pochód. — Czy ty nie masz jakichś...
Fobii?, dokończył, nie bardzo wiedząc, jak zadać to pytanie. Jaskinia przerażała go ze względu na to, że znaleźli się pod ziemią i coraz bardziej oddalali się od wejścia. Czy Brygadzistka mogła bać się ciemności? A może właśnie sama orientowała się, że jednak nie jest wcale taka nieustraszona, jak twierdziła? Nie chciał jej dodatkowo mieszać w głowie, więc po prostu starał się trzymać blisko niej dla bezpieczeństwa.
— Ona nie jest moja — wymamrotał, gdy paczka papierosów wylądowała w dłoniach jego towarzyszki.
Niedługo później dotarli do wyjścia z korytarza, a zamiast tego znaleźli się w sercu jaskini. Jedynym pocieszeniem, jakie odczuwał Erik, było to, że komnata wydawała się dużo bardziej przestronna niż podziemna droga. Włosy na karku stanęły na dęba, gdy na posadzce dostrzegł trupa. Na szczęście nie był to nikt kogo znali osobiście... I dosłownie chwilę później Morfeusz postanowił zaburzyć tę wizję, a jego kolejne słowa tylko napędziły mu dodatkowego stracha.
— Nie słyszałem żadnych głosów, Morfeuszu. — Przepchał się na przód, gdy reszta grupy dotarła do groty. — I co masz na myśli przez: czeka w mroku, by się pożywić i uwolnić? — Wbił wyczekujący wzrok w wuja. — To część przepowiedni, twojej wizji, czy... — Odwrócił się, aby zerknąć, chociażby na Heather, który zdawała się doświadczać wcześniej jakiegoś dziwnego fenomenu. — Czy ktoś to słyszał w swojej głowie?
Coraz mniej mu się to wszystko podobało. Z drugiej strony, zgłaszając się na wyprawę, nie powinien w ogóle zakładać, że będzie miło i przyjemnie. Mówili o broni, na którą chrapkę miał Czarny Pan. A skoro on był skłonny babrać się w magii zaświatów i zaburzyć równowagę między światem żywych i umarłych, to przeklęta wyspa też mogła znajdować się na jego liście priorytetowych celów. Westchnął ciężko, przyglądając się z nieciekawą miną trupowi. Przykląkł na jedno kolano, starając się niczego nie dotykać.
— To chyba nie było zaklęcie uśmiercające — zawyrokował niepewnym głosem, zerkając przez ramię na Brennę i Dorę. — Chyba że oberwał w bardzo przyjemnym śnie. Ale kto ryzykowałby spanie tutaj?
Wzdrygnął się na samą myśl. Na miejscu innych podróżników wróciłby na zewnątrz i spał w łódce, jednak jego ocena sytuacja zdecydowanie mogła być niestandardowa przez problem z małymi przestrzeniami.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞