Dotrwali. Do tego momentu, który miał nasycić ich dwoje. Połączyło ich tej nocy, coś, co na pewno zapisze się na dłużej w jej wspomnieniach. Dwa nagie ciała mieniące się w blasku księżyca, jakby świat się zatrzymał. Z dala od ciekawskich oczu, z dala od codzienności. Wyrwali się jej, kiedy zatopili się w swoich objęciach, pocałunkach, a później zatracili zmysły. Dali się ponieść chwili.
Piękna chwilo, trwaj. Nie chciała wypuścić go z ramion, nie chciała stracić poczucia bezpieczeństwa, które pojawiło się, gdy tylko wziął ją w swe objęcia, a później pokazał miłość, w najpiękniejszym wydaniu, w jakim mogła ją sobie wyobrazić. Rzucenie się w nieznane okazało się być niezwykłym doświadczeniem, a tak się lękała, okropnie się tego bała. Ten strach okazał się być niedorzeczny, obawy zupełnie bezpodstawne.
Spoglądała na niego nieśmiało, mógł dostrzec radość w jej oczach, ale też spokój i dziwną pewność, jakby mogła zaręczyć, że to uczucie rozpalone przed chwilą nigdy nie zgaśnie, będzie się w niej tliło do końca dni.
Kiedy ona patrzyła na niego... czuła, że należy do niego. Coś się w niej zmieniło tej nocy, kiedy dwa ciała splotły się ze sobą by wreszcie stworzyć jedność. Nie było już jej, samej, nic nie znaczącej jednostki, bo to razem mogli czynić cuda.
Nie wypuścił jej z ramion, tylko otulił nimi ponownie. Ciepło i zapach jego ciała ją koiły, mogła zasnąć w jego objęciach. Jej myśli trwały tu i teraz, tylko to się liczyło, zbyt szczęśliwa była, aby rozmyślać o tym, co przyniesie jutro. Po co? Skoro tutaj się kończył cały jej świat.
Oparła swoją głowę na jego piersi, by poczuć w jaki rytm tańczy mu serce. Wpatrywała się w chłopca ze swoich marzeń, który z nią leżał tutaj pośród leśnej krainy. Była spełniona.