16.02.2024, 19:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2024, 20:10 przez Brenna Longbottom.)
Vincent miał tego pecha czy też to szczęście, że był bardzo wysoki – a to oznaczało, że ciężko było mu poruszać się tak, aby zachować całkowitą ciszę. Brenna usłyszała więc go, kiedy się zbliżył i gdy do niej sięgnął, odruchowo umknęła spod jego ręki i odwróciła się, po czym odetchnęła z ulgą, widząc, że to jednak nie karząca dłoń jej matki, a tylko pewien wredny Ślizgon, którego nie widziała od dobrych paru miesięcy, bo skończył Hogwart przed nią.
– Oczywiście, że uczą mnie dobrych manier, a ja zawsze pilnie słucham. Muszę znać dokładnie zasady, żeby wiedzieć, w jaki sposób je złamać – oświadczyła Brenna, przewracając oczami. Nudziła się zwyczajnie: nie było tu ani jej koleżanek, ani jej kolegów, a nie chciała jednak robić rodzicom problemów urządzając jakieś przedstawienie na Sali balowej. W przyszłości miała do tego przywyknąć, odnaleźć się, ba, polubić nawet – przynajmniej poza tymi najbardziej napuszonymi galami u takich Blacków na przykład – ale w tej chwili miała serdecznie dość. – Też tu jesteś. Brat trzymał cię dzisiaj na za krótkiej smyczy?
Skrzywiła się lekko, gdy poczochrał ja po głowie. Fryzura, ułożona za pomocą dużej dawki przeboju Potterów, czyli Ulizanny oraz kilku spinek, starannie wpiętych we włosy córki przez matkę, uległa kompletnemu zniszczeniu.
– Prewett, nie wiesz, co właśnie uczyniłeś, więc dam ci szansę. Uciekaj. Ukryj się gdzieś, zmień twarz, zmień nazwisko, przyczaj się na parę miesięcy i wróć dopiero, kiedy moja mama… no nie zapomni i nie wybaczy, ale będzie miała głowę zaprzątniętą innymi rzeczami… Bo jeżeli spyta mnie, co się stało z moimi włosami, a ja odpowiem jej prawdę, to cała armia Prewettów nie uchroni cię przed nią – wyrecytowała, jak zwykle mówiąc trochę za dużo i trochę zbyt szybko. Oj, mama będzie na nią zła o tę ucieczkę (chociaż Brenna zamierzała pleść coś o zgubieniu się w drodze do łazienki – ba, naprawdę wpadnie wracając do łazienki, żeby to nie do końca było kłamstwo, bo jednak rzadko kłamała…), ale o zepsutą fryzurę, nad którą tyle się nabiedziła, to dopiero będzie zła! – Zwiałam, bo nie ma prawie nikogo w moim wieku, mama niepotrzebnie mnie tu ciągnęła. A ty co tu robisz? Nie powinieneś pląsać po parkiecie i zajmować się gośćmi, skoro to wasza zabawa? Nawet ja nie uciekam z przyjęć w Warowni. To znaczy, no dobrze, dwa razy, ale raz zabrałam ze sobą koleżanki… a drugi raz… w sumie to prawie wszystkich gości w moim wieku, więc nie wiem, czy się to liczy…
– Oczywiście, że uczą mnie dobrych manier, a ja zawsze pilnie słucham. Muszę znać dokładnie zasady, żeby wiedzieć, w jaki sposób je złamać – oświadczyła Brenna, przewracając oczami. Nudziła się zwyczajnie: nie było tu ani jej koleżanek, ani jej kolegów, a nie chciała jednak robić rodzicom problemów urządzając jakieś przedstawienie na Sali balowej. W przyszłości miała do tego przywyknąć, odnaleźć się, ba, polubić nawet – przynajmniej poza tymi najbardziej napuszonymi galami u takich Blacków na przykład – ale w tej chwili miała serdecznie dość. – Też tu jesteś. Brat trzymał cię dzisiaj na za krótkiej smyczy?
Skrzywiła się lekko, gdy poczochrał ja po głowie. Fryzura, ułożona za pomocą dużej dawki przeboju Potterów, czyli Ulizanny oraz kilku spinek, starannie wpiętych we włosy córki przez matkę, uległa kompletnemu zniszczeniu.
– Prewett, nie wiesz, co właśnie uczyniłeś, więc dam ci szansę. Uciekaj. Ukryj się gdzieś, zmień twarz, zmień nazwisko, przyczaj się na parę miesięcy i wróć dopiero, kiedy moja mama… no nie zapomni i nie wybaczy, ale będzie miała głowę zaprzątniętą innymi rzeczami… Bo jeżeli spyta mnie, co się stało z moimi włosami, a ja odpowiem jej prawdę, to cała armia Prewettów nie uchroni cię przed nią – wyrecytowała, jak zwykle mówiąc trochę za dużo i trochę zbyt szybko. Oj, mama będzie na nią zła o tę ucieczkę (chociaż Brenna zamierzała pleść coś o zgubieniu się w drodze do łazienki – ba, naprawdę wpadnie wracając do łazienki, żeby to nie do końca było kłamstwo, bo jednak rzadko kłamała…), ale o zepsutą fryzurę, nad którą tyle się nabiedziła, to dopiero będzie zła! – Zwiałam, bo nie ma prawie nikogo w moim wieku, mama niepotrzebnie mnie tu ciągnęła. A ty co tu robisz? Nie powinieneś pląsać po parkiecie i zajmować się gośćmi, skoro to wasza zabawa? Nawet ja nie uciekam z przyjęć w Warowni. To znaczy, no dobrze, dwa razy, ale raz zabrałam ze sobą koleżanki… a drugi raz… w sumie to prawie wszystkich gości w moim wieku, więc nie wiem, czy się to liczy…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.