16.02.2024, 20:25 ✶
Co? Co ona do niego mówiła? Co to za rady? Czy wyglądał jej na kogoś kto ma jakieś grzybice? Nie mył się cały szamponem, ale jak to pod prysznicem piana zawsze spłynie z włosów na ciało. Chociaż może i to było na swój sposób pocieszające, że przypadkiem może wyleczy się z jakichś dziwności jak ona mówiła? Wszawica tęczowata? Chciałby, żeby go z tęczy wyleczyła, życie byłoby dużo prostsze, ale co poradzi na to, że jest jak jest? Nic, musi się z tym wszystkim bujać, a łatwo niestety nie jest.
-Taki skarb jak Pani...-pociągnął nosem-[/b]...też bym przed ludźmi chował.[/b]-nie była to złośliwość, raczej bezmyślna wypowiedź aby kobieta nie czuła się zignorowana. Nie chciał mimo wszystko być niegrzeczny.
Poszedł do pokoju, licząc na chwilę odpoczynku, ale go nie zaznał. Chociaż tyle, że świeże powietrze dało mu nieco nadziei na lepsze jutro, czy raczej na to, że przeżyje do jutra, a nie udusi się przez jej perfumy. Co za śmierć by to była. Rozwiązałaby chociaż całą masę problemów, dodałaby też ich wiele, ale jednak.
Kolejne jej słowa były interesujące, ale nie miał do nich ani trochę głowy. Zmarszczył brwi.
-Choroby skórne?-spojrzał na swoje ręce. Może czegoś jeszcze nie zauważył w lustrze? Czy wyglądał na aż tak chorego? Może to dlatego Morpheus? Może to dlatego tak ogólnie nigdy nikogo sobie nie znalazł? Czy wygląda źle?
Perfumy znów uderzyły go w twarz gdy złapała go za podbródek. UHH. Nadgarstki chyba tez perfumowała. Świat zawirował. Erekcja? Co? Dziewczyna? Zabawki? Co to za nonsens?
-Ja nigdy, sze pani.-wychrypiał, już nie mając do końca kontroli nad myślami, gdy czarne plany zaczęły mi tańczyć przed oczyma.-Ja... Ja chyba muszę odmówić gęsi...-kolejne chrypliwe słowa połączone z ciężkim oddechem i powoli traconą równowagą.-Pani perfumy... chyba mają za uszoo... rószy... w sobie...-powiedział swoje ostatnie słowa, nim poleciał prosto na kobietę, przygniatając ją swoim ciężarem i zabierając na ziemię razem ze sobą. Dobrze, że lubił miękkie dywany, to staruszka nie zderzyła się plecami z gołą ziemią.
-Taki skarb jak Pani...-pociągnął nosem-[/b]...też bym przed ludźmi chował.[/b]-nie była to złośliwość, raczej bezmyślna wypowiedź aby kobieta nie czuła się zignorowana. Nie chciał mimo wszystko być niegrzeczny.
Poszedł do pokoju, licząc na chwilę odpoczynku, ale go nie zaznał. Chociaż tyle, że świeże powietrze dało mu nieco nadziei na lepsze jutro, czy raczej na to, że przeżyje do jutra, a nie udusi się przez jej perfumy. Co za śmierć by to była. Rozwiązałaby chociaż całą masę problemów, dodałaby też ich wiele, ale jednak.
Kolejne jej słowa były interesujące, ale nie miał do nich ani trochę głowy. Zmarszczył brwi.
-Choroby skórne?-spojrzał na swoje ręce. Może czegoś jeszcze nie zauważył w lustrze? Czy wyglądał na aż tak chorego? Może to dlatego Morpheus? Może to dlatego tak ogólnie nigdy nikogo sobie nie znalazł? Czy wygląda źle?
Perfumy znów uderzyły go w twarz gdy złapała go za podbródek. UHH. Nadgarstki chyba tez perfumowała. Świat zawirował. Erekcja? Co? Dziewczyna? Zabawki? Co to za nonsens?
-Ja nigdy, sze pani.-wychrypiał, już nie mając do końca kontroli nad myślami, gdy czarne plany zaczęły mi tańczyć przed oczyma.-Ja... Ja chyba muszę odmówić gęsi...-kolejne chrypliwe słowa połączone z ciężkim oddechem i powoli traconą równowagą.-Pani perfumy... chyba mają za uszoo... rószy... w sobie...-powiedział swoje ostatnie słowa, nim poleciał prosto na kobietę, przygniatając ją swoim ciężarem i zabierając na ziemię razem ze sobą. Dobrze, że lubił miękkie dywany, to staruszka nie zderzyła się plecami z gołą ziemią.