Cisza też była wskazana, pozwalająca uporządkować myśli, znaleźć rozwiązania. Dlatego Nicholas o nic więcej nie pytał. Tematu nie pociągał. Obaj byli także niewymownymi. Nicholas długo potrafił siedzieć w milczeniu , czy to nawet w towarzystwie. Nie musząc podejmować niepotrzebnych tematów, nie obawiając się powiedzenia czasem czegoś za dużo. Mając kontrolę nad sobą, otoczeniem i rozmówcami. Czy z Rodolphusem było tak samo? Podobnie? Kiedy kłębiło się mu za dużo myśli, potrafił powiedzieć za dużo. Ale przynajmniej znajdował słuchacza. Odpowiedniego.
Nicholasowi nie przeszkadzało to, że kolega zostanie na dwie noce, mógłby nawet i na kilka. I tak widywali się niemal codziennie w pracy, często może mijając na korytarzach. Kogo będzie obchodził fakt, że razem pojawią się z rana w Ministerstwie? Mogliby wspólnie popracować nad jakimś projektem badań. Kto to sprawdzi?
- Żyjemy w takich czasach, że krew można znaleźć wszędzie. To tylko koszula, więc się nie przejmuj.Nicholas ze względu na swój wzrost, też w większości kupował szyte na miarę. Jak szczęście w jakimś dobrym sklepie dopisze, to i kupi gotowca z marszu. Takie mogą przydawać się na jakieś misje, niż spotkania wizytowe, czy do pracy. Mniejsza strata, kiedy przypadkowo się pobrudzą czy zniszczą.
Nie miał się kłopotać z kanapą? Nicholas spojrzał na Rodolphusa unosząc brew ku górze. ”Szybki jest…” – przeszło mu przez myśl. Ale kolega zaznaczył problem, jakim jest widocznie bezsenność.
- A już myślałem, że wolisz łóżko.Uśmiechnął się kącikiem ust i minął go, podchodząc do jednej z wiszących szafek kuchennych. Dość wąskiej, ale pełnej różnych eliksirów.
- Gdybyś miał problem z zaśnięciem, to mam coś na to. Sam zmagam się z tym problemem.
Przyznał i wyjmując jeden flakonik, zamknął szafkę i podszedł o Lestrange’a.
- Nie powali od razu. Ale jakbyś potrzebował mocniejsze, są na tej samej półce z tyłu.
Dodał, podając mu do dłoni. Niech schowa albo zrobi z tym co uważa.
- Lepiej abyś do pracy był wypoczęty.
Poradził. Dalej już dał mu spokój i pozwolił skorzystać z łazienki. Jeszcze tylko przygotuje mu ubrania na zmianę. Aby przez te dwa dni nie chodził w tym samym. Choć niewykluczone, że i tak Lestrange będzie musiał do siebie wrócić, po rzeczy. Przynajmniej część?
Podczas gdy Rodolphus przebywał w łazience aby się ogarnąć, Nicholas w tym czasie przygotował mu na zmianę ubrania, choćby na ten wieczór czy do spania. Pożyczył mu jakieś spodnie i koszulkę. Na rano także i jedną z jasnych koszul, żeby jakoś wyglądał do pracy. Travers zajrzał jeszcze do osobnego małego pokoju, gdzie miał swoją sowę, aby ogarnąć jej sprawy i dosypać karmy. Zostawił także otwarte okno, gdyby rano jakaś sowa z prasy dostarczyła Proroka Codziennego dla niego.
Z łazienki Nicholas skorzystał, jak tylko Rodolphus, zrobił co potrzebował. Mógł wziąć nawet czysty ręcznik, jeżeli potrzebował porządnie się opłukać w całości. Na resztę wieczoru i nocy, Nicholas dał mu spokój. Lecz jeżeli obaj nie dali rady zasnąć, mogli jeszcze pogadać te kilka długich godzin, lub siedzieć w milczeniu. Aż wzięliby eliksiry i oddali się snu.
23 czerwca
Ranek, godzina dość wczesna. Po przebudzeniu się, Nicholas pierwsze co zrobił, to sięgnął o różdżkę i wprowadził sobie zaklęcie maskujące mroczny znak. Aby go ukryć. Po czym wstał i ogarnął się już do pracy, ubierając na siebie wstępnie koszulę spodnie i krawat. Jeżeli łazienka była wolna, to z niej skorzystał. Umył i trochę ogolił, zostawiając delikatny zarost. Ułożył włosy, poprawił kołnierz koszuli. Wychodząc, w między czasie przywitał się z Rodolphusem na dzień dobry, jeżeli nie spał. Postanowił w następnej kolejności zajrzeć do pokoju będącego sowiarnią. Co było dla niego zaskoczeniem, nie tylko na podłodze leżał oczekiwany nowy numer Proroka Codziennego, ale i siedziała na parapecie druga jakby znajoma sowa. Nicholas zmarszczył brwi podchodząc do niej. Odebrał list jaki ze sobą przyniosła. Pogłaskał ją i pozwolił jej odlecieć. ”Co Robert chce z samego rana?” – zastanawiał się w myślach, po czym odwrócił kopertę aby sprawdzić adresata. Uniósł brew ku górze. Mimo znajomego charakteru pisma, skierowany był do Rodolphusa Lestrange.
Travers zgarnął gazetę i wyszedł z pokoju, kierując się do salonu z kuchnią.- List do Ciebie.
Rzekł podając go Rodolphusowi. Gazetę położył na stole i wziął się za zrobienie porannej kawy i dla kolegi, herbaty.