16.02.2024, 22:51 ✶
Patrick nie zdawał sobie sprawy z tego, że wstrzymywał oddech dopóki nie usłyszał zbliżających się do drzwi kroków i dźwięków przekręcanego zamka. Nabrał głęboko powietrza do płuc i obrzucił stojącą w wejściu Norę spojrzeniem od czubka głowy aż po stopy. Na krótką chwilę jego spojrzenie utkwiło w jej bladej, przestraszonej twarzy a potem mimowolnie skierowało się ku miejscu, gdzie we śnie została zraniona, jakby auror szukał odpowiedzi, że naprawdę była ranna. Niby pędząc tutaj już wiedział, że naprawdę była ranna, ale... to ciągle pozostawało taką abstrakcją.
Steward przestąpił z nogi na nogę, jakby się nad czymś bardzo mocno wahał. To nie tak, że normalnie nie lubił Nory. Lubił ją. Bardzo ją lubił. Potrafił docenić jej poczucie humoru, dobre serce i szczerą chęć do działania. Na swój sposób uważał nawet, że łączyło ich coś takiego, co z czasem, w miarę rozwoju ich relacji, będzie mogło zostać na głos nazwane przyjaźnią. Przez naturę ich znajomości, Figg bodaj była jedną z niewielu osób, która raczej nie widziała jak grywał, jak udawał kogoś głupszego i bardziej gapowatego, niż był w rzeczywistości. Ale były takie sytuacje, gdy naprawdę nie wiedział jak powinien się zachować.
Wreszcie wyciągnął w jej stronę rękę by dotknąć zdrowego ramienia i ścisnąć je lekko. Wolałby ją przytulić, trochę zasłonić sobą, jakby myślał, że jeszcze istniała jakaś szansa na to, że morderca ze snu odnajdzie ją i na jawie, ale wyglądała tak… mizernie, że obawiał się, że mógłby ją skrzywdzić.
- Zabrać cię do Św. Mungo? – zapytał cicho, spojrzeniem wracając ku miejscu, gdzie była ranna. Niby Nora sama sobie poradziła, ale Steward wolałby się jednak by sprawdził ją wykwalifikowany magomedyk. – We śnie to wyglądało tak poważnie – przyznał jeszcze. On też nie wiedział co się stało. Nie wiedział też czemu ich sny się połączyły (może nawet całej ich trójki, bo przecież ten pieprzony podróżnik po snach, również pojawił się w każdym z nich), ale wolał nie zastanawiać co by się stało, gdyby zamiast iść za dźwiękami rąbania, dalej skupiał się na szukaniu ojca. Nora zginęłaby od ciosów siekierą? – Powinien obejrzeć cię jakiś magomedyk. – Choćby po to, by powiedział na głos, czy to rzeczywiście był nóż. Jak można było zaatakować kogoś niematerialnym nożem we śnie i zostawić prawdziwe ślady na ciele? – Wysłałem sowę do Brenny. - Ją pewnej nocy też ktoś zaatakował we śnie, ale tego nie powiedział na głos.
Steward przestąpił z nogi na nogę, jakby się nad czymś bardzo mocno wahał. To nie tak, że normalnie nie lubił Nory. Lubił ją. Bardzo ją lubił. Potrafił docenić jej poczucie humoru, dobre serce i szczerą chęć do działania. Na swój sposób uważał nawet, że łączyło ich coś takiego, co z czasem, w miarę rozwoju ich relacji, będzie mogło zostać na głos nazwane przyjaźnią. Przez naturę ich znajomości, Figg bodaj była jedną z niewielu osób, która raczej nie widziała jak grywał, jak udawał kogoś głupszego i bardziej gapowatego, niż był w rzeczywistości. Ale były takie sytuacje, gdy naprawdę nie wiedział jak powinien się zachować.
Wreszcie wyciągnął w jej stronę rękę by dotknąć zdrowego ramienia i ścisnąć je lekko. Wolałby ją przytulić, trochę zasłonić sobą, jakby myślał, że jeszcze istniała jakaś szansa na to, że morderca ze snu odnajdzie ją i na jawie, ale wyglądała tak… mizernie, że obawiał się, że mógłby ją skrzywdzić.
- Zabrać cię do Św. Mungo? – zapytał cicho, spojrzeniem wracając ku miejscu, gdzie była ranna. Niby Nora sama sobie poradziła, ale Steward wolałby się jednak by sprawdził ją wykwalifikowany magomedyk. – We śnie to wyglądało tak poważnie – przyznał jeszcze. On też nie wiedział co się stało. Nie wiedział też czemu ich sny się połączyły (może nawet całej ich trójki, bo przecież ten pieprzony podróżnik po snach, również pojawił się w każdym z nich), ale wolał nie zastanawiać co by się stało, gdyby zamiast iść za dźwiękami rąbania, dalej skupiał się na szukaniu ojca. Nora zginęłaby od ciosów siekierą? – Powinien obejrzeć cię jakiś magomedyk. – Choćby po to, by powiedział na głos, czy to rzeczywiście był nóż. Jak można było zaatakować kogoś niematerialnym nożem we śnie i zostawić prawdziwe ślady na ciele? – Wysłałem sowę do Brenny. - Ją pewnej nocy też ktoś zaatakował we śnie, ale tego nie powiedział na głos.