Norka wyglądała na taką osobę, którą łatwo skrzywdzić, gdyby nie jej hart ducha, zapewne by tak było. Mimo wszystko, jakaś siła powodowała, że się nie poddawała, choć dzisiaj było już blisko rezygnacji. Udało jej się wyjść z tłumu bez większych obrażeń, zasługę w tym miał na pewno Patrick, który dostrzegł ją w tłumie. Pomógł jej się wydostać, kiedy sytuacja była już naprawdę zła, a i nadziei zaczęło jej brakować. Gdyby nie on, zapewne by ją zdeptali i nie byłoby z niej, co zbierać.
Figg słyszała już co nieco na temat tego, że nastroje wśród czarodziejów zaczęły się robić bardzo zróżnicowane, pojawił się ktoś, kto ich podburzał, sugerował, że są osoby, którym się więcej należy. Nie sądziła jednak, że będą coraz bardziej odważni i zaczną wychodzić na ulice, to musiała być ich wina, ci, którzy uważali się za lepszych od innych. - Okropnie się na to patrzy.- Skomentowała jeszcze. Nie miała zielonego pojęcia, dlaczego aż tak bardzo zależało im na czystości krwi. Nie umiała tego zrozumieć, nie potrafiła znaleźć żadnych argumentów. Może była zbyt prostym człowiekiem, żeby to wszystko do niej dotarło, zresztą od dziecka nauczona była życzyć wszystkim dobrze, bez względu na ich pochodzenie, status, czy cokolwiek innego. Rodzice pokazali jej, czym jest szacunek, najwyraźniej to było zbyt wiele dla niektórych.
Norka widziała, że zamieszki robiły się coraz bardziej brutalne, powinna jak najszybciej opuścić to miejsce i udać się do domu. Do Mabel - która na nią czekała, nie mogła sobie pozwolić na to, aby zostać tu dłużej. Mogła jej się stać krzywda, a wtedy jej córka zostałaby sierotą - tego zdecydowanie nie chciała, zresztą miała przed sobą całe życie, nie czas umierać. - Dziękuję.- Powiedziała jeszcze raz, nie wiedziała, co innego może zrobić w takiej sytuacji.
Nie zamierzała zwlekać, kiedy Steward zniknął w tłumie ona sama się oddaliła. Musiała stąd zniknąć jak najszybciej, zamierzała dotrzeć do Little Whinging w jednym kawałku.