Gdyby Nicholas dostał taki list, takiej treści, że Robert chce się z nim spotkać w miejscu publicznym, bardzo możliwe, że również Travers byłby zaskoczony i zastanawiał, czy z nim jest wszystko dobrze. Nie wychylał się, nie pokazywał za bardzo w miejscach publicznych. Zaskoczenie okazane na twarzy Lestrange’a, zastanowiło, co takiego od niego chce Robert. Czy było to coś, dziwnego? Trudnego do zinterpretowania? O ile sam wiedział, Mulciber nie pisał nigdy o szczegółach. Unikał ich i pisał co najwyżej hasłami lub prośby o spotkania, wskazując gdzie. Tak i teraz, kiedy Rodolphus udzielił odpowiedzi, nie było to niczym nowym.
- Czyli po staremu.Stwierdził Nicholas, niejako pewnym będąc, że miejscem spotkania tej dwójki może być albo sklep Mulcibera, albo kamienica. Chyba, że mieli jakieś inne swoje miejsce. Bo gdzie by indziej omawiali interesy? Jak coś było pilnego?
Gdy woda się zagotowała, Nicholas zalał dwa kubki. Miał bardzo dobrą pamięć, zapamiętując reakcję kolegi na kawę w swoim biurze, kiedy przychodził po dokumenty. Nie tak dawno to było, więc nie sposób zapomnieć.
Postawił herbatę przy Rodolphusie, zaś kawę przy swoim miejscu. Kanapki były w większości wegetariańskie z produktami nie tylko warzywnymi ale i białkowymi, pozbawionymi bardziej laktozy. Niestety w przeciwieństwie do Rodolphusa, Nicholas musiał mieć nieco inną dietę.
- Miałem właśnie pytać, czy czekać z kolacją.Odparł z lekkim uśmiechem. ”Więc trzeba ogarnąć świece…” – pomyślał i wiedział gdzie pójdzie. Obaj co prawda nie wiedzieli ile zajdzie spotkanie Rodolphusa z Robertem. Na dzisiaj Nicholas nie miał żadnych planów. O ile też i jego nikt nie będzie gdziekolwiek wzywał.
- Jakbyś chciał mu odpisać, to moja sowa jest w pokoju obok łazienki.
Zaznaczył gdyby kolega nad tym się zastanawiał. Czasu jeszcze trochę mieli, to by zdążył odesłać wiadomość. Nicholas jakoś nie przejmował się faktem, jakie mogłoby wywołać zaskoczenie u Mulcibera, jaka sowa dostarcza mu zwrotną wiadomość. A może nie zwróciłby na to uwagi?